Kolumbia: Wybory prezydenckie w atmosferze zagrożenia ze strony rebeliantów
Niedzielne wybory prezydenckie w Kolumbii odbędą się w atmosferze nasilonej działalności rebeliantów i kampanii antynarkotykowej USA. Kolumbijskie społeczeństwo podzielone jest na sympatyków obecnego, lewicowego rządu, a zwolenników reform gospodarczych i twardej walki z przestępczością.
Do głosowania dojdzie w czasie, gdy administracja prezydenta USA Donalda Trumpa stara się zwiększać swoje wpływy w Ameryce Łacińskiej, a w ramach kampanii antynarkotykowej amerykańskie wojsko atakuje łodzie przemytnicze, między innymi na Morzu Karaibskim.
Kolumbia jest trzecim państwem Ameryki Łacińskiej pod względem liczby ludności i największym na świecie producentem kokainy. Jest też jednym z nielicznych dużych krajów regionu – obok Meksyku i Brazylii – w których rządy sprawuje lewica. W ostatnich latach politycznego zwrotu na prawo dokonały między innymi Argentyna i Chile, gdzie władzę przejęli sojusznicy Trumpa. Wybory w Kolumbii zdecydują, czy dołączy ona do tego trendu.
W wyścigu startuje 14 kandydatów, ale realne szanse na zwycięstwo ma tylko troje. Liderem sondaży jest lewicowy senator Ivan Cepeda, protegowany obecnego prezydenta Gustavo Petro, który wielokrotnie otwarcie krytykował Trumpa. Cepeda zapowiada przesuwanie obciążeń podatkowych na bogatszych i kontynuację podejmowanych przez Petro prób wynegocjowania pokoju z rebeliantami.
W ostatnich tygodniach z Cepedą niemal zrównał się prawicowy prawnik Abelardo de la Espriella, który kandyduje z ramienia partii Obrońcy Ojczyzny i sam siebie nazywa „tygrysem”. Proponuje agresywną kampanię przeciwko rebeliantom i handlarzom narkotyków, wzmocnienie sił zbrojnych i budowę olbrzymich zakładów karnych, a także cięcia podatkowe w przemyśle górniczym i naftowym. By podkreślić swoje przesłanie dotyczące bezpieczeństwa, de la Espriella wygłaszał przemówienia, stojąc w kuloodpornej klatce.
Na trzecim miejscu jest senatorka Paloma Valencia z partii Centrum Demokratyczne, kierowanej przez wpływowego byłego prezydenta Alvaro Uribego. Według komentatorów reprezentuje ona bardziej tradycyjną, establishmentową prawicę. Również Valencia kładzie główny nacisk na kwestie bezpieczeństwa, zapowiadając walkę z rebeliantami, zakończenie prób negocjacji, a także cięcia podatkowe i inne reformy gospodarcze.
Według sondaży żaden z kandydatów nie może liczyć na ponad 50 proc. głosów, co dałoby mu zwycięstwo już w pierwszej turze. Druga tura, jeśli będzie potrzebna, odbędzie się 21 czerwca i zmierzą się w niej dwaj kandydaci z największym poparciem. Badania opinii publicznej sugerują, że wygrałby w niej de la Espriella.
Wzrost poparcia dla kandydatów prawicowych wiązany jest z nasileniem działalności organizacji paramilitarnych. Według ekspertów kraj mierzy się z największą falą przemocy od 2016 roku, gdy rząd podpisał porozumienie pokojowe z Rewolucyjnymi Siłami Zbrojnymi Kolumbii (FARC), które przez dziesięciolecia walczyły przeciwko kolumbijskiej armii i kontrolowały duże obszary kraju.
Niektóre frakcje FARC odmówiły jednak złożenia broni, a obecnie walczą zarówno z siłami rządowymi, jak i między sobą, rywalizując o kontrolę nad produkcją i przerzutem kokainy oraz dochody z innych nielegalnych źródeł. W tym tygodniu w walkach pomiędzy dwiema grupami wywodzącymi się z FARC zginęło w dżungli na południowym wschodzie kraju około 50 osób.
Kampania wyborcza obfitowała w przypadki przemocy politycznej. W ubiegłym roku na wiecu politycznym zastrzelono senatora Miguela Uribego, który zamierzał kandydować na prezydenta. Według prokuratury zabójstwo zleciła frakcja rebeliancka wywodząca się z FARC. W maju br. dwóch członków sztabu wyborczego de la Esprielli zostało zamordowanych, a stronnicy Cepedy informowali o próbie uprowadzenia koordynatora jego kampanii.
PAP




