Bóg i sondaże
Jeden z moich znajomych po powrocie z Mszy św. tydzień temu wysłał e-maila z pytaniem: „Skoro Jezus był w stanie uciszyć wzburzone fale, dlaczego nie powstrzymał tsunami, które w 2004 r. zabiło prawie 300 tys. mieszkańców Indonezji?”. Dobrze go znam i spodziewam się, że dziś dostanę kolejne: „Skoro Chrystus sprawił, że została przywrócona do życia 12-letnia dziewczynka, córka Jaira, to czy wybierze się On dzisiaj na popołudniowy spacer po szpitalnych oddziałach onkologii dziecięcej i także uzdrowi przebywających tam pacjentów?”.
Jakiś czas temu pojawiła się strona internetowa (www.ratethegod.com – w tłumaczeniu dosłownym: „Oceń Boga”; doczekała się polskiej wersji), na której można wystawić Panu Bogu cenzurkę i przyznać punkty w skali od minus pięciu do plus pięciu. Odwiedziło ją już podobno ponad 700 tys. internautów. Pan Bóg „punktuje” dodatnio, gdy oceniającemu udaje się kupić nowy samochód, dostać lepszą pracę, umówić na wymarzoną randkę. Godindeks „zniżkuje” po trzęsieniu ziemi, wypadku lotniczym, ale też po słabo zdanej maturze, otrzymanym mandacie, po wyrwaniu zęba bądź złym dniu w pracy. Zakres wypowiedzi jest ogromny. Ich temperatura także. „Czy Ty w ogóle mnie słyszysz?” – pisze rozzłoszczony (nie wiemy czym) internauta i „wlepia” Stwórcy maksimum ujemnych punktów. Ktoś inny jest łagodniejszy: przyznaje Bogu „tylko” minus trzy za kryzys światowy. Pośród 60 tys. wpisów, jakie pojawiają się codziennie na stronie, dominują oceny wcześniej przedstawianych Bogu spraw do załatwienia, ewentualnie pretensje, że nie spełniły się marzenia, a rzeczy nie ułożyły się tak, jak to zostało zaplanowane.
Skąd ten lęk?
Przyzwyczailiśmy się do coraz to nowszych inicjatyw, które za nic mają szacunek do osób, wartości, które z założenia nie powinny stawać się przedmiotem zabawy, elementem gry czy które najzwyczajniej w świecie naruszają powszechnie obowiązujące zasady dobrego smaku. Niestety, przywykliśmy też już do obojętności i bierności, z jakimi ludzie wierzący je traktują. Zakładając, że autorami wpisów w zdecydowanej większości są ludzie ochrzczeni, projekt RatetheGod pokazuje jeszcze coś bardzo ważnego, a zarazem niepokojącego: jak bardzo jesteśmy przesiąknięci zasadami komercji, która gwałtem wdarła się na teren religii, uprzedmiotawiając istniejące w niej zasadnicze relacje, zamieniając ją w koncert życzeń, ewentualnie kącik skarg i wniosków. Coraz bardziej umyka coś tak bardzo istotnego, że w nowej sytuacji nie może być w ogóle mowy o wierze. Współczesna odmiana pogaństwa polega na tym, że owszem, w mniejszym lub większym stopniu przyjmuje się prawdę o istnieniu Boga, ale zarazem odrzuca się koncepcję życia, jaka jest zapisana w Ewangelii. Do zaakceptowania jest Jezus – cudotwórca, lekarz, Ten, który jest w stanie zaradzić problemom głodu, ale już nie jako Ktoś, kto przyjmuje krzyż, każe przebaczać, zdecydowanie piętnuje grzech, wprowadza w dotychczasowy sposób kadrowania świata zupełnie nowy wymiar. Taki Bóg jest groźny. Przekonała się o tym angielska pielęgniarka Helen Flatter. Zwolniła się z pracy po tym, jak przełożony nakazał, aby zdjęła z szyi krzyżyk, ponieważ może on być „siedliskiem infekcji” i „potencjalną bronią”. Rok temu inna pielęgniarka, Caroline Petrie, opiekując się pacjentką w jej domu, wyraziła chęć pomodlenia się za jej zdrowie. Pacjentka poskarżyła się placówce na swą opiekunkę, w stosunku do której wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Agresja wobec chrześcijaństwa (często mająca za sobą rozstrzygnięcia prawne), z jaką mamy dziś do czynienia, wynika właśnie z lęku. Jest egoistyczną próbą ochrony własnego „stanu posiadania”, podtrzymania złudzenia, że jest się panem świata.
Nie dziwią zatem pretensje mojego przyjaciela czy użytkowników portalu Ratethegod. Wynikają one z przyjęcia zupełnie innej od ewangelicznej logiki. Nie ma punktu stycznego, ponieważ pomiędzy obiema liniami dowodzenia istnieje mur nie do przebycia. To jak dwa wektory, których ostrza są skierowane w dokładnie przeciwnych kierunkach.
On tam jest…
„Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” – pisze św. Paweł Apostoł. Ludzki sposób na życie jest dokładnie odwrotny: to nieustanne parcie wzwyż, chęć dominacji! Chrystus odwrotnie – uniża się. Staje się sługą sług. I to jest centrum koncepcji życia, jaka powinna cechować chrześcijan – naśladowców Jezusa. Uniżenie Boga polega też na tym, że nie wchodzi On w przestrzeń ludzkiej wolności, nie uzurpuje sobie prawa do tego, aby nas wyręczać. Nie zamierza ziemi czynić rajem, bo nie ona jest domem człowieka. Nie pojawił się na świecie jako rewolucjonista, nie wyleczył wszystkich z chorób, nie rozwiązał wszystkich naszych problemów. Przeciwnie: sam stał się bezradny, dał się ukrzyżować, aby poddając się logice nienawiści, raz na zawsze ją przekroczyć i skruszyć bramy śmierci. W Nim życie objawiło się w całej pełni. W Krzyżu wszelkie cierpienie, ludzka niemoc, jakakolwiek by nie była, nabierają nowego znaczenia. Nie przestają istnieć, jak by tego chciało wielu, ale zyskują sens.
Czy Jezus wybierze się dziś z wizytą na odziały onkologiczne całego świata? Czy schyli się, by wejść pod namioty tych, którzy po kataklizmie nie zdołali jeszcze odbudować domów? Zasiądzie przy stole razem z rodzicami, którzy miesiąc temu pochowali swojego syna? Nie. Dlaczego?
Bo On jest tam od dawna…
