Asad nie boi się Anana

W tym samym czasie, gdy do Syrii dotarła misja przygotowawcza ONZ pod
przewodnictwem Kofiego Annana, wojska armii rządowej przypuściły kolejne ataki
na oddziały opozycjonistów.

Według przedstawicieli organizacji humanitarnych przebywających na terenie
tego kraju, ofensywa trwa pomimo deklaracji prezydenta Baszara al-Asada, że
wojska reżimowe wycofują się już z największych miast i zaprzestały walk z
rebeliantami.

Według opozycji, pozycje rebeliantów w co najmniej kilku miastach, w tym w
Hims, Darze i Dumie, a także przedmieścia Damaszku zostały ostrzelane ostatniej
nocy. Ponadto wciąż napływają informacje o stale rosnącej liczbie uchodźców
przekraczających granicę z Turcją. Informacji tych nie potwierdzają jednak
członkowie misji ONZ. Rzecznik Kofiego Annana Ahmad Fawzi stwierdził jedynie, że
władze Syrii poinformowały, iż rozpoczęły już proces wycofywania wojsk z
największych skupisk ludności i zamierzają go zakończyć przed 12 kwietnia. –
Przedstawiciele reżimu Baszara al-Asada twierdzą, że już zaczęli wycofywać
wojska z niektórych terenów. Wyliczyli trzy miasta: Dara, Idlib i Zabadani –
powiedział Fawzi, dodając, że obecnie trwają próby zweryfikowania tych
informacji.

Jednocześnie także przedstawiciele Międzynarodowego Komitetu Czerwonego
Krzyża powiedzieli, że syryjski rząd wydał deklarację, w której zgadza się na
"bardzo szeroką obecność" tej organizacji w ich kraju. – Oznacza to, że będziemy
musieli w szybkim tempie zwiększyć nasze zasoby ludzkie i możliwości logistyczne
– napisał szef MKCK Jakob Kellenberger w oświadczeniu wydanym pod koniec swojej
wizyty w Damaszku, gdzie spotkał się z kilkoma syryjskimi ministrami. MKCK
osiągnął też porozumienie z władzami w Damaszku co do procedury pozwalającej mu
zażądać wprowadzenia przerwy w walkach na pewnym terenie. Umożliwi to ewakuację
rannych i dostarczenie pomocy. Przedstawiciele Czerwonego Krzyża wznowią także
wizyty w ośrodkach zatrzymań, na co Damaszek nie zezwalał od września 2011 roku.
Planowana jest m.in. wizyta w więzieniu w Aleppo.

Z szacunków ONZ wynika, że w konflikcie trwającym już od roku zginęło ponad 9
tys. osób. Zaś syryjski reżim odpowiada, że walczy jedynie z gangami
terrorystów, które pozbawiły już życia 3 tys. członków sił bezpieczeństwa.
Według organizacji broniących praw człowieka we wczorajszych atakach zginęło co
najmniej kilkanaście osób, zaś od czasu zaakceptowania przez wszystkie strony
konfliktu planu pokojowego Annana śmierć poniosło już ponad 230 ludzi. W ich
ocenie, prezydent Asad chce doprowadzić do ostatecznego zdławienia rebelii,
zanim przedstawiciele misji pokojowej zjawią się na terenie Syrii. Ponadto
według słów rzecznika Ahmada Fawziego państwa członkowskie ONZ zostały
poproszone o przysłanie żołnierzy, którzy będą ochraniać misję. Aby do tego
doprowadzić, konieczne będzie przyjęcie odpowiedniej rezolucji Rady
Bezpieczeństwa ONZ. Tymczasem takie rozwiązanie wcale nie jest przesądzone,
zważywszy, że Rosja i Chiny, dysponujące w tym gremium prawem weta, już dwa razy
zawetowały rezolucje w sprawie Syrii i są przeciwne zagranicznej interwencji
wojskowej.

Na razie Rada Bezpieczeństwa ONZ wyznaczyła 10 kwietnia jako nieprzekraczalny
termin zaprzestania wszelkich działań wojennych w Syrii. Walki mają ustać o
godz. 6.00 czasu lokalnego. Rada rozumie przez to zaprzestanie ruchów wojsk
rządowych w kierunku miast i wycofanie wojska z terenów zamieszkanych. Z kolei
rebelianci mają zaprzestać wszelkich działań zbrojnych dwa dni po upływie
ultimatum dla rządu, czyli "w nieprzekraczalnym terminie do 12 kwietnia". Do
czasu rozejmu armia ma zaś ogłaszać dwugodzinne przerwy w walkach, aby w tym
czasie ludność cywilna mogła otrzymać pomoc humanitarną.

Łukasz Sianożęcki

drukuj