Będą problemy z dowodami

Z mec. Piotrem Pszczółkowskim, pełnomocnikiem Jarosława Kaczyńskiego w
śledztwie smoleńskim, rozmawia Jacek Dytkowski

Jest szansa na zdynamizowanie śledztwa w związku z ujawnionymi materiałami
świadczącymi o odpowiedzialności Rosjan za katastrofę smoleńską?

– Polska prokuratura, tak samo jak Polska Komisja Badania Wypadków Lotniczych
Lotnictwa Państwowego Jerzego Millera, ministra spraw wewnętrznych i
administracji, była i jest uzależniona od dobrej woli Rosjan w zakresie
przekazywania dokumentów i dostępu do materiału dowodowego, który jest tutaj
niezbędny, żeby przyczyny katastrofy powyjaśniać. Na skutek fatalnych decyzji
lub też nieprzygotowania polskiej strony do negocjacji z Rosjanami po tragedii
smoleńskiej wybrano taki profil tego porozumienia prawnego, który skutkuje teraz
m.in. sytuacją, że słyszymy, iż pewnych dowodów nie ma. O materiał porównawczy
jest więc niesłychanie trudno, a przecież prokuratura musi go posiadać. W moim
przekonaniu, jest tu też pewnego rodzaju przekłamanie zawarte w odbiorze
medialnym. Komisja ministra Millera zakończyła pracę, którą trudno nazwać
sukcesem. Mówi się natomiast, że winnych znajdzie prokuratura. Tylko trzeba mieć
świadomość jednej rzeczy. Mianowicie, że prokuratura, by znaleźć winnych, musi
dysponować materiałem dowodowym, a komisja Millera go nie dostała. Mamy do
czynienia z taką sytuacją, mimo że przez kilka miesięcy słyszeliśmy, jak dobrze
i owocnie przebiega współpraca ze stroną rosyjską. Należy zatem antycypować, że
będą problemy w pozyskiwaniu materiału.

Ujawniono jednak nagrania rozmów z wieży kontrolnej lotniska pod
Smoleńskiem…

– W sposób ewidentny wskazują one na jedną rzecz, mianowicie, że zachowanie
kontrolerów lotu doprowadziło do tego, iż ten samolot się rozbił. Czy jest to
jedyna przyczyna, czy też nie – można na ten temat rozmawiać. Jest to jednak
powód ewidentny, ponieważ jeżeli piloci podjęli decyzję, że odejdą na drugi
krąg, a znaleźli się na wysokości niższej, niż zakładali, wtedy powinni mieć
sygnał z wieży kontrolnej. Powinni otrzymać wyraźną wskazówkę od Rosjan, żeby tę
wysokość zwiększyć. Rosyjska komenda "horyzont" nie była natomiast spóźniona o
kilka – ale o kilkanaście sekund. Jeżeli założyliśmy – jak mówił zresztą
minister Miller – że pozwolono pilotom zejść do wysokości 100 m, to wiadomo już,
że w tym momencie samolot był niżej i powinna w związku z tym nastąpić
zdecydowana reakcja z wieży. Druga natomiast kwestia dotyczy lotniska. To jest
jądro całego problemu. Polska strona powinna utrzymywać, tak jak to jest
pokazane na planie lotu, że ten lot był lotem o charakterze wojskowym.

Rosjanie nie chcą uznać tego lotu za wojskowy…
– Ale nie mają wyjścia, bo wskazuje na to plan lotu. Jest na nim napisane, że
ten lot był wojskowy. I w takim wypadku obowiązkiem Rosjan było zamknąć
lotnisko. Zachowanie kontrolerów lotu w stosunku do samolotu Ił-72 również wiele
nam mówi. Został on od razu odprawiony na drugi krąg, wskazano jego załodze
lotnisko zapasowe. Ta sama procedura powinna dotyczyć polskiego tupolewa. A z
ujawnionych stenogramów ewidentnie wynika, zwłaszcza z wypowiedzi płk. Nikołaja
Krasnokutskiego, że potraktowano sytuację w stylu: niech dzieje się co chce.
Oznacza to niedopełnienie obowiązków przez Rosjan.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj