Już ponad 40 tys. Warszawiaków opowiedziało się za referendum ws. odwołania władz Warszawy
Mimo wakacji, w zaledwie dwa tygodnie, zebrano już ponad 40 tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego z funkcji prezydenta Warszawy oraz Rady Miejskiej. Akcja zbierania podpisów potrwa do 28 września.
Warszawa poszła w ślady Krakowa i chce odwołać prezydenta miasta. W stolicy od dwóch tygodni trwa zbiórka podpisów pod referendum o odwołanie prezydenta Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Z tempa zbierania podpisów zadowolony jest inicjator referendum Maciej Wilk.
– Te 40 tysięcy zebranych podpisów, w ciągu 18 dni, to wynik dobry. Teraz tempo będzie tylko przyspieszać wraz z powrotami z urlopów, wraz z rozpoczęciem się nowego roku szkolnego – mówił Maciej Wilk.
Pod wnioskiem o referendum może się podpisać każda osoba zarejestrowana w warszawskim rejestrze wyborców. Nad złożeniem podpisu zastanawia się Pan Ignacy.
– Bardzo lubię to miasto, ale myślę że tu jest bardzo drogo i to jest to co przeszkadza mocno w Warszawie – ocenia pan Ignacy.
Wątpliwości co do poparcia referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy nie miała Pani Bożena
– Za długo jest prezydentem, potrzeba świeżej krwi – mówi.
Warszawiacy podają całe spektrum spraw, za które chcą odwołać Rafała Trzaskowskiego – przyznaje Marcin Wilk.
– Jedni mówią o kwestiach transportu, inni o miejscach postojowych, zwężanych ulicach, problemie zasobu komunalnego mieszkań, cen mieszkań – wylicza.
Wolontariusze zbierający podpisy pod referendum dodają, że w rozmowach z warszawiakami przewija się też temat afery w Szpitalu Południowym, czy obsada stanowisk w spółkach miejskich według partyjnego klucza. Wolontariusz Jan Pieloch zwraca jeszcze uwagę na duży problem w Warszawie mianowicie na patodeweloperkę, która się rozwija w wielu dzielnicach, w tym w Ursusie.
– Tam jest wszędzie blok na bloku, tak naprawdę okno w okno, nie ma praktycznie żadnej zieleni, wszędzie jest betonoza – zauważa.
Punkty zbiórki podpisów są w każdej dzielnicy: w Śródmieściu przy Ratuszu na Placu Bankowym i przy metrze Centrum. Na Pradze Południe przy rondzie Wiatraczna, a na Ochocie przy hali Banacha. Akcja referendalna w Warszawie jest inicjatywą społeczną, której przyglądają się politycy. Radny sejmiku mazowieckiego i mieszkaniec Warszawy Paweł Lisiecki z PiS zwraca uwagę, że zbiórka podpisów może zakończyć się sukcesem.
– Do tego referendum najprawdopodobniej dojdzie. Pytanie czy uda się doprowadzić do tego aby była odpowiednia frekwencja? – pyta Paweł Lisiecki z PiS.
Aby doprowadzić do referendum trzeba 132 tys. podpisów, ale aby to referendum było ważne to do urn musi pójść 450 tysięcy osób. W Krakowie frekwencja była na tyle wysoka, że odwołano prezydenta Aleksandra Miszalskiego. W Warszawie będzie to trudniejsze zadanie – przyznaje Aleksander Jankowski radny z Gdańska – miasta, w którym koalicja obywatelska od lat niepodzielnie rządzi. Radny dodaje, że samo doprowadzenie do referendum w stolicy będzie miało znaczenie.
– To będzie to sygnał dla magistratu, dla Warszawy, które PO tak jak Kraków uważa za swoje prywatne poletko, że idzie jakiś wiatr zmian, że nie można sobie pozwolić na to co widzimy w Szpitalu Południowym, czy innych dużych instytucjach gdzie PO w naszych miastach zarządza na takie rozpasania – mówi Aleksander Jankowski.
W 2013 roku w Warszawie odbyło się referendum w sprawie odwołania ówczesnej prezydent Hanny Gronkiewicz- Waltz. Frekwencja była zbyt niska i dlatego prezydent zachowała stanowisko. Dziś eksperci zwracają uwagę, ze sytuacja w Polsce i w dużych miastach nieco się zmienia i zmieniają się nastroje społeczne.
TV Trwam News



