fot. Rafał Oleksiewicz

Judo. Aleksandra Kowalewska z pierwszym w karierze złotym medalem Grand Slam

To jest największy sukces w karierze utalentowanej polskiej judoczki Aleksandry Kowalewskiej. Polka wywalczyła złoty medal podczas zawodów Grand Slam w Duszanbe. „Potrzebowałam chwili, żeby to do mnie dotarło” – przyznała 21-letnia zawodniczka, która potwierdziła, że na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles może być czołową postacią.


Aleksandra Kowalewska już wielokrotnie potwierdzała, że jest bardzo uzdolnioną judoczką i cały czas rozwija swoją karierę. Najlepszym dowodem na to był tytuł mistrzyni Polski seniorek z 2023 roku, który wywalczyła w wieku zaledwie 19 lat i jego obrona w kolejnym sezonie. Do tego dochodzą międzynarodowe sukcesy w kategoriach U-23 (jako znacznie młodsza zawodniczka) czy juniorskich.

– Czy moja kariera przebiega zgodnie z wyznaczonym planem? Myślę, że tak, chociaż wiadomo, że czasami są górki i dołki. Staram się małymi kroczkami piąć się po tych szczeblach, ale też bardziej patrzeć na całokształt. Wiadomo, że czasami coś nie wyjdzie. Taki jest sport i robię wszystko, by odnosić sukcesy – mówiła dwa lata temu po obronie tytułu mistrzyni Polski seniorek zawodniczka InPost Sport Team.

Teraz Kowalewska faktycznie spełnia marzenia. Znak o tym, że wchodzi do europejskiej czołówki, dała już w poprzednim roku, zdobywając srebrny medal zawodów European Open w Conegliano. W tym sezonie wspięła się jeszcze wyżej, bowiem w tym samym cyklu, podczas zawodów w Grodzisku Mazowieckim, już zwyciężyła w całej rywalizacji.

Okazało się, że to dopiero początek znakomitego sezonu w wykonaniu Polki. Kolejnym sprawdzianem były zawody Grand Slam w Tadżykistanie. To turniej najwyższej rangi, w którym udział bierze cała światowa czołówka. Choć Kowalewska uczestniczyła już w takich imprezach, to jeszcze nigdy wcześniej nie awansowała do bloku finałowego. Kowalewska przełamała się właśnie w Duszanbe, bowiem wygrała fazę grupową pokonując najpierw Koreankę Jiyoung Yang, a następnie Francuzkę Clemence Eme. Już sam awans do półfinału zawodów był dla niej dużym sukcesem. Potem dołożyła kolejną cegiełkę i – wygrywając przed czasem z Chorwatką Janą Cvjetko – judoczka prowadzona przez Pawła Nastulę znalazła się w wielkim finale.

fot. Rafał Oleksiewicz

W nim zadanie było najtrudniejsze, bowiem naprzeciwko Kowalewskiej stanęła doświadczona Austriaczka Michaela Polleres. To dwukrotna medalistka olimpijska oraz mistrzostw świata, które na swoim koncie ma też już wygrane w zawodach Grand Slam. Judoczka nie przestraszyła się rywalki, a ostatecznie o tym, kto wygra, miała zadecydować dogrywka. Już na jej początku Kowalewska przeprowadziła skuteczną akcję waza-ari i wywalczyła złoty medal.

– Przed walkami był to dla mnie turniej, jak każdy inny. Dopiero po wszystkim dotarło do mnie, jak dużej rangi zawody udało mi się wygrać. Jeśli chodzi o nastawienie, czułam się dobrze i wychodziłam na matę nie po samą wygraną, ale po to, żeby się bić i cieszyć judo. Turniej był wymagający, ale dałam sobie radę. To pierwszy turniej tej rangi, w którym walczyłam w bloku finałowym i muszę przyznać, że emocje, które temu towarzyszą, są ciężkie do opisania. Trochę tak, jakbym walczyła we śnie. Adrenalina była maksymalna – relacjonowała Kowalewska.

Warto przyznać, że to największy sukces Polki w karierze i pierwszy medal w cyklu Grand Slam. Kowalewska sama przyznała, że takie momenty tylko potwierdzają, że jej praca nie idzie na marne i wciąż się rozwija.

– Praca zawsze idzie do przodu, nawet kiedy nie widać jeszcze wyników i muszę przyznać, że to bywa trudne. Medal daje ogromnego kopa, ale jestem też świadoma, że sport nie zawsze tak działa. Trzeba pracować i być cierpliwym. Tu duży ukłon w stronę osób, które mnie wspierają. Bywało tak, że trener, team i rodzina mnie podnosili i widzieli efekty mojej pracy w momentach, w których sama ich nie dostrzegałam. Zawsze jest nad czym pracować, do perfekcji bardzo daleko, ale od tego jest trener. On się tym zajmuje i martwi. Ja staram się jak najlepiej wykonywać plan. Trener bardzo mnie wspiera i jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Jesteśmy dwoma burzliwymi charakterami, ale bardzo ufam jego podejściu i planowi – zaznaczyła zawodniczka prowadzona przez Pawła Nastulę.

fot. Rafał Oleksiewicz

Dzięki zwycięstwo w Duszanbe Kowalewska awansowała w światowym rankingu aż o 35 pozycji i aktualnie zajmuje w nim 19. miejsce.

Zawodniczka InPost Sport Team już w najbliższy weekend może jeszcze bardziej poprawić swoją sytuację, bowiem wystartuje w zawodach Grand Slam w Astanie.

– Lecimy dalej, bez przystanku w domu. Jak się czuję? Mniejsze kontuzje są nieodłącznym elementem sportu, ale jeśli chodzi o zapobieganie tym większym i reakcję na te mniejsze, czuję się bardzo dobrze zaopiekowana, więc nie ma z tym problemu. Jestem gotowa na kolejne zawody – zapewniła Kowalewska.

Choć do igrzysk olimpijskich w Los Angeles wciąż pozostają ponad dwa lata, to zawodniczka, której nie udało się zakwalifikować na najważniejszą imprezę czterolecia w Paryżu, na pewno będzie chciała w Stanach Zjednoczonych odegrać kluczową rolę.

– Oczywiście, że długofalowym celem są igrzyska, ale na razie staram się nie patrzeć aż tak daleko w przyszłość. W głowie mam zawsze ten najbliższy turniej, niezależnie od jego rangi – powiedziała nastroje Kowalewska.

fot. Rafał Oleksiewicz

HONEST Media Team

drukuj