fot. facebook.com/photo/?fbid=10223404431282922&set=a.1389508701689

Pos. K. Sójka o zmianie zasad finansowania nadwykonań: To jest wypychanie pacjentów do prywatnego systemu ochrony zdrowia. Ci, których będzie stać, będą szukać i posiłkować się prywatną ochroną zdrowia. Niestety będą też tacy, którzy nie będą mieli na to pieniędzy

To jest wypychanie pacjentów do prywatnego systemu ochrony zdrowia. Ci, których będzie stać, będą szukać i posiłkować się prywatną ochroną zdrowia. Niestety będą też tacy, którzy nie będą mieli na to pieniędzy. Oni będą czekać albo nie doczekają diagnostyki i włączenia leczenia – mówiła Katarzyna Sójka, poseł Prawa i Sprawiedliwości, była minister zdrowia, w programie „Polski punkt widzenia” emitowanym w TV Trwam.

Zmiana zasad finansowania nadwykonań budzi poważne obawy co do jej realnych skutków dla funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. W praktyce oznacza ona przeniesienie znacznej części ryzyka finansowego na szpitale, które już dziś działają w warunkach ograniczonych budżetów i napiętej płynności. Jeśli nadwykonania będą refundowane jedynie w 40 procentach to trudno oczekiwać, że dyrektorzy będą skłonni podejmować takie ryzyko. W konsekwencji może to doprowadzić do ograniczenia liczby wykonywanych badań i świadczeń ponad limit, co bezpośrednio odbije się na dostępności leczenia dla pacjentów

Problem polega na tym, że spowoduje to, iż szpitale nie będą wykonywać tych badań, nie będą podejmować finansowej niepewności i ryzyka braku płynności finansowej. W tej propozycji mówi się o tym, że nadwykonania będą płatne tylko 40 procent, czyli szpitale będą musiały wykombinować albo zapłacić to 60 procent. Co więcej, Narodowy Fundusz Zdrowia proponuje, że ureguluje to dopiero po roku. Efekt będzie taki, iż szpitale nie będą robić nadwykonań, bo nikt nie będzie ryzykował. Moim zdaniem tutaj nie powinno szukać się oszczędności, pieniądze na ochronę zdrowia powinny się znaleźć – zauważyła Katarzyna Sójka.

Niestety proponowane zmiany niosą ze sobą ryzyko pogłębienia nierówności w dostępie do świadczeń zdrowotnych. W praktyce mogą one prowadzić do stopniowego wypychania pacjentów z publicznego systemu ochrony zdrowia do sektora prywatnego. Osoby dysponujące odpowiednimi środkami finansowymi będą zmuszone szukać pomocy poza systemem publicznym, aby uzyskać szybszą diagnostykę i leczenie. Równocześnie istnieje duża grupa pacjentów, których na takie rozwiązania nie będzie stać. Dla nich oznacza to wydłużone oczekiwanie na świadczenia, a w skrajnych przypadkach ryzyko, że nie doczekają właściwej diagnozy i rozpoczęcia terapii.

To jest wypychanie pacjentów do prywatnego systemu ochrony zdrowia. Ci, których będzie stać, będą szukać i posiłkować się prywatną ochroną zdrowia. Niestety będą też tacy, którzy nie będą mieli na to pieniędzy. Oni będą czekać albo nie doczekają diagnostyki i włączenia leczenia – stwierdziła była minister zdrowia.

Katarzyna Sójka zauważyła, że rząd powinien mieć pełną świadomość, że za każdą nadwykonaną procedurą stoi konkretny pacjent z realnym problemem zdrowotnym. Osoba zgłaszająca się na badanie ponad ustalony limit nie jest kimś, kto wymyśla sobie chorobę czy nadużywa systemu, lecz kimś, kto potrzebuje diagnostyki i często szybkiej interwencji.

Rząd powinien rozumieć to, że pacjent, który idzie po badanie, będące już nawdykonaniem, to nie jest pacjent, który wymyślił sobie potrzebę, symuluje chorobę, to jest ktoś, kto potrzebuje diagnostyki. Wiemy, że profilaktyka jest jednym z najważniejszych elementów. Wielu pacjentów z niej nie korzysta albo, pomimo że ją stosuje, to ma potrzeby. Nawet jeśli umowa kontraktowa jest na 1000 pacjentów, a ktoś jest 1001, to trzeba mu pomóc. To nie jest ktoś, kto wymyślił sobie zjawiska chorobowe, dolegliwości i może poczekać do przyszłego roku. Chodzi o to, żeby szybko diagnozować i włączać leczenie. Podchodząc do tego ekonomicznie, to skróci pewne koszty, bo jeżeli zdiagnozujemy pacjenta wcześniej, to efekty będą szybsze i lepsze – akcentowała poseł PiS.

radiomaryja.pl

drukuj