Chcemy zmobilizować wieś
Z Pawłem Poncyljuszem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rzecznikiem
sztabu wyborczego Jarosława Kaczyńskiego, rozmawia Mariusz Bober
Jaki
sposób ma kandydat PiS na wygranie drugiej tury wyborów prezydenckich?
–
O wszystkim nie możemy mówić. Ale dużo się dzieje. Organizujemy wizyty
prezesa Jarosława Kaczyńskiego oraz naszych parlamentarzystów w różnych
częściach Polski, zwłaszcza w małych miasteczkach, ale nasz kandydat na
stanowisko prezydenta jeździ też na spotkania do dużych miast, których
jeszcze nie odwiedzał. Ponadto będą rozsyłane listy, choć zapewne do
wszystkich Polaków nie uda się nam dotrzeć. Liczymy, że wielu wyborców
przekona socjalny program Jarosława Kaczyńskiego.
Właśnie –
czy nie obawia się Pan, że taniec wokół Grzegorza Napieralskiego i
zabiegi o jego lewicowy elektorat nie zniechęcą konserwatywnego
elektoratu do Jarosława Kaczyńskiego?
– Przecież to Bronisław
Komorowski, a nie Jarosław Kaczyński spotkał się z Grzegorzem
Napieralskim. Widać więc, że to konkurent naszego kandydata na urząd
prezydenta nadskakuje liderowi Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Prezes
PiS też wykonał kilka gestów wobec lewicowego elektoratu i
Napieralskiego. Kandydaci licytują się na lewicowość…
– Ale
wyborcy konserwatywni mają tylko taki wybór – postawić na Jarosława
Kaczyńskiego, człowieka, który od 20 lat konsekwentnie opowiada się za
silną pozycją Polski, jest wrażliwy społecznie, klarownie wypowiada się w
sprawach światopoglądowych i nie zmienia swoich poglądów. Alternatywą
jest poparcie Bronisława Komorowskiego, który niejasno wypowiada się w
sprawach światopoglądowych, i popiera in vitro, albo zrezygnowanie z
udziału w wyborach.
To bardzo ryzykowne podejście liczyć na
bezwzględne poparcie konserwatywnego elektoratu. Kandydat PiS nie
określił się jasno w sprawie in vitro…
– Jarosław Kaczyński w
każdej swojej wypowiedzi na ten temat konsekwentnie podkreśla, że jest
katolikiem…
…o kompromisie też zawsze mówi…
– Ale
kompromis będzie zależał od tego, co zrobi Sejm. Dziś piętą achillesową
w Polsce w dziedzinie leczenia niepłodności jest przede wszystkim
dostępność do badań. Dlatego prawda jest taka, że na pytanie o leczenie
bezpłodności odpowiedzią jest naprotechnologia. Stąd też ludzie, którzy w
naszym klubie zajmują się tymi sprawami uważają, że jeśli znajdą się w
budżecie pieniądze, to powinny być one przeznaczone przede wszystkim na
badania diagnozujące przyczyny bezpłodności. Tymczasem jeśli obecnie w
Polsce przeprowadza się ok. 5 tys. zabiegów in vitro, to łatwo policzyć,
że ich sfinansowanie kosztowałoby Narodowy Fundusz Zdrowia
kilkadziesiąt milionów złotych. Leczenie niepłodności najmniej ingeruje w
organizm człowieka i najmniej kosztuje. Dlatego mogę zadeklarować w
imieniu Jarosława Kaczyńskiego, że to właśnie na dostępność badań,
procedur leczniczych oraz naprotechnologię należy wydawać pieniądze.
Trzeba jednak pamiętać o tym, jaki jest obecnie skład parlamentu i jaki
może być w przyszłości. W obecnym Sejmie – nawet jeśli Jarosław
Kaczyński wygrałby wybory, mogłaby znaleźć się większość wystarczająca
do odrzucenia jego weta w pewnych sprawach. Uważamy, że trzeba
konsekwentnie nie godzić się na in vitro.
Trzymam za słowo…
–
Chciałbym jednak zauważyć, że obecnie w Polsce nie ma żadnych regulacji
na temat in vitro i traktowania ludzkich embrionów, co może stwarzać
duże zagrożenie, wystarczy choćby wziąć pod uwagę zakusy dotyczące
klonowania. Jeśli więc wyborcy konserwatywni chcą znaleźć polityka,
który w największym stopniu realizuje założenia prawicowe, to jest nim
Jarosław Kaczyński. Gesty wykonywane pod adresem części elektoratu
lewicowego są obliczone na ludzi wrażliwych na prawa socjalne,
pracownicze czy rozwiązanie problemów służby zdrowia. Dlatego Jarosław
Kaczyński rozmawia także ze związkami zawodowymi niezwiązanymi z
„Solidarnością”. Oni wiedzą, że kandydat PiS zwraca uwagę także na
sprawę godnej płacy. Mam jednak świadomość, że elektorat Grzegorza
Napieralskiego składa się także z ludzi o odmiennym światopoglądzie,
którzy walczą o refundację in vitro, o legalizację związków osób tej
samej płci, i mają antyklerykalne poglądy – próbują znowu postawić na
porządku dziennym sprawy rozdziału Kościoła od państwa. Jednak tych
prawdopodobnie nie przekonamy, podobnie osób o dużych sentymentach dla
czasów PRL. Choć dziś wielu ludzi związanych z SLD ma niewiele wspólnego
z czasami komunizmu.
Dlatego w kampanii także Kaczyński
częściej mówi o lewicy niż postkomunistach?
– Jarosławowi
Kaczyńskiemu chodzi tylko o to, że dziś już lewicy nie można utożsamiać z
komitetem „obrony dobrego imienia PRL”, że obecnie zarówno wśród
polityków, jak i wyborców SLD jest coraz mniej osób mających korzenie
komunistyczne. Ale nie ma kompromisu, jeśli chodzi o ludzi, którzy w PRL
gnębili Polaków walczących o niepodległość. Dlatego podkreślam, że pod
tym względem Jarosław Kaczyński się nie zmienił.
A pod innymi
względami? Wyścig o głosy lewicowego elektoratu sprawił, że wyborcy
zastanawiają się nad prawdziwymi różnicami między Jarosławem Kaczyńskim a
Bronisławem Komorowskim, który też odwołuje się do solidarnościowej
przeszłości, wartości rodzinnych…
– Przecież to właśnie
Bronisław Komorowski nie wystrzega się poparcia ludzi powiązanych z PRL,
takich jak: Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz czy nawet główny
twórca stanu wojennego gen. Wojciech Jaruzelski.
Ale czy
Jarosław Kaczyński, tak zażarcie walcząc z Bronisławem Komorowskim o
głosy lewicy, nie schodzi na drogę, która europejską chadecję
doprowadziła do utraty tożsamości?
– Nie sądzę. Myślę, że
Jarosław Kaczyński spośród całej centroprawicy jest ostatnią osobą,
która mogłaby zboczyć „na lewo” czy też zbytnio otworzyć się na nurty
socjaldemokratyczne i lewicowe w wymiarze światopoglądowym. Nasz
kandydat tak wiele lat stał na straży wizji, którą stara się realizować,
że nic w jego zachowaniu się nie zmieni, nawet gdy zostanie
prezydentem.
Jaka będzie wtedy przyszłość szefowej jego sztabu
wyborczego – Joanny Kluzik-Rostkowskiej?
– Za wcześnie jeszcze,
by o tym mówić. Wiadomo jednak, że przed nami są decyzje w sprawie
wyboru kandydata na stanowisko wicemarszałka Sejmu, prezesa partii – w
przypadku wygranej Jarosława Kaczyńskiego, czy też szefa klubu. Joanna
Kluzik-Rostkowska pokazuje w tej kampanii, że jest czołowym politykiem
PiS. Po zakończeniu kampanii wyborczej na pewno będzie sprawowała ważną
funkcję w partii. To byłaby wielka szkoda, gdyby nie wykorzystano jej
aktywności, zdolności i doświadczenia.
Czy ewentualna
prezesura Joanny Kluzik-Rostkowskiej – popierającej m.in. in vitro
będzie oznaczała zwrot PiS na lewo?
– Jest jeszcze za wcześnie,
by dzielić skórę na niedźwiedziu. Przede wszystkim Jarosław Kaczyński
najpierw musi wygrać wybory, a o tym, kto zostanie wybrany na stanowisko
szefa partii, zdecydują jej członkowie. Dlatego uważam, że ewentualne
objęcie przez nią ważnej funkcji w partii, nie zmieniłoby linii
politycznej, bo decydują o niej wszyscy członkowie. Każdy z nas czasem
ma inne poglądy niż cały klub. Rzecz w tym, w jaki sposób potrafimy
znaleźć średnią i program minimum, który nas łączy, a zapewniam, że on
nie odbiega od konserwatywnej wizji świata.
By ją zatem
utrzymać, może lepiej byłoby np. próbować zdobyć poparcie wyborców
zachodniej części kraju i zaktywizować elektorat wiejski, który – jak
twierdzą niektórzy socjolodzy – mógłby nawet przesądzić o wynikach
drugiej tury?
– Oczywiście że staramy się o elektorat wiejski,
choć jesteśmy zmartwieni jego słabą aktywnością w pierwszej turze.
Staramy się zachęcać tę część społeczeństwa do udziału w wyborach. Wiemy
jednak, że duży potencjał drzemie też w małych miasteczkach, które żyją
w pewnej symbiozie z terenami wiejskimi. Nasz kandydat od początku
podkreśla, że państwo musi dbać o polską wieś, także poprzez
wykorzystanie środków z Unii Europejskiej. Chodzi m.in. o wyrównywanie
szans edukacyjnych młodzieży wiejskiej.
A co zrobiłby
prezydent Jarosław Kaczyński, gdyby dostał na biurko ustawy – jak
twierdzi PO – komercjalizujące polską służbę zdrowia?
– Nasz
kandydat na prezydenta ma w tej sprawie jasno określone zdanie – nie
jest zwolennikiem pakietu minister zdrowia Ewy Kopacz. Jeśli nie będzie
zapisu gwarantującego pozostawienie 50 procent udziału w szpitalach w
rękach publicznych, będzie odnosił się negatywnie do takiego projektu,
chyba że pojawią się inne rozwiązania gwarantujące, iż w procesie
komercjalizacji szpitale nie zostaną sprywatyzowane.
Wyobraźmy
sobie, że PiS wygrywa w przyszłym roku także wybory parlamentarne.
Jakie zapisy dotyczące wsparcia rodzin mógłby skierować na biurko
prezydenta Kaczyńskiego? W poprzedniej kadencji PiS głosowało przeciw
obecnym ulgom na dzieci.
– Możemy uchwalić wszelkie ulgi, ale
trzeba liczyć się z możliwościami budżetu. W innym razie mogłoby się
zdarzyć, że w obecnej sytuacji finansowej trzeba byłoby podnosić stawki
podatkowe, i okazałoby się, że ulgi są pozorne. Jesteśmy skłonni myśleć
także o rozwiązaniach przewidujących np. uwzględnianie każdego dziecka
przy obliczaniu podstawy opodatkowania. Jednak trzeba dokładnie
przeanalizować skutki takich działań dla budżetu. Dziś rząd boryka się z
problemem dziury budżetowej już na poziomie 70 mld zł w 2010 roku. Na
pewno jednak Jarosław Kaczyński opowiada się za wsparciem rodzin,
zwłaszcza tych posiadających dzieci.
Jaka byłaby polityka
historyczna prezydenta Jarosława Kaczyńskiego? Tu akurat prezydent ma
duże pole manewru.
– Myślę, że zasadniczo byłaby to ciągłość w
porównaniu z przerwaną kadencją Lecha Kaczyńskiego. Jego brat również
doceniłby tych, którzy w czasach PRL oraz II wojny światowej poświęcali
swój czas, siły, a nawet kariery i zdrowie na rzecz walki o
niepodległość Polski. Natomiast zapewne pozostałyby problemy z sąsiadami
na tle niełatwej polityki historycznej. Mam tu na myśli zarówno relacje
Polski z Niemcami, jak i Ukraińcami. To problem do rozwiązania w
perspektywie wielu lat, ale myślę, że nikt tak jak Jarosław Kaczyński
nie gwarantuje walki o godną pozycję Polski przy rozwiązywaniu tych
trudnych spraw.
Wbrew temu, co się często twierdzi, prezydent
nie musi być „ostatnim blokującym”. Ma też inicjatywę ustawodawczą.
Jarosław Kaczyński myśli już o złożeniu jakichś projektów w Sejmie?
–
Jarosław Kaczyński zapewne będzie chciał kontynuować pewne projekty
podejmowane jeszcze przez śp. Lecha Kaczyńskiego, a związane z
bezpieczeństwem państwa, prawami pracowniczymi czy przygotowaniem kraju
na klęski żywiołowe.
Mógłby też przyczynić się do tego, by
obecne władze nie poniosły całkowitej klęski przy wyjaśnianiu przyczyn
katastrofy pod Smoleńskiem?
– Prezydent nie ma bezpośrednich
kompetencji, jeśli chodzi o nadzór nad śledztwem w sprawie tragedii
smoleńskiej. Ale Jarosław Kaczyński jako ewentualny prezydent na pewno
będzie rozmawiał z prokuraturą na temat wyjaśnienia przyczyn katastrofy,
tym bardziej że wielu Polaków uważa, iż postępowanie w tej sprawie jest
źle prowadzone.
Dziękuję za rozmowę.
