Antidotum na bezmyślność
W każde sobotnie przedpołudnie niewielki
barek państwa Litwińców w Radzyniu Podlaskim zapełnia się młodymi szachistami.
Widok to niecodzienny: młodzi gracze w wieku
od lat kilku pochylają się w skupieniu nad szachownicami, choć w pobliżu
nie brak kawiarenek internetowych.
Gra odbywa się pod czujnym okiem gościnnego gospodarza – pana Zbigniewa Litwińca,
który fascynuje się szachami od lat 40, od 30 zaszczepia pasję do tej królewskiej
gry dzieciom i młodzieży, a od 15 robi to zupełnie bezinteresownie. Mało
tego: nie tylko za darmo uczy i wychowuje, ale jeszcze w dodatku sponsoruje
wyjazdy
młodych zawodników na turnieje, w których odnoszą znaczące sukcesy.
Gram, bo lubię
Łukasz Dymek i Piotr Turowski rozgrywają właśnie tzw. błyskawiczną partię.
Rzeczywiście: grają błyskawicznie, zdawałoby się – bez chwili zastanowienia
przestawiają figury w takim tempie, że przypadkowy obserwator ledwie nadąża
śledzić ich ruchy. Jednak tu każde posunięcie jest przemyślane, bo i zawodnicy
są doświadczeni. Mimo młodego wieku na swym koncie zgromadzili spore osiągnięcia.
Obaj mają po 17 lat, są uczniami Technikum Informatycznego w Radzyniu. Łukasz
gra w szachy od 9 lat, czterokrotnie awansował do finału mistrzostw Polski,
wielokrotnie zdobywał mistrzostwo województwa lubelskiego juniorów. Na pytanie
o konkretną liczbę znaczących osiągnięć popada w lekkie zakłopotanie: – Właściwie
tyle tego było, że przestałem już liczyć – odpowiada po chwili namysłu. Piotr
może się poszczycić m.in. laurami zdobytymi podczas międzynarodowej parafiady:
w 2002 roku zdobył trzecie miejsce, za rok był już pierwszy wśród gimnazjalistów,
zwycięzcą w swojej kategorii został również w lipcu tego roku. Na pytanie,
dlaczego grają w szachy, odpowiadają niemal równocześnie: – Bo lubimy. –
Trudno nie lubić gry, w której odnosi się sukcesy, bo jest się w niej po
prostu dobrym – komentuje przysłuchujący się rozmowie pan Zbigniew.
Szkoła charakterów
– Grę w szachy powinno się rozpoczynać jak najwcześniej, w wieku 6-7 lat, bo
wtedy może najbardziej korzystnie wpłynąć na osobowość człowieka. Po kilku
latach grę można porzucić, ale efekty będą trwałe – kontynuuje gospodarz.
– A jest to oddziaływanie wielostronne i bardzo pozytywne. Najłatwiej szachy
skojarzyć z rozwojem intelektualnym, ćwiczeniem umiejętności koncentracji,
logicznego myślenia, wszechstronnego analizowania danej sytuacji, wyciągania
wniosków – dodaje. A te cechy są współczesnemu człowiekowi bardzo potrzebne.
Wystarczy posłuchać nauczycieli, którzy skarżą się, że uczniowie są rozkojarzeni,
nie potrafią się na chwilę skoncentrować na rozwiązaniu problemu, na wykładzie,
na czytanym tekście.
Jednak często nie zwraca się uwagi na to, że szachy to także wspaniała szkoła
charakteru.
– Nie raz miałem do czynienia z dziećmi, które dzięki szachom w ciągu kilku
miesięcy zmieniały się z niesfornych, rozkapryszonych brzdąców w rozsądnych,
spokojnych intelektualistów
– mówi pan Zbigniew.
Podstawową umiejętnością, jaką nabywają szachiści, jest umiejętność… przegrywania.
– Młodzi ludzie tej umiejętności często nie posiadają. Jeśli coś idzie nie
po ich myśli, gdy przegrają, łatwo stają się agresywni lub załamują się, rezygnują…
A to nie są dobre drogi do rozwiązywania problemów – także życiowych – kontynuuje
pan Litwiniec. – Pamiętam jedną dziewczynkę, która zaczynała grać jako 9-latka.
Na początku, gdy przegrywała, uciekała i chowała się po jakichś zakamarkach,
tak że trudno ją było odnaleźć. Po pewnym czasie problemy się skończyły, zachowywała
się spokojnie, była pogodna także po przegranej partii – wspomina opiekun radzyńskich
szachistów. – Umiejętność mierzenia się z przegraną i odbudowywania psychiki
po nawet druzgocącej klęsce może ocalić psychikę szachisty w życiowej sytuacji
zdawałoby się bez wyjścia – dodaje.
Ta królewska gra może pomóc także w kształtowaniu innych, niezwykle potrzebnych,
a bardzo deficytowych w naszej rzeczywistości cech charakteru. Jedną z nich
jest odpowiedzialność. Szkoła nie wychowuje do odpowiedzialności, a jest ona
potrzebna każdemu – czy to w życiu zawodowym, czy w rodzinnym.
– Ktoś, kto uprawia sporty zespołowe, może obwiniać za porażkę innych członków
drużyny; w szachach tego nie ma, każdy odpowiada za swoje decyzje i od tych
decyzji zależy wynik gry – tłumaczy pan Zbigniew. Na szachownicy nie można
uprawiać też żadnej z odmian tak modnych w mediach "gry w ciemno",
zgaduj-zgaduli ani strzelać na chybił trafił. Tu nie ma ślepego przypadku,
liczy się wiedza, logiczne myślenie. Szachy w pewnym sensie mogą wypełnić lukę,
którą tworzy współczesna szkoła, gdzie nie ma czasu na myślenie ani miejsca
dla wybitnych intelektualistów. – Od 30 lat zajmuję się szachami jako nauczyciel,
na palcach jednej ręki mogę policzyć problemy wychowawcze, jakie miałem w tym
czasie z młodzieżą. Nie zdarzyło się, żeby mój podopieczny użył wulgaryzmu
w mojej obecności. Nad szachownicą nie ma agresji, jest spokój, wyciszenie
– podsumowuje Zbigniew Litwiniec. Kamienny spokój szachistów to efekt pracy
nad opanowaniem własnych emocji. Odporność psychiczna, umiejętność podejmowania
decyzji w sytuacjach stresowych, dystans wobec bieżących problemów, spokój
i cierpliwość – to także efekty gry w szachy.
Grać w szachy każdy może
Nie każdy wprawdzie zostanie mistrzem, ale zasad może nauczyć się każdy – także
małe dziecko. Wie to z własnego doświadczenia córka pana Zbigniewa, Mirka
– nie pamięta, by się kiedyś uczyła gry w szachy, bo gra "od zawsze".
Jako małe dziecko kręciła się między stolikami szachistów, obserwowała ich
zmagania i choć tata nie udzielał jej specjalnych lekcji, zasady szachowe
same weszły jej do głowy. Cieszy się, że dzięki szachom zwiedziła Polskę,
poznała wielu ciekawych ludzi. Ma też na koncie wiele sukcesów, ale nie lubi
się nimi chwalić. – Choć czuję wielką satysfakcję, gdy się pojawiają – nie
ukrywa.
W jej ślady idzie siostra – 4-letnia Julka. Nie tylko kręci się między szachistami,
ale już próbuje grać.
Sukcesy nie są najważniejsze, ale… są
W małej miejscowości, jaką jest Radzyń Podlaski, pana Zbigniewa Litwińca znają
prawie wszyscy, wiele osób wypowiada się o nim bardzo ciepło: – To pasjonat,
który kocha młodzież, ma dla niej wiele czasu, serca i cierpliwości – mówi
pani Grażyna, której dwoje dzieci: 17-letnia Dorota i 14-letni Maciek lubią
wpadać na szachy, jeżdżą na zawody, czerpią z tego wielką satysfakcję. –
Co ciekawe, robi to z własnej inicjatywy, zupełnie bezinteresownie, a jeszcze
zawodnikom ciastka postawi…
Jak się okazuje, w ostatnich latach ponosił koszty nie tylko gościnności, ale
również startu swych podopiecznych w zawodach szachowych. A było po co jeździć…
W Mistrzostwach Województwa Lubelskiego Szkół Ponadgimnazjalnych, które odbyły
się 27 kwietnia w Lublinie, startowało 26 podopiecznych Zbigniewa Litwińca
– z Radzynia i Międzyrzeca Podlaskiego. Byli bezkonkurencyjni. Zgarnęli wszystkie
możliwe trofea: 4 zespoły zajęły cztery pierwsze miejsca, 9 zawodników indywidualnie
uczestniczących w turnieju zajęło miejsca od pierwszego do siódmego oraz dziewiąte
i jedenaste. W mistrzostwach szkolnych w roku 2005/2006 zdobyli 5 medali drużynowo
(na 9 możliwych – reszta województwa zdobyła 4). Indywidualnie w kategorii
gimnazjów zwyciężył Łukasz Chomiuk z Międzyrzeca, w kategorii szkół podstawowych
zaś – Mateusz Siwek – uczeń trzeciej klasy z Radzynia. Pan Zbigniew mówi o
nim: – Mateusz to wschodząca gwiazda szachowa. Już trzy razy zdobywał mistrzostwo
województwa lubelskiego w kategorii do 10 lat, jest ponadto aktualnym mistrzem
województwa w kategorii szkół podstawowych. – Odkąd pamiętam, z zawodów wracamy
z tarczą – mówi Dorota Korulczyk z LO w Radzyniu Podlaskim, która w imieniu
reprezentacji przekazała zdobyty puchar swojej szkole.
Opinię tę potwierdzają liczby: w 5-letniej historii lubelskich mistrzostw drużyny
podopiecznych pana Litwińca zdobyły 24 medale na 39 możliwych do zdobycia.
Piętnastoma podzieliły się pozostałe miejscowości Lubelszczyzny. Do finałów
indywidualnych mistrzostw Polski podopieczni awansowali 70 razy.
W mistrzostwach województwa lubelskiego w grze błyskawicznej w pierwszej dziesiątce
znalazło się 5 podopiecznych Zbigniewa Litwińca, w zawodach centralnych turnieju
Złota Wieża, który odbył się w dniach 6-13 maja br. w miejscowości Chotowa
k. Dębicy drużyna w składzie: Łukasz Dymek, Piotr Turowski, Przemysław Ponikowski
i Mirosława Litwiniec, zajęła szóste miejsce.
Jak samotny biały żagiel
Te wyniki to nie przypadek, ale efekt wieloletniej pracy i doświadczenia opiekuna
młodych szachistów. – W szachy zacząłem grać w domu rodzinnym, gdy byłem
uczniem szkoły podstawowej. Kiedy rozpocząłem naukę w Liceum Ogólnokształcącym
w Radzyniu Podlaskim, okazało się, że działa tam koło szachistów zainicjowane
przez nauczyciela matematyki profesora Eugeniusza Paśnikowskiego, który zasłynął
tym, że w 1974 r. wygrał w symultanie z mistrzem świata Michaiłem Tallem.
Zostawaliśmy z kolegami po lekcjach i graliśmy w szachy… – wspomina pan
Zbigniew. Ta pasja pozostała mu na całe życie. Gdy po studiach w 1974 r.
zaczął pracę nauczyciela matematyki i fizyki w Liceum Ekonomicznym w Międzyrzecu
Podlaskim, zainteresował szachami grupę uczniów. Dyrektor, który widział
pozytywne efekty tych zajęć, zaproponował mu pozalekcyjne zajęcia płatne.
Tematem zainteresował się także dyrektor tamtejszej szkoły podstawowej, dzięki
czemu pan Litwiniec prowadził tam zajęcia w latach 1987-1992. Problemy finansowe
szkolnictwa spowodowały, że zlikwidowano zajęcia pozalekcyjne. W tym czasie,
gdy przestano mu płacić za pracę z młodzieżą, jego uczeń Michał Łosicki (obecnie
student AM w Warszawie) zdobył mistrzostwo Polski w kategorii przedszkolaków.
Żal mu było tego zaprzepaścić, porzucić to środowisko, więc kontynuował swą
pracę zupełnie bezinteresownie.
W tym roku przypada 15-lecie jego społecznej pracy wychowawczej. A sprawa jest
niebagatelna: były okresy, że prowadził 11 grup, które miały zajęcia raz w
tygodniu. Obecnie pod swą pieczą ma 6 grup – po jednej w dwóch szkołach podstawowych
w Radzyniu i w Międzyrzecu, jedną w internacie i jedną w swojej kawiarence
przy ul. Dąbrowskiego. Mimo że sukcesy szachistów – młodych podopiecznych pana
Zbigniewa Litwińca – to z jednej strony wspaniała praca wychowawcza, z drugiej
– okazja do promocji miasta na arenie ogólnopolskiej, włodarze Radzynia zdają
się nie dostrzegać tematu. – Gra wprawdzie nie kosztuje, ale już wyjazdy na
turnieje to spory wydatek: przejazd grupy młodzieży do miejscowości odległych
od Radzynia, wpisowe itd. Miasto w ostatnich 20 latach poniosło ok. 5 proc.
wydatków związanych z wyjazdami na turnieje. To niewiele – tłumaczy pan Litwiniec.
– Radzyńscy szachiści mogą odnosić znaczące sukcesy w eliminacjach o zasięgu
ponadregionalnym dzięki temu, że moja żona jest mistrzem Polski w cierpliwości
– uzupełnia. Jednak możliwości finansowe państwa Litwińców, szczególnie w ostatnich
latach – z powodu ogólnej sytuacji gospodarczej w Polsce, znacznie się ograniczyły,
stąd i problemy z uczestniczeniem w turniejach. – Jeśli półfinały Mistrzostw
Polski Juniorów odbywają się w Lublinie, to jedziemy, bo blisko, a jeśli w
Augustowie, jesteśmy zmuszeni zrezygnować z udziału w zawodach – mówi opiekun
radzyńskich szachistów.
Brak zainteresowania i wsparcia finansowego ze strony miasta to nie jedyna
forma "wdzięczności" za to, co robią dla środowiska lokalnego państwo
Litwińcowie. W ubiegłym roku sekcja szachowa w wyniku absurdalnej decyzji została
wyrzucona z Klubu Sportowego "Orlęta" Spomlek Radzyń Podlaski, do
którego należała 40 lat. Racjonalnego uzasadnienia nie podano.
Zbigniew Litwiniec robi swoje. Dzieci i młodzieży zainteresowanej szachami
przybywa. W wakacje co czwartek wyjeżdża z chętnymi do Międzyrzeca, gdzie odbywają
się turnieje szachowe. Po wysiłku umysłowym szachiści korzystają z basenu.
W każdą sobotę zaś, także w roku szkolnym, można wpaść do kawiarenki pana Zbyszka
na partyjkę szachów, jak to robi na przykład 9-letni Łukasz Pieniek. Z uwagą
przypatruje się, jak grają jego starsi koledzy. Potem sam próbuje swych sił.
– Gdy tu się nauczę, mogę potem grać w domu z moim bratem. Szachy to wspaniała
rozrywka. Wolę je od gier komputerowych – twierdzi.
Anna Wasak
