Chińczycy na wakacjach

Od dwóch miesięcy przedstawiciele chińskiego inwestora LiuGong,
zainteresowani kupnem cywilnej części Huty Stalowa Wola SA, nie pojawiają się na
Podkarpaciu. Związkowcy nie robią z tego tragedii, bo do prywatyzacji im się nie
spieszy. A zarząd huty impas w rozmowach tłumaczy okresem wakacyjnym.

– Na razie cisza z ich strony. Nie rozmawiamy od blisko dwóch miesięcy. Prawdę
mówiąc, nam się nie spieszy, natomiast to Chińczykom powinno zależeć na
uregulowaniu wszystkich spraw związanych z zakupem hutniczej spółki – mówi
Henryk Szostak, szef zespołu negocjacyjnego, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w
Hucie Stalowa Wola. Nie brakuje zwolenników tezy, że to warunki socjalne
zaproponowane przez stronę związkową są zaporowe dla Chińczyków, stąd też
przerwa w negocjacjach. Z kolei związki zawodowe stoją na stanowisku, że ich
żądania to minimum, które przyszły inwestor powinien zabezpieczyć załodze huty.
Warunki strony związkowej to m.in.: pięć lat gwarancji zatrudnienia, 4,5 roku
obowiązywania zakładowego układu zbiorowego pracy, kilkuprocentowe podwyżki płac
dla załogi na wejściu i bonus prywatyzacyjny dla każdego pracownika. – Jak dotąd
Chińczycy nie zgodzili się na nasze warunki i przedstawili swoje, mniej
korzystne. Dają nam np. tylko trzy lata gwarancji zatrudniania, ale my uważamy,
że to stanowczo za mało – komunikuje Henryk Szostak. Związki zawodowe zażyczyły
sobie przedstawienia informacji dotyczącej pakietu inwestycyjnego, jaki
Chińczycy mają zamiar realizować w HSW, ale nie otrzymali żadnej odpowiedzi.
Takie zachowanie ze strony potencjalnego inwestora tworzy coraz bardziej
wyczuwalny dystans i obawy o ewentualne przyszłe relacje z Chińczykami, daje też
podstawy do pytań o przyszłość zakładu. – Chińczycy dużo mówili o zwiększeniu
produkcji, ale konkretów nie widać. Dopóki nie przekonają nas do swoich
inwestycji w hucie, które mają być długofalowe, pewne i korzystne, dopóty nie
będziemy publicznie twierdzić, że to jest dobre rozwiązanie, bo nie jest – uważa
Szostak. Atmosferę wokół prywatyzacji i przejęcia HSW przez chińskiego inwestora
studzi nieco Bartosz Kopyto, pełnomocnik zarządu Huty Stalowa Wola. W jego
ocenie, negocjacje zarządu z przedstawicielami koncernu LiuGong nie zostały
zerwane, a pewna zwłoka, o której mówi strona związkowa, może wynikać z przerwy
wakacyjnej. – Z tego, co pamiętam, to w połowie lipca ze Stalowej Woli wyjechała
ostatnia grupa Chińczyków. Obecnie trwa wymiana pism w celu ustalenia
harmonogramu dalszych spotkań – kwituje Bartosz Kopyto.
W styczniu br. w Chinach została podpisana umowa przedwstępna dotycząca
przejęcia przez światowego producenta maszyn budowlanych – chiński koncern
LiuGong – cywilnej części HSW. W maju zielone światło tej transakcji dał Urząd
Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Pierwotnie umowa kupna cywilnej części
stalowowolskiej huty miała zostać sfinalizowana 29 czerwca, ale negocjacje
zerwano. Część mediów winą za to obarczyła związki zawodowe, które przedstawiły
przyszłemu inwestorowi zbyt wygórowane żądania. Tymczasem rzeczywistym powodem
był skandal z udziałem chińskiego konsorcjum COVEC, które nie wywiązało się z
budowy autostrady A2. – Rzeczywiście od strony inwestora odbieraliśmy sygnały,
że kwestia COVECU odgrywa pewną niebagatelną rolę i rzutuje na atmosferę wokół
inwestycji w hucie. Tymczasem obecnie trwają uzgodnienia i przygotowania do
podpisania umowy warunkowej. Życzylibyśmy sobie, żeby sfinalizowanie umowy
kupna-sprzedaży HSW odbyło się jeszcze w br., jednak będzie to zależało nie
tylko od polskiej strony, ale od szeregu uzgodnień, ważnych szczegółów z
przedstawicielami firmy LiuGong – przyznaje pełnomocnik zarządu HSW. Pod koniec
września zaplanowane są kolejne terminy spotkań z udziałem przedstawicieli
zarządu HSW i koncernu LiuGong. Cywilna część HSW produkująca maszyny budowlane
zatrudnia ok. 1300 osób. Tymczasem Chińczycy chcą przyjąć na stałe tylko 880
osób, a 280 na umowy na czas określony. Nieoficjalna wartość transakcji miałaby
wynieść ok. 250-270 mln złotych. Przejęcie przez Chińczyków nie jest jednak
jedyną alternatywą dla hutniczej spółki. Gdyby nie doszło do sprzedaży cywilnej
części HSW chińskiemu inwestorowi, wówczas wraz z wojskową mogłaby ona zostać
przejęta przez Grupę Bumar.

 

Mariusz Kamieniecki

drukuj