Chiny boją się Korei Północnej
Tajwański "The China Post" opublikował artykuł o podniesieniu przez
Chiny stopnia gotowości bojowej na wypadek konfliktu na Półwyspie
Koreańskim. Doniesienia te mają swoje źródło w inspekcji dokonanej przez
dwóch najwyższej rangą generałów około miesiąca temu w prowincji
Liaoning. Generałowie są wiceszefami Centralnej Komisji Wojskowej
Chińskiej Republiki Ludowej – zwierzchnika sił zbrojnych. Wizyty wydały
się podejrzane, ponieważ rzadko się zdarza, by przedstawiciele
centralnej komisji odwiedzili ten sam region.
Przybyli oni do prowincji w towarzystwie oficerów. Jeden z generałów
dokonał też inspekcji floty w północno-wschodnich Chinach. Według
tajwańskiego dziennika, wizyty te są sygnałem, że zwierzchnictwo sił
zbrojnych Chin upewnia się, czy jest wystarczająco przygotowane na
wypadek zagrożenia z Półwyspu Koreańskiego. W wywiadzie dla telewizji
Phoenix z Hongkongu analityk wojskowy powiedział, że stopień wzmożonej
gotowości jest reakcją na napięcia wywołane na półwyspie przez
zatopienie północnokoreańskiego okrętu. Jest to rówmież krok
uprzedzający amerykańsko-południowokoreańskie manewry mające odbyć się
na Morzu Żółtym. Według prognoz Chin, Pentagon wyśle w ten rejon
lotniskowiec. Jeśli tak by się stało, to oznaczałoby, że w zasięgu sił
amerykańskich znalazłyby się chińskie miasta na północnym wybrzeżu, a
także Pekin. "The China Post" zaznacza, że w Chinach są niepokoje
związane z sukcesją w Korei Północnej. Kim Dzong Il miał prosić Pekin o
wsparcie jego najmłodszego syna Jonga Una, który został wskazany na
następcę. W ocenie tajwańskiego dziennika, Chiny boją się destabilizacji
w Korei Północnej po śmierci obecnego przywódcy. Na zakończenie artykułu
dziennik podkreśla, że w obliczu ostatnich napięć, łącznie z zatopieniem
okrętu, Chiny powinny wykazywać gotowość, przede wszystkim militarną, na
każdą ewentualność.
PJ, PAP
