fot. flickr.com

Dania nie ma rządu od 43 dni

Dotychczasowej socjaldemokratycznej premier Danii Mette Frederiksen przez 43 dni od wyborów parlamentarnych nie udało się zbudować większości. Jak zauważają w środę duńskie media, jest to najdłuższy okres bez rządu w historii kraju.

Główne negocjacje toczą się między Frederiksen a ministrem spraw zagranicznych Larsem Lokke Rasmussenem z centrowej partii Umiarkowani. Politycy wciąż nie przedstawili oficjalnie żadnej propozycji składu nowego gabinetu. Rasmussen zajęty rozmowami zrezygnował z udziału w odbywającej się w tym tygodniu w Kopenhadze Konferencji Przewodniczących Parlamentów UE.

Według agencji Ritzau najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest powołanie mniejszościowego centrolewicowego rządu. Taki gabinet byłby uzależniony w parlamencie od głosów dwóch niewielkich skrajnie lewicowych ugrupowań: Czerwono-Zielonych oraz Alternatywy.

Mniej prawdopodobny jest scenariusz rządu opartego na partiach prawicowych. Problemy ma zwłaszcza niewielka konserwatywna Partia Obywatelska, która wprowadziła czterech posłów. Dziś to ugrupowanie ma tylko jednego parlamentarzystę, jest nim jej lider Lars Boje Mathiesen. Pozostałych troje złożyło rezygnacje, pozostając posłami niezależnymi.

W wyborach 24 marca zwyciężyła Duńska Partia Socjaldemokratyczna, której liderką jest Frederiksen, ale straciła poparcie i wraz z pozostałymi ugrupowaniami lewicowymi nie ma większości. Podobnie większościowego rządu nie jest w stanie powołać prawica. Języczkiem uwagi jest niewielka partia Rasmussena.

Frederiksen i Rasmussen pełnią obowiązki w dotychczasowym rządzie, ale odchodzący gabinet nie powinien podejmować strategicznych decyzji. Duńskie media krytykują długie negocjacje, zwracają uwagę na stojące przed krajem wyzwania związane z wojną w Iranie, Ukrainie oraz napiętymi stosunkami z USA po roszczeniach prezydenta Donalda Trumpa wobec Grenlandii.

PAP

drukuj