Ameryka nie zaakceptuje lewackiego liberalizmu
Z prof. Józefem Szaniawskim, historykiem, rozmawia Anna Wiejak
John McCain zwycięża w sondażach po raz pierwszy. W czym należy upatrywać przyczyn tego stanu rzeczy?
– Kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych wchodzi w swoją decydującą fazę, aczkolwiek tak naprawdę nabierze ona tempa dopiero po konwencji Demokratów i konwencji Republikanów. Obama cieszył się ogromną popularnością i wydawało się, że nikt nie może mu zagrozić. Tak jak poprzednio wydawało się, że Obama nie jest w stanie zagrozić Hillary Clinton. Obecnie wchodzimy już w fazę przedwyborczą i ludzie dokładniej przyglądają się kandydatom oraz ich dotychczasowym dokonaniom. Obama jest showmanem, ma znakomity kontakt z ludźmi. Należy do polityków, którzy w Ameryce kojarzą się z młodym Billem Clintonem, gdy był jeszcze gubernatorem Alabamy. To jest polityk typu Tony Blair w Wielkiej Brytanii czy Gerhard Schroeder w Niemczech, czyli dość lewicowy, liberalny, rzucający obietnice bez pokrycia. To jest polityk pokroju Donalda Tuska, który mówi, co trzeba zrobić, ale o tym każdy przeciętny wyborca wie. Natomiast nigdy nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jak to zrobić. Ameryka doszła już do takiego punktu w kampanii wyborczej, że nie pyta, co należy robić, ale jak.
Czy należy się w tej sytuacji spodziewać, że Amerykanie zdecydowanie poprą McCaina?
– Zdecydowanie tak. Jedynym prawdziwym sondażem są wybory. Wszystko inne to jest taka czy inna manipulacja socjologiczna. Na przykład błąd w założeniu Hillary Clinton polegał na jej przekonaniu, że ma poparcie ogromnej większości amerykańskich kobiet. Tymczasem okazało się, że wcale tak nie jest. Obama zakładał, iż będą na niego głosowali wszyscy kolorowi, tymczasem wiadomo już, że z wielu powodów Latynosi, którzy w niektórych stanach, zwłaszcza na Florydzie, stanowią bardzo liczny elektorat, nie będą na niego głosowali, tylko oddadzą głos na McCaina. Co więcej, był on przekonany, że te 11-12 proc. Murzynów, co jest dosyć silnym elektoratem, będzie głosowało na niego. Otóż okazuje się, że nie, gdyż przyczyną udzielenia poparcia nie jest kolor skóry, tylko poglądy i to, czy ktoś jest odpowiedzialny za słowa, czy też nie.
Poza tym senator Obama ma imiona [Barack Hussein], które w epoce walki z terroryzmem islamskim i w czasie, kiedy islam wydał dżihad wszystkim niewiernym, także w Ameryce, nie budzą pozytywnych skojarzeń. Są to imiona islamskie. Wiadomo przy tym, że Obama przez większą część swojego życia był pod wpływem islamu. Rodzi się w tym momencie pytanie, czy jest pod nim nadal. Na dodatek dochodzą jego powiązania z marksistami, z lewakami, ze środowiskami związanymi z braniem narkotyków. Przypomnijmy – jego matka była narkomanką. Urodziła go, mając 17 lat, w stanie amoku narkotykowego, i to wszystko w tej chwili wychodzi.
A jak odczytywać jego triumfalny przemarsz przez stolice Europy?
– Odwiedził po kolei Berlin, Paryż, Londyn. Niemcy podkreślali, że żaden polityk niemiecki nie zgromadziłby ćwierci miliona ludzi na wiecu w centrum Berlina, a przyjechał Obama i udała mu się ta sztuka. To się obraca przeciwko niemu, bo Republikanie mówią: proszę bardzo, niech on zostanie prezydentem w Niemczech, ale nie w Ameryce, skoro Niemcy go tak kochają. To są poważne argumenty. Na dodatek to jest człowiek stosunkowo młody i cały czas podkreśla, że John McCain jest „starcem” (old man). Z kolei John McCain na 71 lat. Biega tygodniowo od 20 do 25 mil i ostatni raz jeździł windą 40 lat temu. Chodzi tylko po schodach, co sprawia z kolei kłopot jego ochronie. To wszystko w Ameryce się liczy. Poza tym McCain ma ogromne doświadczenie. Jest odpowiedzialny za słowo. Jest bohaterem wojny w Wietnamie, oficerem sił powietrznych Stanów Zjednoczonych, no i ma tę wspaniałą kartę, iż był ostatnim jeńcem amerykańskim, którego Wietnamczycy wypuścili z niewoli. Przypomnę, że z tych siedmiu lat, które siedział w niewoli, dwa lata przesiedział w osławionej „tygrysiej klatce”. W dodatku dwukrotnie usiłował uciec z niewoli wietnamskiej. To jest po prostu bohater. Ma najwyższe odznaczenia i kiedy Wietnamczycy go w końcu wypuścili z niewoli, to witał go wtedy osobiście prezydent Richard Nixon. Później, jako senator, był wielokrotnie przewodniczącym lub wiceprzewodniczącym Komisji Sił Zbrojnych albo Komisji Spraw Zagranicznych Senatu. To jest człowiek o ogromnym doświadczeniu i odpowiedzialności. Jego podejście do takich spraw jak problem aborcji, stosunek do Boga i Kościoła są zupełnie inne niż takiego liberalnego lekkoducha, jakim jest Obama.
Czy to nie jest tak, że mimo promowania młodych, zdolnych i ambitnych polityków, wiek odgrywa rolę, jeśli chodzi o politykę w Stanach Zjednoczonych?
– Wiek odgrywa rolę. Ronald Reagan został prezydentem USA w wieku, w którym inni przechodzą na emeryturę (miał 72 lata) i był najlepszym prezydentem Ameryki. Ale wiek nie jest tu decydujący. Moim zdaniem, bardziej istotne będzie to, kto zostanie wiceprezydentem, kogo konwencja Demokratów, a potem konwencja Republikanów desygnuje na wiceprezydentów przy boku Obamy i przy boku McCaina. Prawdopodobnie Demokraci będą chcieli dać kogoś starszego. Mówi się, że jednym z kandydatów na wiceprezydenta dla McCaina jest wymieniana – z tym że nie na pierwszym miejscu, ale w dalszym szeregu – Condoleezza Rice, chociaż ona cały czas podkreśla, że tego nie chce. To byłaby rzecz niesłychana, gdyż po pierwsze jest kobietą, po drugie – nie jest biała, po trzecie zaś – jest na prawo od Busha. Jest niesłychanie konserwatywna i zalicza się do tych neokonserwatywnych jastrzębi amerykańskich.
Czy przewaga McCaina w sondażach nie stanowi też dowodu na to, że ta ideologia lewacko-liberalna nie jest w Ameryce aż tak bardzo popularna, jak próbuje się to przedstawiać?
– Ta ideologia lewacko-liberalna jest w Stanach Zjednoczonych bardzo popularna, ale tylko w pewnych kręgach. W czasie wyborów prezydenckich w 1972 r. ubiegający się o drugą kadencję Richard Nixon określił, że jest to „krzykliwa mniejszość” – to bardzo dobre określenie. Weszło ono do słownika politologii na Zachodzie, a także w Polsce. Te kręgi stanowią zdecydowaną mniejszość, jeśli chodzi o elektorat, liczbę wyborców. Z kolei one się bardzo liczą, bo opanowały media, i nie tylko prasę, telewizję, radio, lecz także film, koła intelektualne, uniwersytety i mogą w ten sposób oddziaływać na grono swoich odbiorców, w tym młodzież, studentów i uczniów.
Widać to zresztą po ilości wydanych pieniędzy – kampania Obamy pochłonęła znacznie więcej funduszy niż kampania McCaina.
– Obama dzięki temu, że miał tak wielkie fundusze, był w stanie pokonać Hillary Clinton. Przecież gdy się zaczynała kampania wyborcza Demokratów, to Obama był poza kręgiem potencjalnych zwycięzców. W tej chwili zaczynają zadawać Obamie bardzo niewygodne dla niego pytania – właśnie skąd ma takie ogromne pieniądze, kto go popiera, czy jest powiązany z murzyńskimi rasistami, którzy nienawidzą białych. Jego ojcem duchowym był dosyć znany pastor. Obama miał też powiązania z muzułmanami. Mówi się wręcz, że gdyby Obama kandydował na stanowisko sekretarza stanu, dyrektora FBI czy CIA i gdyby został zlustrowany, nie miałby szans na objęcie tego stanowiska.
Na kogo, Pana zdaniem, zagłosuje Polonia amerykańska?
– Wszystko wskazuje na to, że większość Polaków będzie głosowała właśnie na Obamę. Jego głównym doradcą do spraw polityki zagranicznej jest prof. Zbigniew Brzeziński. Bez odpowiedzi pozostaje jednak pytanie, dlaczego.
Dziękuję za rozmowę.
