Bitwa o mleko
Zakłady mleczarskie podkupują sobie dostawców
Tegoroczna bardzo dobra koniunktura na rynku mleczarskim spowodowała nie tylko wzrost eksportu i spożycia wewnętrznego. Wywindowała również ceny skupu mleka. Mimo to wielu zakładom i tak brakuje surowca, dlatego coraz częściej dochodzi do prób podkupywania sobie nawzajem dostawców.
Niektóre mleczarnie płacą dostawcom prawie 1,50 zł za litr mleka. To efekt tego, że nasza krajowa kwota mleczna okazała się zbyt niska na potrzeby przetwórstwa spożywczego. Mleczarnie chciałyby tę koniunkturę wykorzystać, zwiększając zarówno sprzedaż na rynek wewnętrzny, jak i na eksport, ale nie bardzo mają jak, skoro nie mogą kupić tyle mleka, ile by chciały. – Mleko jest wykorzystywane przecież nie tylko do wytwarzania serów, jogurtów, twarożków czy masła. Spore ilości są potrzebne do przerobienia na mleko w proszku, które potem jest dodawane choćby do słodyczy czy innych produktów spożywczych – mówi Karol Januszewski, technolog żywności. – Dlatego niektórzy producenci kupują mleko w proszku za granicą, bojąc się, że zabraknie go u krajowych przetwórców – dodaje.
Sprzedaj mi, a nie im
Sektor mleczarski, w którym dominują spółdzielnie rolnicze, jest rzeczywiście w trudnej sytuacji, bo ma ograniczone możliwości kupowania mleka na rynku krajowym. Dochodzi już do takiej sytuacji, że zakłady pracują na maksimum możliwości. Nie dlatego że brakuje im maszyn, ale dlatego że nie są w stanie zwiększyć podaży mleka. Nic więc dziwnego, że częste są sytuacje podkupywania sobie dostawców. Takie obrazki miały miejsce i w przeszłości, ale teraz przybierają szerszy wymiar. Oczywiście, zakłady, podkupując rolników, muszą przebijać konkurencję cenowo. To dlatego nawet latem, gdy zawsze mieliśmy w przeszłości do czynienia z sezonowym spadkiem cen skupu, mleko i tak drożało. Rolnicy korzystali bowiem i korzystają z ostrej konkurencji między przetwórniami. Prezesi spółdzielni nie chcą oficjalnie mówić o takich praktykach, ale po cichu przyznają, że uciekają się do podkupywania dostawców. Nikt też publicznie nie atakuje z tego powodu konkurentów, bo prawie wszyscy się do takich „sztuczek” uciekają. A niektórzy rolnicy są z tego bardzo zadowoleni.
Pan Stanisław jest właścicielem dość sporego stada krów, rocznie sprzedaje ponad 95 tysięcy litrów mleka. Ze swoją spółdzielnią jest związany od ponad 10 lat (dostarcza do niej mleko, ale nie jest jej członkiem). Jednak niedawno zjawił się u niego przedstawiciel konkurencyjnego zakładu, proponując podpisanie umowy o sprzedaży mleka. – Oferta jest bardzo dobra, mogę dostać 15-20 groszy więcej za litr. Ale umowy jeszcze nie podpisałem, cały czas się zastanawiam. Jeśli moja spółdzielnia nie podniesie ceny, to pewnie w przyszłym roku przejdę do konkurencji – przyznaje rolnik. – Przecież gra idzie o duże pieniądze, nawet prawie 20 tysięcy złotych rocznie. Tutaj sentymentów już nie ma.
Przed podobnym dylematem: zostać czy przejść do konkurencji, stoi wielu rolników. Część już sprzedaje surowiec innemu kupcowi, inni wolą zostać przy dotychczasowym odbiorcy. – Ja już raz, kilka lat temu, skorzystałem z takiej propozycji i zacząłem sprzedawać mleko do innej spółdzielni. Z początku rzeczywiście cena była wyższa, potem jednak się to wyrównało, a nawet był moment, że zacząłem dostawać mniej pieniędzy za mleko niż sąsiedzi, którzy nie zmienili spółdzielni. Dlatego wolałem wrócić. Teraz, choć też proponuje mi się wyższe ceny, zawsze odmawiam – tłumaczy niechęć do konkurencji Grzegorz Dominiak, którego roczna produkcja mleka to ponad 78 tys. litrów.
Będzie coraz trudniej
Specjaliści przekonują, że z roku na rok konkurencja i walka o dostawców mleka będą coraz ostrzejsze. Polska, a zasadniczo cały świat konsumuje coraz więcej nabiału, zaś proponowany przez Komisję Europejską 2-procentowy wzrost kwot mlecznych w krajach członkowskich tylko częściowo rozwiązuje problem. Walka o rolnika spowoduje też najpewniej, że wiele jeszcze istniejących mniejszych zakładów albo upadnie, albo wykupią je więksi, których stać na płacenie producentom mleka wyższych kwot w skupie. Tak więc proces konsolidacji branży, który od kilku lat i tak ma miejsce, może ulec przyspieszeniu i na rynku pozostanie niewielka grupa dużych graczy.
Krzysztof Losz
