fot. PAP/Piotr Nowak

Ataki w pobliżu polskiej granicy

Rosyjskie drony uderzyły w pobliżu granicy z Polską. Kilometr od niej trafiona została stacja benzynowa. Inny bezzałogowiec zaatakował pociąg jadący z Kijowa do Warszawy, jeszcze zanim wjechał on na nasze terytorium.

Mieszkańców Lubelszczyzny po godz. 4.00, zbudziły syreny alarmowe. Do ludności sześciu powiatów: włodawskiego, łęczyńskiego, świdnickiego, Chełma, chełmskiego i krasnostawskiego wysłany został alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. W tym czasie Rosja zaatakowała Ukrainę, wykorzystując do tego drony odrzutowe. Jak poinformował wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, bezzałogowce pojawiły się blisko granicy z Polską

– Jeden z nich uderzył 1 km od granicy z Polską, drugi 5 km. Polskiej strefy powietrznej pilnowały samoloty F16, śmigłowce i samolot rozpoznania powietrznego SAAB. Nie doszło do naruszenia naszej granicy – wskazał szef MON.

Według ukraińskich sił powietrznych, w nocnych atakach na Ukrainę Rosja wykorzystała 450 dronów. Trafiona została stacja benzynowa. Ok. 800 metrów od przejścia granicznego w Dorohusku zapaliły się dwie ciężarówki.

Zaatakowany został też pociąg jadący z Kijowa do Warszawy.

Pociągiem podróżowało 206 osób. O szczegółach informowało PKP Intercity.

„Informujemy, że zdarzenie miało miejsce na terytorium Ukrainy, przed przejęciem składu przez PKP Intercity. […] Wśród pasażerów nie ma obywateli Polski” – wskazano w komunikacie.

Nikt nie ucierpiał. Załoga i pasażerowie zostali w porę ostrzeżeni. Pociąg został przejęty od kolei ukraińskich z opóźnieniem ok. 370 minut. Po nocnym ataku minister spraw zagranicznych Ukrainy zażądał od Unii Europejskiej i NATO m.in. pełnego embarga handlowego wobec Rosji.

„To terroryzm Putina, który puka bezpośrednio do drzwi UE i NATO. Rosyjscy barbarzyńcy stoją u waszych bram, drodzy partnerzy” – oznajmił Andrij Sybiha, minister spraw zagranicznych Ukrainy.

W „Polskim punkcie widzenia” prof. Piotr Grochmalski tłumaczył, dlaczego rosyjskie działania i ciągłe prowokacje wymierzone w Polskę nie są przypadkowe. Przypomniał o ultimatum, jakie Putin stawiał NATO, gdy przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę zażądał pozostawienia Polski bez infrastruktury Sojuszu.

– Najważniejszy element dotyczył przesunięcia infrastruktury NATO-wskiej do sytuacji z 1997 roku, a więc podpisania porozumienia NATO-Rosja – mówił ekspert ds. bezpieczeństwa.

A to uczyniłoby Polskę bezbronną. Od tego czasu zapadły już kolejne decyzje, rozszerzające infrastrukturę NATO we wschodniej flance. Na tegorocznym szczycie sekretarz generalny ogłosił przedłużenie rurociągów Sojuszu z Niemiec do Polski, a w ostatnich dniach delegacja amerykańska wizytowała miejsca, gdzie w przyszłości może powstać stała baza Stanów Zjednoczonych.

– To jest dla Rosji czytelny sygnał, że Polska zaatakowana będzie broniona nie tylko przez naszą silną armię, nie tylko przez NATO, ale także przez Amerykanów – podkreślił dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji.

Budowa takiej bazy ma kosztować Polskę od 15 do 17 mld zł. Ostateczne decyzje w tej sprawie mogą zapaść już w najbliższych tygodniach lub miesiącach.

 

TV Trwam News

drukuj