fot. PAP/Leszek Szymański

Prof. J. Odziemkowski o Powstaniu Warszawskim: Dla Józefa Stalina każdy inny ruch niż komunistyczny, który opanowuje Warszawę, był wyzwaniem, łamaniem jego wielkiego planu opanowania Polski

Akcja „Burza” na Kresach Wschodnich spotkała się z bardzo gwałtownym działaniem Armii Czerwonej. Tam były aresztowania, masowe wywózki żołnierzy Armii Krajowej, rozwiązywanie oddziałów. Wtedy nie było reakcji świata. Ostatnim momentem i punktem, który mógł ściągnąć uwagę, była stolica Polski, Warszawa, która jeszcze kilka lat wcześniej, we wrześniu 1939 roku, była na ustach całego świata. Liczono na to, że kiedy chwycimy za broń w Warszawie, wypędzimy okupanta i powitamy Armię Czerwoną jako gospodarzy, to nie ośmielą się na oczach świata zdławić polskiej niepodległości w Warszawie. Dla Józefa Stalina jednak każdy inny ruch niż komunistyczny, który opanowuje Warszawę, był wyzwaniem, łamaniem jego wielkiego planu opanowania Polski – mówił prof. Janusz Odziemkowski, historyk, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Obchodzimy 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego – jednego z najważniejszych i najbardziej tragicznych wydarzeń w historii Polski. Latem 1944 roku, wraz z postępami Armii Czerwonej i zbliżaniem się frontu wschodniego do centralnej Polski, władze Polskiego Państwa Podziemnego stanęły przed niezwykle trudną decyzją. Powstanie miało być nie tylko próbą wyzwolenia stolicy spod niemieckiej okupacji, ale także manifestacją polskiej suwerenności wobec zmieniającej się sytuacji politycznej i planów ZSRR.

Lato 1944 roku to był ruch frontu wschodniego w kierunku centralnej Polski. To jest wielka sowiecka ofensywa, która pobiła wojska niemieckie na dzisiejszej Białorusi, Ukrainie i zbliżała się do centrum II RP. Dowództwo podziemia nie wiedziało o tym, że już zapadła decyzja, iż będzie nam niezwykle trudno zachować samodzielność, bo Rosja chciała mieć nas w swojej strefie wpływów. To przyrzeczono Józefowi Stalinowi, chociaż nie było podpisanych konkretów, ale klamka już zapadła. Władze podziemia planowały Akcję „Burza”. W momencie kiedy armia niemiecka się załamie, liczono na załamanie frontu i wtedy będzie moment do powstania i przejęcia władzy z rąk niemieckich, wypędzenie okupanta i odbudowanie kraju. Obawiano się walk w dużych miastach i zasadniczo miały być one omijane przez plany powstańcze. Warszawa nie miała być częścią Akcji „Burza”. Decyzja o tym, że powstanie w Warszawie będzie jednak brane pod uwagę, to był lipiec 1944 roku ze względu na sytuację polityczną. Nie było wprost powiedziane, że Polska będzie sowiecka, ale obawiano się, iż takie decyzje mogą zapadać za naszymi plecami. Operacja „Burza” miała pokazać nasz opór. To miała być próba pokazania suwerenności i przejęcia władzy na terenach RP – wskazał prof. Janusz Odziemkowski.

Po tragicznych doświadczeniach Akcji „Burza” na Kresach Wschodnich, gdzie żołnierze Armii Krajowej byli aresztowani i wywożeni przez Sowietów, dowództwo Polskiego Państwa Podziemnego szukało sposobu, by zwrócić uwagę świata na los Polski. Nadzieję pokładano w Warszawie – stolicy, której walka mogła stać się symbolem polskich dążeń do niepodległości. Liczono, że wyzwolenie miasta przed wkroczeniem Armii Czerwonej utrudni Józefowi Stalinowi narzucenie Polsce komunistycznych rządów.

Akcja „Burza” na Kresach Wschodnich spotkała się z bardzo gwałtownym działaniem Armii Czerwonej. Tam były aresztowania, masowe wywózki żołnierzy Armii Krajowej, rozwiązywanie oddziałów. Wtedy nie było reakcji świata. Ostatnim momentem i punktem, który mógł ściągnąć uwagę, była stolica Polski, Warszawa, która jeszcze kilka lat wcześniej, we wrześniu 1939 roku, była na ustach całego świata. Liczono na to, że kiedy chwycimy za broń w Warszawie, wypędzimy okupanta i powitamy Armię Czerwoną jako gospodarzy, to nie ośmielą się na oczach świata zdławić polskiej niepodległości w Warszawie. Dla Józefa Stalina jednak każdy inny ruch niż komunistyczny, który opanowuje Warszawę, był wyzwaniem, łamaniem jego wielkiego planu opanowania Polski zauważył historyk.

Choć decyzja o wybuchu Powstania Warszawskiego zapadła w niezwykle trudnych okolicznościach, stolica nie była przygotowana na długotrwałe walki. Brakowało broni, amunicji i zapasów, a dowódcy musieli działać pod ogromną presją czasu oraz szybko zmieniającej się sytuacji na froncie. Z perspektywy lat łatwo oceniać te decyzje, jednak wówczas liczyły się godziny, a każda zwłoka mogła zaważyć na losach miasta i jego mieszkańców.

Warszawa nie była przygotowana na tak długie walki. Nie było broni i amunicji. Wszystko, co miała Armia Krajowa w Warszawie, jeśli policzylibyśmy na regularne wojsko, to można było uzbroić jeden pułk. Nie było przygotowania do długotrwałej walki, ale liczono na efekt propagandowy (…). To wszystko było niejasne, nieprzedyskutowane dokładnie. To często były decyzję pod presją wydarzeń. My dziś możemy to analizować, ale wtedy, kiedy decydowały godziny i minuty, to trzeba było podejmować decyzję natychmiast – akcentował gość „Aktualności dnia”.

Całą rozmowę z prof. Januszem Odziemkowskim można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj