Atom za unijną pomoc

Z prof. dr. inż. Andrzejem Strupczewskim, przewodniczącym Komisji
Bezpieczeństwa Jądrowego Instytutu Energii Atomowej w Świerku, rozmawia Piotr
Falkowski

Jakie rodzaje reaktorów są obecnie eksploatowane w Rosji?
– Po pierwsze, są jeszcze najstarsze reaktory pierwszej generacji, które powinny
być w zasadzie zamknięte, ale jeszcze dwa pracują na półwyspie Kola. Rosjanie je
modernizowali, nie wiemy dokładnie, w jakim stanie one są, ale pracują. Następne
pokolenie to konstrukcja, która miała być u nas w Żarnowcu, czyli WWER-440.
Takie reaktory są również na półwyspie Kola, a poza tym w Czechach w Dukovanach,
w Paksu na Węgrzech i w Mochovcach na Słowacji. To reaktory dobre dla krajów,
które rozpoczynają swoją drogę w zakresie energetyki jądrowej, bo są proste,
bezpieczne, jest dużo czasu po ewentualnej awarii lub pożarze na reakcję. Są
lepsze dla operatora na niższym poziomie technicznym i ma to swoje zalety.

Czyli bardziej zaawansowane technologie wymagają też lepszej organizacji
pracy i stałej gotowości?

– Tak. Kolejna generacja to reaktory WWER-1000, które pracują w Elektrowni
Kalinińskiej pod Twerem, w Bałakowskiej w obwodzie saratowskim i w Wołgodońskiej
w rejonie Rostowa nad Donem i w Nowoworoneżu. Dwa takie reaktory są też w
Czechach w Temelinie. Rosjanie produkują je w wielu wersjach nie tylko dla
siebie, ale i na eksport, między innymi do Chin, Indii i Iranu. Tego typu będzie
też Elektrownia Bałtycka budowana w obwodzie kaliningradzkim. To jest ich
oryginalna konstrukcja, nieściągnięta z Zachodu. Ale efekt jest dobry i te
elektrownie są na normalnym, współczesnym poziomie technicznym. Sprawdzają się.
Od zachodnich rozwiązań różnią się głównie tym, że wytwornice pary są poziome, a
nie pionowe, jak np. w konstrukcjach Siemensa.

Pozostają jeszcze elektrownie z reaktorami typu RBMK, takimi jak te z
Czarnobyla.

– One powinny być oczywiście wycofane. Mają tę wadę, że w razie pewnych awarii
ich moc samoczynnie rośnie. Rosjanie później zmienili trochę ich konstrukcję,
tak że ten wzrost mocy w reaktorach rosyjskich jest znacznie wolniejszy niż w
Czarnobylu, ale w dalszym ciągu występuje. Takie elektrownie są wciąż czynne w
Sosnowym Borze pod Petersburgiem, w Kurczatowie w obwodzie kurskim – po cztery
bloki. Są też trzy bloki Elektrowni Smoleńskiej. W Leningradzkiej reaktory RBMK
mają zostać wymienione na WWER-1000, a w przypadku pozostałych – nie wiadomo,
jaka jest ich przyszłość.

Czy możemy w jakiś sposób naciskać na Rosję, żeby modernizowała swoje
siłownie jądrowe?

– Byłem ekspertem Komisji Europejskiej i zostałem wysłany, by sprawdzić, jak
wykorzystywane są środki unijne przekazywane Rosji i Ukrainie. Zwiedziłem więc
wszystkie elektrownie. Każda rosyjska albo ukraińska elektrownia ma swojego
partnera zagranicznego. Jest nawet na stałe delegowany przedstawiciel zachodniej
firmy eksploatującej elektrownię o podobnej technologii. Tam, gdzie są reaktory
RBMK, czyli grafitowo-wodne, partnerem jest brytyjski British Energy, gdyż
posiada dość podobne siłownie grafitowo-gazowe. Kilka razy do roku bywają tam
również większe grupy specjalistów prowadzących kursy i organizujących wymianę.
Ci zachodni partnerzy pomagają Rosjanom w zakupach zachodniego wyposażenia ze
środków pomocowych Unii Europejskiej. Wspólnota w ciągu 10 lat dała na to około
miliarda euro. W interesie europejskich producentów leży przekazywanie tego
rodzaju aparatury, bo potem Rosenergoatom już za własne pieniądze kupuje u nich.
Jest to zresztą w pewien sposób w obopólnym interesie, bo dla Rosjan czy
Ukraińców ten sprzęt z Zachodu to przełom technologiczny. "Ja w życiu takich
zaworów nie widziałem" – mówił mi jeden majster na Ukrainie.

Efektem tego będzie zamknięcie elektrowni typu czarnobylskiego?
– Z tym jest problem. Trudno się z nimi dogadać. Rosyjscy inżynierowie są
wychowani w przeświadczeniu, że ich reaktory są dobre, i niechętnie przyjmują
jakąkolwiek krytykę. Świat ma swoje zdanie, a oni swoje.

Nic się zmieniło po awarii w 1986 roku?
– Zmieniło się. Przestali budować nowe reaktory RBMK z wyjątkiem dokończenia
ostatniego bloku Elektrowni Kurskiej. Trochę zmienili charakterystyki. Wzrost
mocy, o którym mówiłem wcześniej, jest mniejszy i wolniejszy. Odbywa się to
kosztem droższego cyklu paliwowego. Paliwo musi być bardziej wzbogacone i w
mniejszym stopniu wypalane. Jednak w dalszym ciągu to niekorzystne zjawisko
występuje. Poza tym nie ma w nich obudów bezpieczeństwa, bo ze względu na
rozmiary trudno je zainstalować. Mam na myśli czwartą barierę osłonną, która
jest w każdym reaktorze na Zachodzie. To potężna ściana o grubości co najmniej
1,5 metra, która zatrzymuje wszystko, co może wyjść na zewnątrz w razie awarii.
Reaktory RBMK po prostu ich nie mają.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj