„Piekło kobiet”? Rząd D. Tuska zamyka porodówki

Opozycja zaalarmowała, że resort zdrowia swoim rozporządzeniem daje zielone światło do likwidacji porodówek i cofa opiekę okołoporodową o dwadzieścia lat. Decyzji próbował bronić Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia.  

Politycy Prawa i Sprawiedliwości pytali w czwartek w Sejmie o rozporządzenie umożliwiające wprowadzenie na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych i izbach przyjęć dyżurów położnych, które będą mogły przyjmować porody. Poseł Urszula Rusecka oceniła, że mamy do czynienia z dramatem kobiet.

– Nie wyobrażamy sobie, aby kobiety mogły rodzić na SOR-ach. Do tego od grudnia 2023 roku zamknięto już 42 oddziały położnicze. Wasze obietnice wyborcze, że kobietom będzie lepiej, mają się nijak do tego, jakie piekło chcecie zgotować Polkom – akcentowała Urszula Rusecka.

Według wiceministra Tomasza Maciejewskiego rozporządzenie nie przenosi porodów na SOR, ale wprowadza wydzielone, wyposażone pokoje narodzin.

– To rozwiązanie jest wyłącznie na nagłe, rzadkie przypadki. Jest dobrowolnym rozwiązaniem w tych miejscach, gdzie nie ma oddziału położniczego lub został on zlikwidowany, zamknięty bądź przekształcony w oddział ginekologii planowej – przekonywał wiceminister zdrowia.

Tomasz Maciejewski podkreślił, że zamykanie oddziałów położniczych wynika z sytuacji demograficznej oraz decyzji samorządów.

Barbara Bartuś, poseł PiS, wskazała z kolei, że resort zamiast walczyć o to, by rodziło się więcej dzieci, daje zielone światło do likwidacji porodówek.

– Dlaczego po prostu nie dołożycie do tego, żeby oddziały położnicze, porodówki, ale przy okazji ginekologię, dofinansować, by kobiety naprawdę miały pomoc? Teraz, tym rozporządzeniem, cofacie o dwadzieścia lat opiekę okołoporodową – oceniła Barbara Bartuś.

Rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia umożliwiające przyjmowanie porodów w szpitalach bez porodówek wejdzie w życie 31 stycznia.

RIRM

drukuj