Będzie problem z nagraniami

Jaką wartość będą mieć w sądzie "taśmy" Jerzego Millera? Pozyskane
nieformalną drogą nagrania z wieży kontroli lotów smoleńskiego lotniska mogą
zostać zakwestionowane w sądzie jako materiał pozyskany drogą nieprzewidzianą
postępowaniem przygotowawczym.

Sposób, w jaki polscy eksperci weszli w posiadanie nagrań z kontroli lotów
lotniska Siewiernyj, jest niejasny. Czy nagrano je podczas odsłuchiwania, czy
też może pochodzą one od polskich służb. Minister spraw wewnętrznych i szef
komisji cywilnej badającej okoliczności katastrofy smoleńskiej Jerzy Miller
podkreśla, że zostały pozyskane drogą nieformalną. Może to stanowić problem w
jego wykorzystaniu przez prokuraturę. Wojskowi śledczy prowadzący dochodzenie w
sprawie katastrofy na każdym kroku podkreślają, że dowody od strony rosyjskiej
muszą być pozyskiwane na drodze formalnej. Pytana w tej konkretnej sprawie
prokuratura odpowiada ogólnie. – Każdy dowód uzyskany w sposób procesowy w
sprawie katastrofy smoleńskiej zostaje włączony w poczet akt śledztwa, a
następnie jest poddany dogłębnej analizie i swobodnej ocenie przez prokuratorów
prowadzących śledztwo – deklaruje płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej
Prokuratury Wojskowej. – Tak dokonana ocena będzie następnie podstawą określenia
wartości danego dowodu. Wynika to z przepisów obowiązującego kodeksu
postępowania karnego – dodaje.
Mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik części rodzin ofiar tragedii smoleńskiej,
uważa, iż nagranie to powinno być pozyskane na drodze formalnej. – Powinniśmy to
nagranie uzyskać w ramach pomocy prawnej – stwierdza. – Pozyskanie ich inną
drogą w zasadniczy sposób utrudnia ich wykorzystanie dowodowe – dodaje. Polska
prokuratura już w trzecim wniosku o pomoc prawną z 20 kwietnia ubiegłego roku
zwracała się o udostępnienie kopii zapisów rozmów kontroli lotów z lotniska
Siewiernyj.
Jeżeli nagrania te pozyskano z wykorzystaniem służb specjalnych, o czym
spekulują politycy opozycji i media, pozostaje kwestia legalności uzyskania tych
nagrań. Kownacki zwraca uwagę, że rodzi to obawy, czy mają wartość dowodową.
Jednak jak zwraca uwagę karnista prof. Piotr Kruszyński, w polskiej procedurze
karnej zasada tzw. owoców zatrutego drzewa, czyli nieuznawania dowodów zdobytych
w nielegalny sposób, obowiązuje w ograniczonym zakresie. – Nie widzę żadnych
przeciwwskazań, żeby te nagrania były uważane za pełnowartościowe – mówi mecenas
Piotr Pszczółkowski reprezentujący Jarosława Kaczyńskiego. – Zasada anglosaska
owoców zatrutego drzewa do polskiej procedury karnej nie została recypowana, nie
miałbym takich obaw co do wartości tych dowodów – dodaje.
Pszczółkowski uważa, że jak "będziemy sobie ograniczać te dowody, to możemy się
zetknąć z sytuacją, że nie będziemy mieli żadnych dowodów". Adwokat zwraca
uwagę, że te nagrania mają bezcenny charakter dla poznania prawdy o roli
kontrolerów. – W moim głębokim przekonaniu rosyjscy kontrolerzy lotów złamali
procedury i powinni mieć postawione zarzuty – stwierdza. Zaznacza, że jest
jednak sceptyczny, czy do tego dojdzie, ze względu na różne uwarunkowania
formalnoprawne na styku polskiego i rosyjskiego prawa.
Pełnomocnicy rodzin smoleńskich oczekują, że wniosek o pomoc prawną mówiący o
przekazaniu nagrań kontrolerów zostanie zrealizowany.
– Niebawem się dowiemy, co nam dadzą, a czego nie, na razie nie dali niczego
takiego, czego byśmy w zasadzie sami nie mieli – mówi Pszczółkowski. – Jeżeli
tych nagrań nie dali komisji Millera, to może nie dostać ich również prokuratura
– dodaje.
Prokuratura może jeszcze w sposób pośredni skorzystać z tych nagrań,
wykorzystując jako materiał dowodowy ustalenia raportu komisji Millera.

 

Zenon Baranowski

drukuj