Chcieli obudzić ducha Narodu

W Powstaniu żołnierze Armii Krajowej i mieszkańcy Warszawy za wolę życia w
wolnej i niepodległej Polsce zapłacili cenę najwyższą. Po latach okupacji,
niemieckich zbrodni i upokorzeń za broń chwycili z nadzieją. "A gdy miną już dni
walki, szturmów i krwi (…) Panien rój, kwiatów pęk i sztandary. (…) Alejami
z paradą będziem szli defiladą,/ W wolną Polskę, co wstanie z naszej krwi" –
śpiewali chłopcy z "Parasola" piosenkę Józefa Szczepańskiego "Ziutka", autora
jednej z najsłynniejszych powstańczych pieśni "Pałacyk Michla…" czy
profetycznej "Czerwonej zarazy".

Nie było ani kwiatów, ani defilady, na murach zaś zawisły plakaty "AK – zapluty
karzeł reakcji", potem ubeckie więzienia… I słowa, "które raniły bardziej niż
miecz". A mimo to zawsze 1 sierpnia tysiące warszawiaków i łuny bijące od zniczy
nad powstańczymi grobami obrazowały komunistom, iż batalii o powstańczą pamięć
nie wygrają. Jeszcze po dziesięcioleciach, po wprowadzeniu stanu wojennego,
zabraniali budowy pomnika Powstania Warszawskiego 1944. Byli natomiast skłonni
zgodzić się na pomnik Powstańców Warszawy, z czasem bowiem społeczny nacisk
zmusił ich do uznania bohaterstwa zwykłych uczestników walk, "ludu stolicy". Do
samego końca PRL potępiali i odbierali cześć przywódcom Polskiego Państwa
Podziemnego.
Po 1989 roku pomnik wreszcie stanął, na Muzeum Powstania Warszawskiego –
zbudowane dzięki determinacji prezydenta stolicy śp. Lecha Kaczyńskiego –
powstańcy czekali do 2004 roku.

Dziś Powstanie to "katastrofa"
Ale zanim nastał ten dzień, musieli w wolnej Polsce przeżyć kolejną falę
upokorzeń, czytając w największym dzienniku, że są mordercami Żydów. Narodowi
wmawiano, że "patriotyzm to rasiz" …
A ostatnio uderzyły w nich słowa ministra spraw zagranicznych o "narodowej
katastrofie". One już nie dziwią, padają przecież z ust ministra rządu, którego
premier przed laty napisał: "Polskość to nienormalność". Taki jest ich świat.
Nie warto słuchać Radosława Sikorskiego, odejdzie w niepamięć. Nie będzie ulic,
placów ani skwerów jego imienia. Za kilkanaście lat, albo i wcześniej, znajdzie
się najwyżej w słowniku politycznych cytatów jako autor powiedzenia "dorżnąć
watahę" – gdzieś obok słów: "władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy" czy "rząd się
sam wyżywi".
Spór o sens i szanse Powstania Warszawskiego będzie trwał nie tylko wśród
historyków. Teraz łatwo ferować wyroki, bo znane są okoliczności, o których
wiedzieć nie mogli ci, którzy stanęli pod koniec lipca 1944 roku przed decyzją
swego życia. Świat, w którym liczy się tylko sukces, nie pojmie jednak sensu
ofiary, nie zrozumie powstańczych wyborów.

Prawo do wolności
Dzisiaj mija 110. rocznica urodzin Prymasa Polski Sługi Bożego ks. kard. Stefana
Wyszyńskiego. Jako kapelan AK niósł duchową pociechę rannym powstańcom. Będąc
Prymasem, podejmował też polityczne decyzje, za które był krytykowany, choćby
porozumienie z komunistami w 1950 roku i gdy wygłosił łagodzącą rozgorączkowane
nastroje homilię 26 sierpnia 1980 roku. Zarzucano mu, że wybiera ugodę.
Wiedział, iż zbyt wiele krwi straciła Polska w czasie wojny, że musi zachować
siły na czas komunistycznej niewoli. Ratunek widział w ciężkiej, wytrwałej pracy
nad zachowaniem ładu moralnego, w odbudowie elity.
Nigdy jednak nie podważał sensu Powstania. "Bo nawet wtedy, gdy padną wszyscy,
pozostanie jeszcze sprawa i prawo do wolności. I chociażby pozostały góry ciał,
przykryte gruzami, to jeszcze ofiary te są małe w porównaniu do wielkiego prawa,
jakie ma człowiek, naród i ludzkość: prawa do wolności". Przestrzegał:
"Człowiek, który biernie przyjmuje narzuconą mu niewolę, już się właściwie
deklasuje i przestaje być pod jakimś względem pełnym człowiekiem. I naród, który
nie umie walczyć o swoją wolność, już się właściwie zdeklasował, stając poniżej
swej wysokiej godności. Trzeba dopiero olbrzymich ofiar i potężnych wstrząsów,
ażeby otrzeźwiał człowiek…". Innym razem tłumaczył: "Ale i w dziejach innych
narodów powstania nie były na ogół dziełami udanymi, były natomiast budzeniem
zasypiającego ducha narodu, aby powstał i żył…".

Tylko silna Polska…
W 1944 roku Polska została – podobnie jak w 1939 roku – opuszczona i zdradzona
przez zachodnich sojuszników. W 1939 roku Francuzi nie chcieli ginąć za Gdańsk,
a po 13 grudnia 1981 roku ich dzieci i wnuki nie chciały za Gdańsk marznąć…
Tak rząd francuski uzasadniał swą decyzję o udziale w budowie sowieckiego
gazociągu i wstrzymaniu się przed sankcjami gospodarczymi, do których wzywali
Amerykanie.
Europa nam nie pomoże. Dlatego ci, którzy w przyszłości staną na czele polskiego
rządu i dyplomacji, muszą wiedzieć, że głównym celem jest budowa silnej Polski.
Tylko taka będzie się liczyć. W ten sposób najpełniej wypełnią testament tych,
którzy polegli w Warszawie latem 1944 roku. Józef Szczepański "Ziutek" pisał w
"Czerwonej zarazie": "Śmierć nie jest straszna, możemy umierać. Ale wiedz o tym,
że z naszej mogiły Nowa się Polska – zwycięska – narodzi. I po tej ziemi ty nie
będziesz chodzić, Czerwony władco rozbestwionej siły".
 

Dr Jarosław Szarek

drukuj