Bez emocji i „podpowiedzi” mediów

– Działania Instytutu Pamięci Narodowej oparte są na prawie, w demokratycznym państwie wszyscy obywatele powinni podlegać temu samemu prawu – oświadczył wczoraj prezes IPN Janusz Kurtyka w reakcji na wypowiedzi polityków i niekiedy nerwowe reakcje mediów krytykujących nieumieszczenie w katalogu osób prześladowanych w czasach komunizmu nazwiska Lecha Wałęsy. A Lech Wałęsa przeprosił wczoraj ks. abp. Kazimierza Nycza za poniedziałkową wypowiedź, w której sugerował, że są „papiery” na metropolitę warszawskiego. Jak wyjaśnił, wpadł w amok.

Kurtyka retorycznie pytał, czy IPN jako instytucja państwowa ma działać zgodnie z prawem, które mówi, iż Instytut ma przygotować katalogi osób pokrzywdzonych, ale wobec których nie stwierdzono istnienia dokumentów świadczących o tym, że współpracowały z organami bezpieczeństwa. – Jeżeli IPN ma działać zgodnie z prawem, to według zacytowanego przepisu i stanu zachowanych akt, IPN nie może działać wbrew tym zapisom i robić to, co było kategorycznym życzeniem części mediów – podkreślił Kurtyka. Prezes IPN uważa, że przy założeniu, iż Instytut ma pisać propagandową wersję historii, „będziemy ryzykowali, że popadniemy w kompletny chaos w naszych debatach publicznych”. – Czy IPN podważał historyczne zasługi Wałęsy w latach 80., oczywiście IPN nigdy tego nie podważał – stwierdził szef Instytutu. Dodał, że prowadzone są badania naukowe dotyczące osoby byłego prezydenta, a sam Instytut nie powinien pracować „w rytmie emocji i kolejnych doniesień medialnych”.

– Katalogi zostały opublikowane 25 września ubiegłego roku. Dlaczego na kilka dni przed 31 sierpnia i świętem „Solidarności” akurat ten problem został wywołany i akurat te katalogi zostały wydobyte z niebytu? – pyta dalej Kurtyka. Prezes podkreśla, że jego zdaniem należy tę rocznicę „naświetlać” w zupełnie inny sposób.

Całą sprawę rozdmuchała poniedziałkowa „Gazeta Wyborcza”, akcentując, że katalogi nie zawierają nazwiska Wałęsy, a są tam osoby od dawna go krytykujące, m.in. Andrzej i Joanna Gwiazdowie, Anna Walentynowicz czy Krzysztof Wyszkowski. Według „GW”, wpływ na to mają autorzy książki pt. „SB a Lech Wałęsa – przyczynek do biografii” – Sławomir Cenckiewicz, szef pionu archiwalnego w gdańskim oddziale IPN, oraz Piotr Gontarczyk, wiceszef pionu lustracyjnego IPN, którzy odpowiadają za przygotowanie danych do katalogu.

Oskarżał ich o to sam Wałęsa, a premier Donald Tusk powiedział, iż nieumieszczenie nazwiska prezydenta „musi świadczyć o złej woli, bo przecież nie o braku wiedzy; trzeba mieć w sobie coś bardzo małego, żeby tak postępować”.


Wałęsa stawia kropkę nad „i”


Lech Wałęsa przeprosił wczoraj ks. abp. Kazimierza Nycza za wypowiedź w emitowanym przez TVN 24 programie Moniki Olejnik „Kropka nad 'i'”. W poniedziałek Wałęsa sugerował, że rzekomo są „papiery” na metropolitę warszawskiego. Była to reakcja na list, jaki arcybiskup skierował do wiernych z okazji rozpoczynającego się roku szkolnego. Stwierdza w nim m.in., że „osoby, które zdradziły, powinny się do tego przyznać, żałować, mieć świadomość słabości i dopiero wówczas mogą dalej pracować dla ojczyzny”. Zapytany przez Olejnik, do kogo, jego zdaniem, odnoszą się słowa hierarchy, Wałęsa odparował: „No, chyba od siebie zaczyna, bo tam jakieś papiery też – coś słyszałem – nie takie są”. Wczoraj w tej samej stacji telewizyjnej Wałęsa przeprosił za tę wypowiedź. – Nie, to jest pomyłka, przepraszam arcybiskupa, nie dosłyszałem tego, co powiedziała mi pani Monika [Olejnik] i stąd nieporozumienie – kajał się były prezydent, tłumacząc, że jego wcześniejsza wypowiedź nie była oparta na konkretnej wiedzy, a na tym, że „takie informacje krążą”.


Zenon Baranowski
drukuj