fot. PAP/Paweł Supernak

Premier D. Tusk buduje narrację zagrożenia ze strony Rosji. To element strategii szefa rządu dla osiągnięcia własnych korzyści politycznych?

Syreny alarmowe i komunikaty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dla mieszkańców wschodnich województw stały się codziennością, choć wojna toczy się na Ukrainie, a nie w Polsce. Premier przestrzega jednak przed zagrożeniem. Z koalicji rządzącej płyną nawet głosy o możliwym wstrzymaniu wyborów. Pojawiają się pytania, czy rządzący nie wykorzystują kwestii bezpieczeństwa dla własnych zysków politycznych.

Syreny alarmowe coraz częściej rozbrzmiewają w Lublinie i innych miastach wschodniej Polski. Mieszkańcy po kilka razy dziennie otrzymują alerty z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Wszystko dlatego, że rosyjskie rakiety i drony lecą w kierunku zachodniej Ukrainy.

– Przed nami bardzo wymagające tygodnie i miesiące związane z coraz bardziej agresywną postawą Rosji wobec Ukrainy. Jesteśmy bardzo skoncentrowani, żeby nie zdarzyło się nic złego po polskiej stronie – zaznaczył Donald Tusk.

We wrześniu premier powoływał się m.in. na raport, który miał otrzymać od amerykańskiej agencji wywiadowczej.

– Otrzymałem w ostatnich godzinach dość precyzyjny raport bezpośrednio od szefa CIA. I Polska, i cała Europa musi być przygotowana na różne scenariusze – mówił wówczas Donald Tusk.

Dziś już wiadomo, że żadnego raportu szefa CIA dla premiera Tuska nie było. Była rozmowa koordynatora służb specjalnych, Tomasza Siemoniaka, z Johnem Ratcliffem, a później ustna relacja ministra dla premiera. Ale przez kilka tygodni Donald Tusk budował narrację narastającego zagrożenia. Takie działanie może przynieść skutek odwrotny – zauważył socjolog dr Jerzy Żurko.

– Jeżeli ciągle się mówi ludziom i straszy się agresją rosyjską, to ludzie po jakimś czasie dochodzą do wniosku, że żadnego niebezpieczeństwa ze strony Rosji po prostu nie ma – tłumaczył dr Jerzy Żurko.

Rosja prowadzi działania hybrydowe wobec Polski i państw bałtyckich od lat. Zagrożenie ze Wschodu jest oczywiste i nie można go bagatelizować. Poseł Prawa i Sprawiedliwości, Mariusz Gosek, wskazał jednak, że rządzący grają tematem bezpieczeństwa, by przykrywać niewygodne dla siebie tematy.

– Niech przestaną straszyć, bo ja wiem, że oni wiedzą, jakie mają słabe sondaże – podkreślił Mariusz Gosek.

Wiceminister sportu z PSL-u, Ireneusz Raś, przyznał, że nie można wykluczyć scenariusza, w którym przyszłoroczne wybory parlamentarne nie odbędą się ze względu na narastające rosyjskie zagrożenie.

– Jak będzie wojna? To chyba z konstytucji wynika, że jak jest sytuacja wojenna, to nie ma wyborów – stwierdził Ireneusz Raś.

W takiej wojennej narracji chodzi o politykę – ocenił prof. Mieczysław Ryba.

– Tu chodzi o politykę, o poparcie społeczne, zgromadzenie się wokół flagi, którą stawia Donald Tusk – zaznaczył prof. Mieczysław Ryba.

Premier może w ten sposób wywierać presję także na koalicjantów, by w przyszłorocznych wyborach wystartować na wspólnej liście.

TV Trwam News

drukuj