Niewykluczone podtopienia
Wody większości rzek opadają, ale w wielu miejscach wciąż przekroczone są
stany alarmowe. Wszystko wskazuje na to, że wrześniowa, w wielu regionach
czwarta w tym roku fala wezbraniowa nie wyrządzi już większych zniszczeń.
Tymczasem kulminacja na Wiśle w stolicy spodziewana jest dzisiaj przed
południem, ale woda będzie niższa niż w maju i czerwcu. Według synoptyków, w
ciągu najbliższych dni opady powinny stopniowo zanikać.
Decyzją wojewody mazowieckiego alarm powodziowy wprowadzono w Warszawie i Płocku
oraz powiatach: warszawskim zachodnim, legionowskim, nowodworskim, płońskim,
sochaczewskim i płockim. Fala wezbraniowa ma dotrzeć do stolicy dzisiaj przed
południem. Według zapowiedzi Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej fala
będzie miała 670 cm, czyli 20 cm ponad stan alarmowy, ale o 110 cm mniej niż
podczas majowej powodzi i o 80 cm mniej od czerwcowej. Według synoptyków i
hydrologów z IMiGW, zagrożenie przerwania wałów w stolicy jest niewielkie, ale
mogą wystąpić lokalne podtopienia, głównie w okolicach Wybrzeża Szczecińskiego i
Portu Praskiego, gdzie jeszcze wczoraj układano worki z piaskiem, a także w
okolicach zoo i po drugiej stronie rzeki, w okolicach Wybrzeża
Kościuszkowskiego, gdzie budowany jest Centrum Nauki Kopernik. Woda podnosiła
się też w okolicach Płocka w pobliżu Wyszogrodu i Kępy Polskiej, gdzie zostały
przekroczone stany alarmowe. Według informacji starostwa płockiego, kulminacja
fali wezbraniowej na Wiśle w okolicach Wyszogrodu i Kępy Polskiej spodziewana
jest jutro. Prace przy umacnianiu, uszczelnianiu i odbudowie wałów trwały też w
Świniarach, gdzie wiosenno-letnie powodzie i przerwany wał spowodowały zalanie
kilku miejscowości. W ocenie służb wojewody mazowieckiego, tym razem powinno tam
być bezpiecznie.
W południowej i południowo-wschodniej Polsce sytuacja na rzekach powoli się
stabilizuje. W Małopolsce woda również opada, a stan alarmowy przekroczony był
wczoraj jeszcze w trzech miejscach: w Jawiszowicach na Wiśle o 10 cm, w
Borzęcinie na Uszwicy o 35 cm i w Biskupicach na Szreniawie o 66 centymetrów.
Jak poinformowała nas Joanna Sieradzka, rzecznik prasowy wojewody małopolskiego,
według hydrologów w województwie utrzymuje się tendencja spadkowa poziomu wód. –
Stany wód w południowej części Małopolski obniżyły się, fala wezbraniowa
opuszcza województwo. Teraz trudna sytuacja jest w powiecie dąbrowskim i
tarnowskim – wyjaśnia Joanna Sieradzka.
Na Podkarpaciu, jak poinformował "Nasz Dziennik" Tomasz Węgrzynowicz z
Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Rzeszowie, alarmy powodziowe
wciąż obowiązują w trzech nadwiślańskich powiatach: tarnobrzeskim,
stalowowolskim i w Tarnobrzegu, a ostrzegawcze w powiecie mieleckim w gminach:
Borowa, Czermin, Gałuszowiece, Padew Narodowa i Wadowice Górne.
Również na Lubelszczyźnie poziom wód w ciągu ostatniej doby znacznie się
obniżył, ale i tam nie odwoływano alarmów powodziowych. W Zawichoście woda
utrzymywała się na poziomie 659 cm, a w Puławach – 651 centymetrów.
Brakuje rąk do pracy
Tymczasem coraz większym problemem dla gmin popowodziowych jest odbudowa ze
zniszczeń. Brakuje nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim ekip remontowych.
Wielu ludzi się obawia, że nie zdąży odbudować swoich domów przed nadejściem
zimy. W gminie Gorzyce, która szczególnie ucierpiała po majowej i czerwcowej
powodzi, na remont czeka ponad tysiąc zniszczonych domów. Nie wszyscy mają też
pieniądze na zakup materiałów i zapłacenie fachowcom, bo zapomoga do 6 tys. zł,
jaką dostali w ramach zasiłków celowych, to stanowczo za mało. Wciąż nie wszyscy
otrzymali rządową pomoc z przeznaczeniem na odbudowę. Ci zaś, którym szczęście
dopisało, muszą się zmieścić w określonym terminie z wydaniem pieniędzy i
przedstawić rachunki. Wielu na własną rękę remontuje swoje domy, ale nie
wszystkie prace da się wykonać bez specjalisty.
MaK
