Budujemy mosty miłosierdzia
Z o. Enrikiem Porcu, jednym z założycieli wspólnoty Przymierze
Miłosierdzia w Brazylii, uczestnikiem II Światowego Kongresu Miłosierdzia Bożego
w Krakowie-Łagiewnikach, rozmawia Anna Bałaban
Co Ojca skłoniło do tego, by wiele lat temu wraz z o. Antonellem Cadeddu
zostawić wszystko, opuścić Włochy i wyruszyć do Brazylii? Jakie były początki
dzieła, które przyjęło nazwę Przymierze Miłosierdzia?
– Już w młodości poczuliśmy pragnienie, by całkowicie poświęcić życie
rozpowszechnianiu Dobrej Nowiny o Bożym Miłosierdziu. Poznaliśmy pewnego księdza
ze Zgromadzenia Misjonarzy Maryi Ksawerianów, który "zaraził" nas umiłowaniem
Słowa przeżywanego w sposób konkretny – poprzez miłość do biednych i do
braterskiej wspólnoty. Wstąpiliśmy do Instytutu Misjonarzy Ksawerianów. Tam
przygotowaliśmy się do życia konsekrowanego i do pełnienia posługi
apostolsko-misyjnej. Postanowiliśmy dołączyć do nowej wspólnoty misyjnej w
Villaregia. To właśnie z niej zostaliśmy posłani do misji w Brazylii.
Zorientowaliśmy się, że nowa ewangelizacja wymaga silnego doświadczenia Ducha
Świętego. Pewnego dnia w Belo Horizonte spotkaliśmy José – biednego paralityka.
Mieszkał pod mostem, przyjęli go tam pewna prostytutka i alkoholik. – Pukałem do
drzwi wielu klasztorów i parafii, ale nigdzie nie chciano mnie przyjąć…
Dopiero ten alkoholik i prostytutka przyjęli mnie do siebie i użyczyli jedynego
materaca, który mieli. Podzielili się ze mną tym, co w swojej biedzie posiadali
– opowiadał. Wtedy właśnie zrozumieliśmy, że my sami w tamtym czasie również nie
mogliśmy go przyjąć i wtedy w naszych sercach usłyszeliśmy zdecydowany, łagodny
głos: "Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego" (Mt
21, 31).
Przymierze powstało w 2000 r., zanim Jan Paweł II ustanowił Święto
Miłosierdzia Bożego. W tym czasie kult Miłosierdzia nie był jeszcze tak bardzo
rozpowszechniony na świecie…
– Tym, który nas wybrał, jest Bóg. Żaden z nas nie myślał o tak radykalnej
zmianie życia, w zasadzie o całkowitej rewolucji… Dla nas to również był szok,
bardzo bolesny zresztą. Usłyszeliśmy wezwanie, odpowiedzieliśmy "tak".
Prowadziła nas wiara, poważne i głębokie rozeznanie, kolejne wydarzenia.
Niebywale szybki rozwój wspólnoty utwierdzał nas na obranej drodze. Mieliśmy
pewność, że po ludzku nie byłoby możliwe wykonanie takiego ogromu pracy wśród
tych najmniejszych, opuszczonych, wypchniętych poza margines społeczny,
przestępców, narkomanów.
Jak konkretnie wygląda działalność Ojców?
– Działamy na dwóch poziomach – materialno-socjalnym i duchowym. Prowadzimy
ośrodki dla bezdomnych, zapewniamy potrzebującym wyżywienie, opiekę medyczną,
socjalną i prawną, dajemy wsparcie duchowe, a osobom pragnącym wyjść z
bezdomności umożliwiamy skorzystanie z tymczasowego kwaterunku. W placówkach
tzw. Ogrodu Życia organizujemy też zajęcia społeczno-edukacyjne. Ważnym miejscem
jest Centrum Wsparcia Rodziny, którego celem jest przede wszystkim pomoc
społeczności w dzielnicach nędzy, zwanych fawelami. Proponujemy np. zajęcia
uzupełniające edukację, często uczymy ich czytać i pisać, dorosłym proponujemy
kurs uzupełniający z zakresu szkolnictwa wyższego, zapewniamy dostęp do
internetu, prowadzimy oddział społeczno-szkolny dla 90 dzieci i młodzieży.
Dodatkowo w całej Brazylii mamy 23 domy, które łącznie przyjmują 235 mężczyzn,
15 kobiet, 100 dzieci i 105 osób starszych. Ich celem jest przywrócenie tych
osób do normalnego życia w społeczeństwie, wyrwanie ich z bezdomności.
Prowadzimy też przytułki dla dzieci w wieku 0-5 lat.
A gdy chodzi o ewangelizację?
– Organizujemy warsztaty ewangelizacyjne dla różnych grup wiekowych i
społecznych, prowadzimy nocną ewangelizację na ulicach miasta, odwiedzamy
chorych, docieramy do rodzin w trudnym położeniu, prowadzimy katechizację.
Zapraszamy na Msze Święte, zachęcamy do Adoracji Najświętszego Sakramentu.
Odwiedzamy też więźniów, podnosimy na duchu ich rodziny. W ewangelizacji
posługujemy się również sztuką, raz w tygodniu organizujemy dyskotekę dla
młodych, tzw. Christotekę. To taki specjalny czas, kiedy młodzi mają miejsce i
czas na zabawę, modlitwę i uwielbienie Boga.
Wspomniał Ojciec o nocnej ewangelizacji. Przecież w nocy wszyscy raczej śpią.
– I tak, i nie. W nocy na ulice S?o Paulo wychodzą wszyscy ci, którzy nie mają
się gdzie podziać, tzw. mieszkańcy nocy. Podczas ulicznej ewangelizacji
misjonarze mają okazję zbliżyć się do tych ludzi – dzieci, młodzieży, dorosłych,
osób starszych… mówią im wtedy o Bogu. Poza tym kierują ich do prowadzonych
przez nas ośrodków, gdzie mogą znaleźć schronienie.
Jest Ojciec w stanie ocenić, ile osób korzysta z pomocy Przymierza?
– W samym S?o Paulo Przymierze miesięcznie dociera z pomocą do blisko 75 tys.
ludzi żyjących w fawelach i do innych 28 950 osób, które mieszkają na ulicy. W
ten sposób dajemy im szansę na nowe życie. Działania ewangelizacyjne podejmowane
każdego miesiąca obejmują ok. 10 334 osób. Oczywiście nie sposób tutaj wyliczyć,
do ilu osób docierają treści ewangelizacyjne emitowane w programach
telewizyjnych, transmitowane na falach WEB radia, przekazywane na stronach
naszego miesięcznika, podczas różnych celebracji, Mszy Świętych i dużych spotkań
ewangelizacyjnych.
Na co dzień członkowie Przymierza żyją wśród najbiedniejszych, tych
wyrzuconych na margines społeczny. Często są to również kryminaliści, handlarze
narkotyków, ludzie, którzy zatracili gdzieś swoją godność. W jaki sposób
postrzegają oni działalność Przymierza?
– Z naszego doświadczenia wynika, że bracia ci przyjmują to, co głosimy, jako
coś zupełnie nowego. Osoby pozbawione środków materialnych, mordercy,
prostytutki, przemytnicy… Wielu z nich nikt nigdy nie powiedział, że Bóg ich
kocha, przebacza im, przyjmuje takimi, jakimi są, że ich do siebie tuli… Nie
czują się godni miłości, a już tym bardziej miłości samego Boga. Zawsze byli
spychani na margines, odrzucani, upokarzani i nigdy nie uznawali, że życie
drugiego człowieka ma wartość, ponieważ nikt nigdy nie uznał wartości i godności
ich życia… I teraz świadomość, że są ważni, że mają nadzieję, że ktoś ich
nieskończenie i bezinteresownie kocha takimi, jakimi są… Ta świadomość zmienia
ich życie. Przyjmują nas bardzo ciepło, są spragnieni Boga i miłości. Czasami na
początku są nieufni, podejrzliwi, ale uczucia te znikają, kiedy doświadczają
konkretnej miłości, która towarzyszy przekazywanym treściom.
Przymierze Miłosierdzia obecne jest również w Europie. Czym różni się
działalność misyjna w Brazylii od tej prowadzonej w krajach europejskich?
– Ewangelizacja w Europie jest zadaniem o wiele trudniejszym. Przyczyną takiego
stanu rzeczy jest być może konsumpcjonizm, bogactwo materialne, które jako że
jest źródłem świata iluzji, nie jest w stanie zapełnić pustki, jaka została po
odrzuceniu Boga. Ale Duch Święty wie i prowadzi, dotyka, nawraca, daje
rozeznanie i jest źródłem kreatywności, by młodzież i dorośli w Europie mogli w
pełni doświadczać Bożego Miłosierdzia w swojej kulturze i rzeczywistości.
Dziękuję za rozmowę.
***
Świadectwo 28-letniej Luany
Kiedy przyszłam na świat w 1983 r., moja matka miała zaledwie 17 lat.
Uwikławszy się w narkotyki, utrzymywała się z prostytucji. Porzuciła mnie zaraz
po narodzinach. Zajęli się mną krewni i przyjaciele rodziny. Ci, z którymi żyłam
na co dzień, parali się handlem narkotykami. Widok narkotyków i broni był dla
mnie od dziecka czymś naturalnym. Gdy miałam 9 lat, matka zostawiła mnie w domu
u mojego ojca. On także brał narkotyki. Był dla mnie oziębły i podły. Pewnego
razu mnie zgwałcił. Od tego czasu straciłam chęć do życia i zaczęłam buntować
się przeciwko Bogu i całemu światu. Jedyne, czego pragnęłam, to zamordować
mojego ojca.
Nie znałam Bożej Miłości i wkroczyłam na drogę występku, handlu narkotykami,
kradzieży, przemocy… Miałam wtedy 9 lat.
W wieku 13 lat aresztowano mnie za rabunek. Gdy wyszłam z więzienia dla
młodocianych, zdobyłam 50 reais i postanowiłam nasłać na ojca dwóch płatnych
zabójców. Zapytali mnie, dlaczego chciałam go zamordować, a kiedy wyjawiłam im
przyczynę, zaoferowali, że w takim razie zabiją go za darmo. Chciałam być przy
tym zabójstwie, widziałam, jak na moich oczach torturują mojego ojca, aż do jego
śmierci.
Pewnego dnia w faweli zjawili się młodzi misjonarze z Przymierza Miłosierdzia.
Emanowała z nich radość, jakiej nigdy nie zaznałam. Pracowali w barakach,
opiekowali się chorymi, usuwali śmieci. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego to
wszystko robią. Nie mogłam uwierzyć, że istnieje ktoś, kto prawdziwie kocha –
bezinteresownie, bezwarunkowo. W pewnym sensie poczułam się muśnięta tym
światłem, dotknięta ogromem miłości. Powiedzieli mi, że zdają sobie sprawę z
tego, że ryzykują życie, ale robią to wszystko w imię Jezusowej miłości.
Nie znałam tego Jezusa, kiedyś coś o Nim słyszałam, ale to było takie odległe!
Nagle poczułam, że moje serce zaczyna płonąć i wtedy poprosiłam o. Enrico o
chrzest. Pragnęłam odmienić swoje życie, stać się równie płomienna, jak ci
młodzi ewangelizatorzy.
Tak rozpoczęła się moja droga z Bogiem. We wspólnocie Przymierza Miłosierdzia
poznałam Jego Słowo i doświadczyłam Jego żywej obecności. Usłyszałam, że Jezus
mówił do św. Faustyny, że nawet najwięksi grzesznicy doszliby do najwyższej
świętości, gdyby tylko zwrócili się do Jego Miłosierdzia.
Dzisiaj wraz z innymi misjonarzami prowadzę ewangelizację i daję świadectwo
potęgi Miłości Miłosiernej, która przemienia.
Kiedy w 2007 r. Ojciec Święty Benedykt XVI przybył do S?o Paolo, byłam na samym
podium, gdzie wraz z innymi śpiewałam i byłam odpowiedzialna za uświetnienie
spotkania młodych na stadionie Pacaembu. Nigdy wcześniej nie uwierzyłabym, że
któregoś dnia znajdę się tak blisko Ojca Świętego. Poczułam wtedy ogromną i
niewypowiedzianą miłość do niego i do Kościoła, któremu przecież zawdzięczam
życie.
Zebrał o. Enrico Porcu,
tłum. Anna Bałaban
