„Albo religia albo etyka”?
Biuletyn Radia Watykańskiego z dnia 4 września podał wiadomość (w ramach dwuminutowej <wstawki> KAI-u), że Kościół odrzuca zarzut wysuwany przez komunistów, jakoby Kościół utrudniał wprowadzenie do szkół zajęć z etyki. Rzecznik Episkopatu stwierdził, że zarzut jest niesłuszny, gdyż Kościół jest za tym, aby uczniowie mieli do wyboru religię albo etykę. „Niech będzie cokolwiek, byle było”. Z wypowiedzi wynika, że na zajęciach z etyki uczniowie mogą zdobywać wiedzę o „wartościach”, co także jest pożyteczne, choć to będzie „odwołanie do innych wartości”.
Wypowiedź ta, jakkolwiek ma na celu uspokojenie strony przeciwnej, budzi właśnie niepokój u człowieka wierzącego, którym staram się zawsze być. Spór o religię i etykę toczy się od dawna i w naszej nieśmiertelnej „Polsce Ludowej” przeżyliśmy kilka okresów dyskusji na ten temat. Wiele zużyto energii w swoim czasie, aby przeforsować wychowanie młodego człowieka na tak zwanej „etyce niezależnej”. Ta rzekomo „niezależna etyka” okazała się jak najbardziej zależna od ideologii „wiodącej siły historii”, czyli partii politycznej propagującej „jedynie słuszną” i przodującą doktrynę w budowaniu postępu ludzkości itd. Starano się tę „etykę” ubrać w barwy możliwie „niezależne” od polityki i ideologii, strojąc ją w piórka jakiegoś „humanizmu”, którego w rzeczywistości nie ma, istnieje tylko mit humanizmu szerzony z zapałem od czasu wieków nowożytnych, a więc ta etyka stała się zależna od mitologii. Gdyby wniknąć głębiej w motywy propagatorów owej „etyki” okazałoby się, że cecha „niezależności” dotyczyła jedynie niezależności tej etyki od Boga i od rozumu. Ta etyka mogła się opierać na wszystkim, na najbardziej sofistycznych wypocinach intelektualnych „myślicieli” wieku „oświecenia”, byle nie na Bogu i rozumie, który całą swoją istotą dąży do prawdy. Masoneria lansowała taki profil światopoglądu, który opiera się „na rozumie i na nauce”, ale zarazem to pojęcie „rozumu i nauki” zacieśnia perspektywy poznawcze ludzkiego umysłu do horyzontu świata widzialnego, gdzie ostateczne kryterium poznania zbiega się z naukami przyrodniczymi, w których nie ma nic pewnego, bo wszystko ulega rozwojowi. Na tych właśnie założeniach oparł się tak zwany „światopogląd naukowy”, który do dziś nie przestaje mącić w umysłach ludzi naiwnych i płytkich. Ojciec święty Benedykt XVI wielokrotnie zwracał uwagę na oszustwo kryjące się w mitologii racjonalizmu, w której rozum zostaje apriorycznie uwięziony w dogmacie, że wszystko, co nie jest przyrodą, jest niepoznawalne albo nie istnieje. Papież Benedykt XVI przejdzie do historii – wraz ze swoimi Poprzednikami, jako ten, który w czasach zamętu i zaciemnienia umysłów uczy ludzkość odwagi myślenia.
Wiem, że bardzo „na czasie” i mile widziane jest mówienie o „wartościach”, jakby to pojęcie było dokładnie sprecyzowane i jakby dla wszystkich było oczywiste, co ono oznacza. Z wypowiedzi wynika (między innymi), że uczniowie poznający tę tak zwaną etykę, zaznajomią się z jakimiś „wartościami”. choć będzie to odwołanie „do innych wartości”. Ponieważ świat wartości, odkrywany z trudem przez fenomenologów, jest głęboko nieprzekraczalnie subiektywny, jest czymś nieuniknionym, że przyswajanie sobie pojęć na ten temat będzie nieuchronnie obciążone relatywizmem i subiektywizmem. Młody człowiek nie będzie szukał tego, co prawdziwe, dobre obiektywnie i obowiązujące z tej racji, że się jest człowiekiem, lecz będzie podążał za „wartościami”, które mu bardziej odpowiadają, jak to zresztą widać gołym okiem wokół nas. Ponadto, jeśli zgodzimy się na to, że ta etyka nie będąca wykładem religii katolickiej, odwołuje się „do innych wartości”, to budzi się wątpliwość, czy nie będziemy uczyć młodych ludzi innej antropologii? Bo jeśli to są „inne wartości” to znaczy, że dotyczą innego obrazu człowieka, innego pojmowania życia, innego rozumienia sensu istnienia, innego rozumienia istotnych relacji międzyludzkich, – po prostu będzie to odwołanie się do innej definicji człowieka. Ale nie da się oszukać rozumu, który z samej głębi swojej będzie wołał, pytając, „co jest prawdą?” Nie można karmić rozumu namiastkami, rozum żąda prawdy, szuka prawdy, woła o prawdę; nawet jeżeli jest tak zdeprawowany, że lgnie do kłamstwa, to robi to tylko dlatego, że to kłamstwo przedstawia się mu (chorobliwie) jako prawda i pełni jej funkcje. W najnowszej biografii kardynała Newmana napisanej przez Krystynę Siccardi czytamy, że ten kandydat na ołtarze przez 40 lat żmudnie i cierpliwie dociekał prawdy, ponieważ nie chciał swego życia utopić w wygodnym, bezmyślnym kłamstwie. Tyle lat ciężkiego trudu intelektualnego i moralnego trzeba było, aby dojść do prawdy, której nie uzyskał w jutrzence swojej młodości, w jej nieskażonym kształcie (według Zenit 3 września 2010, Il Cardinale Newman e la ricerca della verita). Czy warto karmić umysły młodych ludzi tandetą i pozorami, kiedy mamy przed sobą czyste źródło prawdy Chrystusowej?
Jest jeszcze inny problem, którego nie można pominąć. Postawienie sprawy na zasadzie „albo – albo” oznacza, że te dwie nauki są pod pewnym względem równorzędne, a pod pewnym względem przeciwstawne. Równorzędne, – bo jest obojętne, co wybieramy, wybór jest tu decydowany przez samą wolność. Są jednak przeciwstawne (domyślnie), bo ten wybór proponuje się po to, by wybierając religię, nie mieć nic do czynienia z etyką; a z kolei wybierając etykę, nie mieć nic do czynienia z religią. Jest to fałszywe i oszukańcze założenie, które obciąża samą taką propozycje, jako rzekomo kompromisową. Bo jeśli chcemy zobaczyć te dwa człony alternatywy w ich prawdzie, to musimy uznać, że wybierając etykę zamiast religii, czyli w tym celu, by rozminąć się z religią, wpadamy w pułapkę. Nie ma bowiem etyki bez jakiejś religii, której nie sposób usunąć z logicznej struktury etyki, jeśli ta etyka chce być nauką godną swego miana. Religia narzuca się sama jako nieusuwalna implikacja pytań pojawiających się w umyśle człowieka w zetknięciu z rzeczywistością moralności jako doświadczenia ludzkiego sumienia. Etyka jest logicznie niemożliwa bez jakiegoś „absolutu”, jednak jaki to będzie absolut, będzie zależeć od możliwości intelektualnych i od preferencji emocjonalnych młodego, niedojrzałego umysłu. Zawsze to będzie jakiś „absolut” w tym znaczeniu, że zwolni człowieka od dalszego stawiania pytania zawartego w słowie „dlaczego”. (Zresztą nowoczesne wychowanie z góry wyklucza stawianie tego pytania, które stoi u początku każdej filozofii i proponuje wyjaśnianie świata zamknąć w schemacie „jak”. A więc nieważne, „dlaczego” i „po co” żyje człowiek, trzeba tylko przyswoić sobie obiegowy schemat „zachowaniowy”, czyli, „jak się żyje dziś”). Najczęściej okaże się (na gruncie subiektywnej etyki wartości), że tym absolutem będzie własne „ja” i jego zachcianki. Taki kierunek myślenia jest nachalnie popierany przez współczesną nam kulturę liberalizmu i nihilizmu. A więc religia, która w sposób konieczny wyłoni się z tej wizji „odmiennych wartości”, przyjmie formę uwielbienia (adoracji) własnego „ja”. Czy nigdy nie spotkaliśmy się z tego typu „religią”?. W pewnych prądach intelektualnych, które usiłowano przemycić pod egidą Soboru Watykańskiego II, zaznaczył się też wyraźnie prąd zmierzający do ubóstwienia człowieka, a promowany przez masonerię. Zauważył to Paweł VI, który na zakończenie Soboru powiedział: „Wreszcie ukazał się nam świecki i laicki humanizm w swej straszliwej postaci i w pewnym sensie rzucił Soborowi wyzwanie. Religia Boga, który stał się człowiekiem, spotkała się z religią człowieka, który uczynił siebie bogiem” (według: Luigi Villa, „Paweł VI – błogosławiony?”, s. 161.) (Ten Autor pisze znacznie więcej na ten temat).
Ale to nie koniec. Takie przeciwstawienie kryje w sobie bardzo niebezpieczne założenie: że religia jest tylko religią, a etyka tylko etyką, że między nimi nie ma przenikania prawdy właściwej dla każdej z nich. Coś jak w tej anegdocie z dawnych czasów, kiedy w Moskwie wychodziły dwa dzienniki: jeden nazywał się „Prawda” a drugi „Izwiestia” (czyli „wiadomości”). Jakiś zagraniczny turysta pytał się, dlaczego są te dwie gazety o tak charakterystycznym tytule? Mieszkaniec Moskwy odpowiadał: bo w gazecie „Prawda” nie ma wiadomości, a w gazecie „Izwiestia” nie ma prawdy. Sytuacja jest trochę podobna w naszym problemie: tak jakby w etyce nie było religii a w religii nie było etyki. Tymczasem już stwierdziliśmy, że etyka z konieczności zakłada i postuluje religię, a religia – mówmy tu o jedynej prawdziwej religii, która została objawiona i spełniona w Chrystusie: ta religia zawiera w sobie jedyną i uniwersalną etykę, poza którą nie ma sensu szukać jakiejś „innej” etyki i „innych” wartości. Chrystus przyjmując naturę ludzką, wziął odpowiedzialność za pełną prawdę i godność człowieczeństwa, dlatego nie ma jakichś treści normatywnych, które nie byłyby w jakiś sposób objęte Ewangelią. Nie ma takiej prawdy o człowieku, która nie stałaby się prawdą Chrystusową. Nie ma żadnej innej etyki poza misterium Chrystusa, objawionym w Jego przyjściu, w Jego śmierci i Zmartwychwstaniu. Etyka Chrystusowa jest całkowicie podporządkowana tajemnicy Zbawienia. A Słowo Boże mówi, że „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12).
Ks. Jerzy Bajda
