Cena miliardów Tuska

Z Witoldem Waszczykowskim, dyplomatą, byłym wiceministrem spraw
zagranicznych, kandydatem na posła z list Prawa i Sprawiedliwości w okręgu
łódzkim, rozmawia Maciej Walaszczyk

Donald Tusk próbuje wykorzystać w kampanii wyborczej okres polskiej
prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Z jakim skutkiem?

– Chyba rzeczywiście były plany wizerunkowego wykorzystania prezydencji w
kampanii. Nawet termin szczytu Partnerstwa Wschodniego był tak ustalony, by
odbył się tuż przed wyborami. Zakładano pewnie, że kiedy przyjadą do Polski
liderzy krajów europejskich, zarówno premier, jak i jego ministrowie będą mogli
się przy nich pokazać i skupić na tym uwagę mediów. Szereg innych wydarzeń
związanych z prezydencją było również pomyślanych tak, aby miały miejsce w
czasie trwającej kampanii. Zakładano również, że w tym czasie dojdzie do
porozumienia z Ukrainą, być może także z Chorwacją, której wejście do UE nastąpi
dopiero w grudniu.
Myślę, że te zabiegi nie udały się, dlatego że po traktacie lizbońskim zmienił
się charakter prezydencji. Obecnie nie ma ona takiego znaczenia i szefom rządów
ograniczona została możliwość brylowania. W Unii Europejskiej zostały powołane
konkretne stanowiska, które przejęły szereg prerogatyw od premiera czy ministra
spraw zagranicznych.

Priorytety prezydencji nie akcentują naszych własnych interesów.
– Zostały absolutnie źle zaplanowane. Wielu ekspertów od miesięcy, a nawet od
lat wskazywało, że błędem podczas polskiej prezydencji będzie stawianie na
konieczność budowy europejskich sił zbrojnych jako sojuszu alternatywnego wobec
NATO, który by go dublował i pomijał zupełnie Stany Zjednoczone. Od lat w
Europie nie ma ani takiej woli, ani pieniędzy. Okazuje się, że jesteśmy na
półmetku prezydencji i widzimy, że nie ma zainteresowania dla realizacji tego
pomysłu.

Podczas rządów koalicji PO – PSL zmalało znaczenie Polski w regionie, wśród
najbliższych sąsiadów.

– Zdecydowanie zabrakło postawienia właśnie tej kwestii. Przecież szczyt
Partnerstwa Wschodniego pokazał, że Polska skapitulowała i zaakceptowała
zachodnioeuropejski punkt widzenia, według którego dalsze poszerzanie integracji
na wschód jeszcze przez wiele lat nie nastąpi. Ten szczyt to potwierdził.
Oczekiwaniem naszych wschodnich partnerów było, że Partnerstwo Wschodnie będzie
rodzajem "zamrażarki", która ich aspiracje odłoży w tej formule w czasie.
Liczyli jednak na to, że po kilku latach Polska, jako patron otwarcia Europy na
wschód, wywalczy dla nich jakąś obietnicę, która pozwoli im wierzyć, że ta
perspektywa będzie bliższa niż dalsza. Okazało się, że szczyt przyniósł tylko
zapowiedź przekazania na cele Partnerstwa ponad 100 mln euro na najbliższe kilka
lat, co daje po kilkanaście milionów euro na państwo. Natomiast wypowiedzi
premiera w rodzaju: "Szczyt bardziej skonkretyzował wizję ułatwień wizowych" –
są kabaretowe i bełkotliwe. Wiadomo, że w sferze wizowej nie posunęliśmy się
naprzód. Jeśli dzisiaj nawet członkowie UE tacy jak Bułgaria mają kłopoty z
wejściem do strefy Schengen, to mrzonką było składanie obietnic krajom spoza
Unii. Karmiono nas iluzjami o wielkości i wpływie Polski na UE, ale w piątek
okazało się, że nie mamy żadnego wpływu i nie jesteśmy w stanie nic wywalczyć.

W kampanii Platforma atakowała PiS za sojusz z brytyjskimi konserwatystami
jako tymi, którzy chcą rozbić Unię i ograniczyć budżet dla takich krajów jak
Polska.

– Platforma demonizuje udział Prawa i Sprawiedliwości we frakcji Europejskich
Konserwatystów i Reformatorów, a z drugiej strony przecenia rolę Jerzego Buzka
jako przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Ten fałsz ujawnił się w spocie
PO, obiecującym wynegocjowanie dla Polski 300 mld euro w nowym budżecie. Nikt
jednak nie przypomina, że za trzy miesiące, w chwili otwarcia negocjacji
budżetowych, Buzek przestanie być przewodniczącym europarlamentu.

Ale zostanie jeszcze Janusz Lewandowski, komisarz do spraw budżetu.
– On jest tylko księgowym europejskim i nie ma prawa negocjować w imieniu Polski
budżetu. W Komisji Europejskiej nie jest przedstawicielem reprezentującym
interesy Polski, ale jego zadaniem jest zarządzanie wszystkimi pieniędzmi Unii.
Przedstawianie go w inny sposób jest nieuczciwością.

Czy Platforma jest w stanie wpłynąć poprzez kontakty w Europejskiej Partii
Ludowej na polskie priorytety, w tym na zablokowanie lobbingu przeciw
eksploatacji gazu łupkowego?

– Według mnie te 300 mld euro, których zdobycie zapowiadają, to jest właśnie
koszt, jaki ponosimy za wycofanie się z wielu polityk. Platforma wycofała się ze
wspierania otwarcia UE na wschód, popierania Ukrainy i Gruzji, ten rząd wycofał
nas z różnych operacji wojskowych na świecie, gdzie byliśmy aktywni. Jasno
pokazuje w swoich dokumentach, że poprzez ścisłą współpracę z Niemcami będzie
nas prowadził do centrum decyzyjnego Unii. Całą tę politykę zbudowano na
klientelistycznym podporządkowaniu się Niemcom. W związku z tym prezes Jarosław
Kaczyński apelował do Donalda Tuska o wykorzystanie tych kontaktów przynajmniej
do tego, by nie dopuścić do zablokowania eksploatacji gazu łupkowego w Polsce
pod pretekstem ochrony środowiska naturalnego.
Jednak jak rozumiem, te 300 mld euro to jakaś forma ceny, jaką Niemcy jako
największy płatnik unijnego budżetu zapłacą nam za wycofanie się naszych celów
politycznych. Z drugiej strony nie jest to jakaś niebotyczna kwota, ponieważ te
67 mld euro wynegocjowanych w roku 2005 to według dzisiejszego kursu mniej
więcej tyle samo. Są to jednak tylko kwoty przeznaczone na inwestycje
infrastrukturalne. Nie ma jednak nic o dopłatach dla rolników ani o funduszach
innowacyjnych, które mają być kierowane głównie do krajów zachodnich.

Gdy zdobędzie Pan mandat parlamentarny, w jakich komisjach sejmowych będzie
Pan pracował?

– Mam precyzyjnie określone zainteresowania. To oczywiście Komisja Spraw
Zagranicznych, zasadniczo kwestie bezpieczeństwa narodowego, wojskowego, spraw
europejskich. Będę również dążył do porozumienia posłów pochodzących z
województwa łódzkiego. Dzisiaj "obciachem" jest fakt, że pochodzący z Łodzi
niesłychanie silny minister infrastruktury Cezary Grabarczyk nie jest w stanie
zbudować do Warszawy stukilometrowego odcinka drogi. Łódź została do tego
stopnia pod tym względem zaniedbana, że bez tego rodzaju porozumienia sobie nie
poradzi.

Dziękuję za rozmowę.

 


Jak rozumiem, te 300 mld euro to jakaś forma ceny, jaką Niemcy jako
największy płatnik unijnego budżetu zapłacą Polsce za wycofanie się z naszych
celów politycznych

drukuj