Machina propagandowa wokół cen paliw
Od wczoraj na stacjach paliw jest taniej. W tle jednak dalej toczy się ostry spór polityczny. Rząd próbował wmówić Polakom, że bez opodatkowania koncernów paliwowych ma związane ręce, ale obniżył ceny, gdy ustawa jeszcze nie weszła w życie. Co prawda, na jej podstawie do budżetu wpłyną 4 mld zł więcej, ale ten sam budżet od miesięcy mógł liczyć na wyższe wpływy z VAT-u i akcyzy. Według Pałacu Prezydenckiego nie wszystkie te pieniądze zostały przeznaczone na obniżkę cen.
Prezydent – po tym jak zgodził się na opodatkowanie nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych – powiedział premierowi, jaką cenę chce zobaczyć na stacjach.
– Proszę obniżyć ceny paliwa do 5,19 – zaznaczył Karol Nawrocki.
To nawiązanie do głośnych słów premiera Donalda Tuska z 2022 roku. Obiecywał on wtedy benzynę po 5,19. Zastępca szefa Kancelarii Premiera Jakub Stefaniak z PSL-u uważa, że premier wtedy nie kłamał.
– Strategia tego, żeby Polacy płacili jak najmniej na litrze paliwa, jest niezmienna – powiedział Jakub Stefaniak.
Dziś cena za benzynę 95 to 6,73 zł. Wraz z powrotem programu CPN spadła o złotówkę i 46 groszy; według Orlenu nie może być niższa.
„Dzisiaj globalną wysokość cen paliw winduje nie tyle cena baryłki, co niska dostępność rafinerii do jej przerobienia” – oświadczyło Biuro Prasowe Orlenu.
I tu pojawia się „ale”. Gdy premier mówił o paliwie po 5,19 ceny w Polsce i tak były dużo niższe niż w Niemczech, Czechach, na Litwie i Słowacji. Wtedy w szeregach Koalicji Obywatelskiej nie było obaw, że na stacjach w Polsce zabraknie paliwa. Te obawy są dzisiaj. Słyszymy o nich w ostatnich miesiącach, gdy padają pytania o benzynę po 5,19 zł. Jeśli jednak dziś ta cena jest nierealna, to nierealna była także wtedy, gdy premier Tusk składał swoją obietnicę. Potwierdzają to argumenty ekonomiczne. Do tego pakiet CPN był pierwszą silną interwencją rządu premiera Tuska na rynku paliw. Po wygranych wyborach podobnych działań nie podejmowano, choć cena była daleka od 5,19, a Stany Zjednoczone zaatakowały Iran 28 lutego.
Premierowi trudno przyznać się, że obiecywał „gruszki na wierzbie”, stąd cała strategia, by gorący kartofel w postaci cen paliw przerzucić na prezydenta – wskazuje doradca głowy państwa Barbara Socha.
– Pana prezydenta potraktowano jako swoje alibi na niedziałanie – podkreśliła.
– Cała machina propagandowa nakierowana była na to, żeby obrzydzić prezydenta; żeby pokazać, że to wina prezydenta jest w tym, że Polacy płacą więcej za benzynę – dodała dr Urszula Wróbel z „Naszego Dziennika”.
Pałac Prezydencki od początku alarmował, że premier wziął kierowców na zakładników w sporze politycznym, a słowa marszałka Sejmu potwierdzają, że siła tego sporu, po stronie koalicji rządowej, nie osłabnie.
– Zasada: ani kroku wstecz przed Nawrockim jest zasadą rozsądną – stwierdził Włodzimierz Czarzasty.
I tu pojawia się kolejne „ale”. Rząd co prawda ma to, czego chciał – nowy podatek, ale ten podatek wciąż może odbić mu się czkawką. Artur Kowalski z „Naszego Dziennika” wyjaśnia, że zagraniczne koncerny paliwowe mają środki, by podjąć przeciwko Polsce poważną batalię prawną za opodatkowanie zysków sprzed kilku miesięcy.
– Musimy się liczyć z tym, że mogą się do jakichś trybunałów zagranicznych odwoływać i wtedy się okaże, że będziemy musieli im płacić odszkodowania – mówi red. Artur Kowalski.
Wpływy dla budżetu z nowego podatku według wyliczeń rządu mają wynieść 4 mld zł. Według PKO BP wystarczy to na 2,5 miesiąca funkcjonowania programu CPN. Poprzednie edycje tego pakietu kosztowały ok. 5 mld 200 mln.
Według wyliczeń portalu money.pl, przy rosnących cenach paliw sam VAT to nawet dodatkowy miliard miesięcznie. Kancelaria Prezydenta oszacowała wyższe wpływy do budżetu na 10 mld. Jeśli ma rację, to oznaczałoby, że wysokie ceny paliw dalej są zastrzykiem dla budżetu.
Polakom próbowano wmówić, że bez ustawy premier nic nie zrobi. Propozycja rządowa zacznie obowiązywać od listopada. Obecna obniżka została wprowadzona rozporządzeniem.
TV Trwam News



