[NASZ DZIENNIK] Dziurawe sankcje. Rosyjska ropa wciąż płynie mimo oficjalnych ograniczeń
Ograniczenia w kupowaniu u Rosjan surowców praktycznie nie istnieją. Choć Kreml zarabia mniej, to jednak dalej handluje z całym światem – czytamy w „Naszym Dzienniku”.
Świat dalej kupuje rosyjską ropę, i to w ilościach przewyższających poziom sprzed 24 lutego 2022 roku. Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA) przeanalizowało dane dotyczące sprzedaży rosyjskich paliw kopalnych. W czwartym roku wojny Rosjanie zarobili na sprzedaży ropy 193 mld euro, a więc o 27 proc. mniej niż przed wojną, są to jednak potężne wpływy. Sankcje wymusiły większe obniżki cen, ale nie zmniejszyły ogólnego wolumenu globalnego eksportu ropy naftowej z Rosji.
– Przez lata Europa pompowała miliardy w rosyjski sektor energetyczny, wzmacniając budżet Kremla. Dziś oficjalnie nakłada sankcje, a nieoficjalnie korzysta z przecenionych surowców, często poprzez pośredników. Handel nie znika, tylko zmienia trasę. To gra pozorów, w której sankcje funkcjonują równolegle z mechanizmami ich obchodzenia – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jacek Ozdoba, poseł do Parlamentu Europejskiego.
Świat udaje, że nie widzi tzw. floty cieni, a więc tankowców, które transportują ropę poza wszelkimi procedurami, a których właścicieli trudno jest zidentyfikować.
– I te statki często goszczą w portach zachodniej Europy. Od początku wznowienia wojny na Ukrainie, gdy tylko ruszyła procedura nakładania sankcji, rząd Mateusza Morawieckiego zgłaszał, że ograniczenia są dziurawe. Nie mam wątpliwości, że są one tak wprowadzane, aby dało się je obejść – tłumaczy Maciej Małecki, były wiceminister aktywów państwowych.
Przez dekady Europa była głównym odbiorcą rosyjskich surowców energetycznych. Szerokim strumieniem płynęły do nas gaz i ropa, a także tysiące wagonów z węglem. Po 24 lutego 2022 roku to się zmieniło – w wymiarze oficjalnym.
– Rosjanie mają ropę i będą ją sprzedawać. Pomimo nakładanych sankcji pozostaje to jedna z najważniejszych – a nawet najważniejsza – rubryk w ich corocznym budżecie. Bez wpływów ze sprzedaży surowców finanse tego kraju się załamią – wyjaśnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Sławomir Jankiewicz, ekonomista z Uniwersytetu WSB Merito w Poznaniu.
Rosjanie zaczęli więc szukać innych rynków – poza Europą. I je znaleźli. W ostatnim roku tylko trzy kraje – Chiny, Indie i Turcja – odpowiadały za 93 proc. rosyjskiego eksportu ropy naftowej.
– Zawsze znajdzie się ktoś, kto uzna, że interes gospodarczy jest ważniejszy niż moralność. Nawet Węgry otwarcie stawiają na własne bezpieczeństwo energetyczne i nie zamierzają rezygnować z dostaw ze Wschodu – zauważa ekonomista.
Inni wybierają drogę pośrednią.
– Indie i Chiny kupują więcej, korzystając z obniżonych cen, a następnie część surowca trafia dalej na globalny rynek. Ropa z Rosji zmienia kierunek, jest przerabiana, zmienia dokumenty, ale w efekcie nadal zasila światową gospodarkę – przyznaje ekonomista.
Odbiorca końcowy nie zadaje już pytań o jej pochodzenie. Liczy się dostępność i cena.
Dzieje się tak, bo paliwa są krwiobiegiem współczesnej cywilizacji.
– Jeśli ktoś je oferuje taniej, popyt się znajdzie. A międzynarodowa wspólnota nie wykazuje szczególnej determinacji, by całkowicie odciąć się od rosyjskich surowców. Każde państwo kalkuluje i chce zarobić – podnosi Maciej Małecki.
Nawet Stany Zjednoczone patrzą na wojnę na Ukrainie przez pryzmat własnych interesów. W ostatnich dniach amerykańska administracja wystosowała oficjalną notę dyplomatyczną, w której upomniała Kijów po ostatnich atakach ukraińskiej armii na rosyjską infrastrukturę naftową nad Morzem Czarnym w porcie w Noworosyjsku. Amerykanie zwrócili uwagę, że atak miał bezpośredni wpływ na amerykańskie inwestycje koncernu Chevron w Kazachstanie.
Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem podaje, że Rosjanie świetnie dostosowują się do nowych okoliczności politycznych i gospodarczych. I tak, gdy doszło do wysadzenia instalacji Nord Stream i większość gazu musiałaby płynąć przez terytorium Ukrainy, to rozwinięto segment handlu LNG za pomocą tankowców. Co prawda, niezakłócone są dostawy rosyjskiego gazu gazociągiem Turecki Potok (Turkish Stream), ale nie jest on w stanie przesyłać takich ilości jak infrastruktura biegnąca przez Europę Środkową i Wschodnią.
Do Europy też bardzo długo płynęła rosyjska ropa. Od stycznia do końca października 2025 roku jej import przez Słowację i Węgry wzrósł o 11 proc. rok do roku. Obecnie dostawy z tego kierunku czasowo zostały wstrzymane, gdyż – oficjalnie – w wyniku działań wojennych uszkodzono ropociąg „Przyjaźń”, łączący Syberię z krajami naszej części Europy.
– Mechanizm obchodzenia sankcji dawno przestał być marginalnym zjawiskiem. Dziś to równoległy system logistyczny, który pozwala rosyjskiej ropie krążyć po świecie mimo formalnych zakazów – ubolewa Jacek Ozdoba.
Pod fałszywą banderą
Jak wynika z analiz CREA, kluczową rolę odgrywają tankowce, często operujące pod fałszywą banderą, bardzo szybko zmieniające właścicieli, nazwy i porty rejestracyjne.
– Dopiero w czwartym roku pełnoskalowej inwazji liczba objętych restrykcjami jednostek wzrosła w jakikolwiek zauważalny sposób – akcentuje Maciej Małecki.
Łącznie sankcjami w 2025 roku objęto 312 statków, podczas gdy w pierwszych trzech latach były to 253 jednostki. Na papierze wygląda to jak postęp. Ale tak nie jest. W praktyce w tym samym czasie flota działająca pod fałszywą banderą urosła z 12 do 109 statków i działo się to w zaledwie 10 miesięcy – między styczniem a październikiem 2025 roku.
– Gdy jedna furtka się zamyka, trzy kolejne otwierają się na oścież – wyjaśnia Maciej Małecki.
Skala zjawiska przestaje być abstrakcyjna, gdy spojrzymy na liczby. W 2025 roku statki operujące pod zmienionym pochodzeniem przetransportowały przez wody Unii Europejskiej rosyjską ropę i produkty ropopochodne o szacunkowej wartości 3,1 mld euro.
– To pozwala Rosjanom dalej zarabiać pieniądze pomimo sankcji – wskazuje Jacek Ozdoba.
Analiza CREA pokazuje też, że sankcje Biura ds. Kontroli Aktywów Zagranicznych Departamentu Skarbu USA były realnie odczuwalne. Wolumen ropy transportowanej przez statki objęte tymi ograniczeniami spadł o 73 proc. w porównaniu z poprzednimi dwunastoma miesiącami. Tyle że w tym samym czasie miesięczne dostawy realizowane przez tankowce nieobjęte sankcjami wzrosły o 27 procent. Spadek w jednym segmencie został niemal mechanicznie zrekompensowany wzrostem w innym.
– Efekt tego jest taki, że Rosja utrzymuje stabilny poziom eksportu, chociaż wpływy są niższe – zaznacza prof. Sławomir Jankiewicz.
Podobny mechanizm widać w przypadku jednostek objętych restrykcjami Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Australii i Kanady. Po ich wprowadzeniu wolumen transportu spadł średnio o 22 procent. To znaczący wynik, lecz znów nie na tyle, by sparaliżować system. Część ładunków po prostu trafiła na inne statki, inne rejestry i trasy. Na rynek europejski dociera rosyjska ropa, ale pod fałszywą flagą, oficjalnie jako m.in. kazachska.
– W papierach to inny produkt, którego pochodzenie bywa trudne do zweryfikowania. Ale analizy chemiczne wskazują na pochodzenie rosyjskie – stwierdza Maciej Małecki.
Taka ropa może płynąć przez Polskę do niemieckiej rafinerii w Schwedt.
– W czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości domagaliśmy się, by Niemcy pozbyli się rosyjskich udziałów w tej instalacji i rozważyli większe wejście polskiego Orlenu. Oczywiście Berlin to blokował, bo nie chce zrywać z Rosjanami – mówi Maciej Małecki.
Działania Europy doprowadziły do spadku cen rosyjskich surowców, ale ma to swoje negatywne konsekwencje.
– Przez to Indie i Chiny kupują dużo taniej i dzięki temu mogą się dużo szybciej rozwijać. A dzisiaj to właśnie Państwo Środka jest największym rywalem Zachodu – podsumowuje prof. Sławomir Jankiewicz.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik/radiomaryja.pl
.



