Autorytet Bratkowski w akcji

Wypalają się, wręcz znikają nam, jeden po drugim, tak nieliczne wciąż
autorytety. W środowisku dziennikarskim niewątpliwym autorytetem był od jesieni
1980 roku Stefan Bratkowski, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
domagającego się wówczas wolności słowa. W tzw. karnawale "Solidarności" był dla
takich jak ja, młodych dziennikarzy, rzeczywiście prawdziwym autorytetem.
Szczególnie podziwiano go za scenariusz doskonałego serialu telewizyjnego
"Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy". Miarą jego postawy było także i to, że
rok po wyborze na szefa SDP, jesienią 1981 roku, został (jak pisze o sobie)
dyscyplinarnie usunięty z PZPR, do której należał od 1954 roku. Po 13 grudnia
1981 roku SDP zostało zdelegalizowane, ale jego struktury działały w podziemiu i
Stefan Bratkowski pozostawał dla nas nadal szefem nielegalnego stowarzyszenia.
Dziś jest jego honorowym prezesem.

Niedawno warszawski oddział SDP wybierał swoich delegatów na zjazd krajowy. Z
tej okazji Stefan Bratkowski opublikował na stronie internetowej SDP
artykuł-odezwę do kolegów, która zdumiewa.
Niewymienionego z nazwiska polityka nazywa "wodzem" i za każdym razem, gdy tak o
nim pisze, mamy kojarzyć go z… "wodzem III Rzeszy". Polityk ten rzucił bowiem
hasło "Polsko, obudź się!", a to dla Bratkowskiego to samo, co hitlerowskie
hasło "Deutschland, erwache!". "Wódz" organizuje marsze z pochodniami zupełnie
jak niemieckie "fackelzugi". "Wódz" działa w myśl Goebbelsa: "Powoływać się i
korzystać z demokracji, dopóki się nie zdobędzie władzy". Nawet powstanie CBA
przypomina Bratkowskiemu powołanie podobnego urzędu przez Hitlera. Aresztowany
przez CBA łapówkarz to dla Bratkowskiego człowiek cieszący się w kraju
najwyższym poważaniem, a uwodzenie skorumpowanej posłanki przez agenta CBA
nazywa "haniebnym pomysłem". "Wódz" odpowiada za śmierć Barbary Blidy, a jego
partia jest podobna do ruchów Mussoliniego i Hitlera, bo "wzywa do wojny
domowej" i "obalenia ustroju naszej demokracji". "Faszyzmowi trzeba zagradzać
drogę", krzyczy tekstem Bratkowski i wzywa prokuraturę do natychmiastowego
działania.
Jak można przenosić na polski grunt dywagacje na temat faszyzmu? Robili to z
premedytacją tylko komuniści, sowiecka agentura, mordując polskich patriotów z
AK, NSZ, WiN.
Po pierwsze, faszyzm dąży do monopolu władzy w państwie i eliminacji wszelkich
przejawów działalności opozycyjnej. Kto dziś w Polsce rządzi absolutnie (Sejm,
rząd, prezydent, tajne służby, wojsko, policja itd.?) Na czele wszystkich
urzędów i instytucji państwa stoją przedstawiciele lub sympatycy partii władzy,
a dziennikarze partii władzy, a raczej politrucy, za walkę z "wodzem" dostają
państwowe odznaczenia.
Inna cecha faszyzmu, którą do perfekcji doprowadził przywoływany przez
Bratkowskiego Józef Goebbels, to zdyscyplinowane media. Zarówno publiczne, jak i
prywatne (polskie i zagraniczne) służą interesom partii władzy, która
równocześnie przeprowadziła największą od czasu stanu wojennego czystkę
dziennikarską, eliminując ludzi, którzy okazywali niewystarczającą sympatię dla
partii władzy. Na czele publicznej telewizji stanął urzędujący funkcjonariusz
rządowy, czego nie było przez ostatnie 20 lat. Nieliczne media niekontrolowane
przez władzę są szykanowane (np. Radio Maryja), równocześnie trwają prace,
których celem jest podporządkowanie (ocenzurowanie) internetu. W reakcji na
zawłaszczenie mediów tworzą się media tzw. drugiego obiegu, zupełnie jak w
stanie wojennym.
Faszyzm (komunizm też!) stale musiał walczyć z wrogiem. Jeśli wroga nie było,
musiał go stworzyć. Wrogiem partii władzy jest od 4 lat pisowska opozycja.
"Syndrom wroga" uzasadnia stosowanie przez partię władzy języka nienawiści
stanowiącego wstęp do aktów agresji. Liczba pobitych niewinnych ludzi na
demonstracjach oraz dziennikarzy jest coraz dłuższa. Czy idąc tokiem rozumowania
Bratkowskiego, zamordowanie członka PiS Marka Rosiaka przez byłego członka
Platformy Obywatelskiej to jak zamordowanie Horsta Wessela przez komunistów?
Inną cechą faszyzmu jest dzielenie ludzi na lepszych i gorszych, pogarda dla
osób starych, słabszych, inaczej myślących, a także pogarda dla żałoby po
śmierci człowieka, którego partia rządząca uważa za wroga. Tak zwani młodzi,
wykształceni, zdrowi i bogaci z wielkich miast to elektorat partii władzy,
któremu ona schlebia. Niewykształceni, ludzie ze wsi, mohery, ci, którzy chodzą
do lekarza dla przyjemności i których nie warto leczyć, bo są za starzy, by
wyzdrowieć, to elektorat wroga (zabierz babci dowód). Na nich, szczególnie gdy
się modlą pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, można wysyłać na happening
podpite bojówki lewaków i kryminalistów i prezentować ich w mediach z zachwytem
jako ludzi sympatycznych, radosnych i nowoczesnych. Faszyzm to także dominujące
w państwie totalne kłamstwo i zakłamanie, główne narzędzie sprawowania władzy.
(Kłamstwo w sprawie inwestora w stoczni gdyńskiej, afer korupcyjnych,
przesiewania gruntu w miejscu katastrofy, kłamstwo smoleńskie.)
Faszyzm to bezkarna, skorumpowana mafia kolesiów. To szeroko stosowane i
przechowywane aż dwa lata (w UE 6 miesięcy) podsłuchy rozmów telefonicznych.
Faszyzm to propagandowy kult siły i sprawności fizycznej. Zwykłe boiska dla
młodzieży do gry w piłkę stały się w propagandzie partii władzy jednym z
największych jej osiągnięć, wręcz cywilizacyjnych.
Pisze Bratkowski: "wódz", gdy sprawował władzę, nigdy nie użył określeń
"społeczeństwo obywatelskie" czy "samorząd", bo "władzę wedle tego wodza należy
centralizować – dokładnie tak, jak chciał i robił to wódz NSDAP". Bratkowski nie
chce pamiętać, że człowiek, o którym z taką pogardą pisze brednie, a bojąc się
sądów, nie nazywa go po imieniu, używał ważnego słowa, które i dziś przywołuje
jako jedyny z polskich polityków, słowa – Naród. Czy według Bratkowskiego to też
przejaw faszyzmu?

 

Wojciech Reszczyński
 

 


Autor jest komentatorem w Programie 3 Polskiego Radia SA.

drukuj