Chcę dowiedzieć się, jak naprawdę wyglądał lot do Smoleńska
Z Alicją Zając, która zdobyła mandat senatora w wyborach uzupełniających
na Podkarpaciu, wdową po senatorze Stanisławie Zającu (zginął w katastrofie
prezydenckiego samolotu pod Katyniem 10 kwietnia br.), rozmawia Mariusz
Kamieniecki
W Pani przypadku wybory to była formalność. Umowa
między partiami sprawiła, że nie miała Pani żadnego kontrkandydata. Mimo to
poparło panią blisko 270 tysięcy mieszkańców Podkarpacia…
– Dziękuję
wszystkim za głosy i za poparcie, które odczułam zwłaszcza w ostatnich
tygodniach, kiedy obcowałam z ludźmi w wielu miejscach regionu podczas spotkań,
które nazwałam „Rozmowy o Polsce”. To, że nie było innego kandydata, nie
zależało już ode mnie. Ja tylko mogłam podjąć decyzję o kandydowaniu bądź nie.
Wiem, że ciąży na mnie wielka odpowiedzialność.
Na ile jest to efekt
zaufania do Pani męża, a na ile głos oddany na Panią?
– Osoby, które mnie
znają, wiedzą, że za życia mojego męża często towarzyszyłam mu w działalności,
będąc na wielu spotkaniach czy organizując spotkania z jego udziałem. Myślę, że
to poparcie jest też pewną formą solidarności z moim mężem; zaufania, którego
postaram się nie zawieść. Uważam, że ta życzliwość, z jaką się spotykam,
częściowo jest podziękowaniem za to dobro, które czynił mąż, ale również za
działalność, jaką prowadzę wśród ludzi jako prezes Podkarpackiego Zarządu
Okręgowego PCK czy przez ostatnie cztery lata jako samorządowiec powiatu
jasielskiego.
Czym zajmie się Pani w Senacie?
– Chcę pracować
– i uważam, że jest to mój obowiązek – nad sprawami związanymi z zabezpieczeniem
wszystkich osób, które ucierpiały w wyniku ostatniej powodzi. Temu będzie służyć
moja działalność przede wszystkim w komisjach: Środowiska oraz Rolnictwa i
Rozwoju Wsi. Jest to ważne dla Podkarpacia chociażby w sytuacji popowodziowej,
kiedy trzeba będzie się zająć usuwaniem skutków wysokiej wody, jak również
osuwisk. Zastanawiam się także nad Komisją Zdrowia, ponieważ sprawy służby
zdrowia na Podkarpaciu, które od dawna są traktowane po macoszemu, wymagają
rewizji i wsparcia.
Jest Pani zadowolona z postępów śledztwa w sprawie
katastrofy smoleńskiej?
– Przede wszystkim chciałabym się dowiedzieć, jak
naprawdę wyglądał ten lot, dlaczego nastąpiła ta katastrofa. Przeciąganie tego w
czasie jest dla nas, krewnych ofiar, które nazywa się rodzinami smoleńskimi,
bardzo bolesne. Co kilka dni są ujawniane nowe fakty, często fakty medialne, z
którymi się zderzamy wbrew naszej woli. W związku z tym, że pojawiały się głosy,
iż na tej tragedii chcę zrobić karierę, postanowiłam, że do wyborów do Senatu
nie będę się tą sprawą zajmowała. Na moją prośbę i w moim imieniu czynił to
dotychczas mecenas, senator Zbigniew Cichoń z Krakowa. Żeby uciąć spekulacje na
temat domniemanych żądań rodzin w zakresie odszkodowań, chcę powiedzieć, że nie
należę do osób, którym zależałoby na tym, aby zapłacono im za śmierć
najbliższych. Nie chodzi o to, ale o wyjaśnienie całej i pełnej prawdy.
Jak Pani ocenia brak starań rządu o maksymalny wpływ na zakres
czynności śledczych prowadzonych w tym postępowaniu?
– Obowiązkiem
polskich władz jest w każdej sytuacji dbałość o dobro Narodu i jego interesów.
Dlatego oddanie śledztwa w sprawie katastrofy było błędem, co wywołało kolejne
konsekwencje. Premierowi Tuskowi zabrakło stanowczości, w końcu tam zginęli
obywatele Polski z najwyższą osobą w państwie – prezydentem Kaczyńskim – na
czele. Tam zginął też ostatni prezydent Polski na uchodźstwie Ryszard
Kaczorowski, najwybitniejsi przedstawiciele świata polityki, wojska i rodzin
katyńskich, którzy pielęgnowali pamięć o polskiej historii. Zabrakło
zabezpieczenia wizyty ze strony państwa, a po katastrofie ofiar tej wielkiej
tragedii. Oddanie śledztwa w ręce rosyjskie, gdzie stajemy się petentem zamiast
równoprawnym uczestnikiem, utrudnia postępowanie. Możemy tylko zapytać: komu to
wszystko ma służyć? Na pewno nie komfortowi życia rodzin ofiar i całemu
polskiemu społeczeństwu.
Dziękuję za rozmowę.
