[Nasz Dziennik] MEN będzie przemycało ideologię w ramach lekcji przyrody?
Od 1 września przyszłego roku przyroda ma zastąpić biologię, chemię, fizykę i geografię. Eksperci alarmują, że spowoduje to gigantyczny spadek kompetencji i wiedzy uczniów w zakresie tych przedmiotów przyrodniczych – czytamy w „Naszym Dzienniku”.
To zresztą nie jedyne zastrzeżenia dotyczące tej zmiany. Tymczasem Ministerstwo Edukacji Narodowej, mimo że zaplanowało konsultacje społeczne w tej sprawie, które miały umożliwić wysłuchanie wszystkich opinii na temat przyrody, opublikowało właśnie podstawy programowe. Po raz kolejny zanosi się na siłowe wprowadzanie zmian w polskiej szkole, wbrew procedurom, opiniom; zmian, które uderzą w dobro dzieci.
– Perfidia ministerstwa sięgnęła zenitu. Za kilka dni ma się przecież odbyć druga część konsultacji, czyli wysłuchanie publiczne dotyczące podstaw programowych właśnie tych przedmiotów: przyrody, biologii, chemii, fizyki i geografii, które prowadzone będą w szkole podstawowej. To jest wstępna faza zbierająca głosy do tego, żeby w ogóle podejmować dyskusję z samym założeniem. Natomiast MEN właśnie opublikowało podstawy programowe jako jeden z załączników do dokumentów wykonawczych do ustawy o Prawie oświatowym. Czyli opublikowało już to założenie w wersji ostatecznej. To oznacza, że nasz głos podczas wysłuchania nie będzie miał żadnego znaczenia – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Hanna Dobrowolska, ekspert ds. oświaty.
Jak podkreśla dr Andrzej Mazan, pedagog, zmiany, które wprowadza Barbara Nowacka, wpisują się w cel, jaki sobie obrała, kiedy obejmowała stanowisko szefowej MEN.
– Ta dekonstrukcja klasycznego układu treści szkolnych poprzez likwidację biologii, chemii, fizyki i geografii na rzecz przyrody jest zobrazowaniem dekonstrukcji nauczania, czyli tego, co chce osiągnąć Barbara Nowacka. Zastępując cztery przedmioty jednym, będziemy mieć do czynienia z całkowitym rozmyciem treści. Wszystkie te działania MEN mają rzekomo pomóc uczniowi w „miłym” funkcjonowaniu w szkole. W rzeczywistości tu nawet nie chodzi o zapewnienie jego dobrego samopoczucia, ale o całkowite zepsucie systemu szkolnego, aby móc bez przeszkód wprowadzić – zamiast nauki – wyłącznie ideologię – ocenia pedagog.
Waldemar Jakubowski, szef oświatowej „Solidarności”, zapowiada w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”, że związkowcy będą apelować do prezydenta Karola Nawrockiego o zablokowanie szkodliwej ustawy.
– Jedyna nadzieja w prezydencie. Obawiamy się jednak, że minister Nowacka będzie chciała przeforsować swoje założenia poprzez rozporządzenia. Ten resort należy do najbardziej zdeterminowanych do wprowadzania ideologii – akcentuje nasz rozmówca.
Pierwsze zapowiedzi o zastąpieniu biologii, chemii, fizyki i geografii jednym przedmiotem – przyrodą – pojawiły się w ubiegłym roku. Jak każda zmiana forsowana przez Barbarę Nowacką, również ta została obudowana szumnymi zapowiedziami o jej pozytywnych efektach. Słyszeliśmy więc, że celem tej reformy jest uproszczenie nauki i skupienie się na zrozumieniu świata, a nie na zapamiętywaniu wzorów i definicji. Nowa podstawa programowa „stawia na praktyczne uczenie się przez działanie”. Uczniowie mają więc przede wszystkim: prowadzić obserwacje i doświadczenia, analizować wpływ człowieka na środowisko, uczyć się logicznego i krytycznego myślenia, łączyć wiedzę z różnych dziedzin w jeden spójny obraz świata. Co istotne, zajęcia mają odbywać się nie tylko w klasie, lecz także w terenie.
Hanna Dobrowolska przypomina, że łączenie przedmiotów, które jest jednym z elementów reformy programowej kształcenia ogólnego Reforma26 – Kompas Jutra, to nie jest polski pomysł, ale realizacja celów unijnych.
– Przyroda to przedmiot interdyscyplinarny, naśladujący podobne przedmioty, które w wielu krajach UE już przed laty zostały wdrożone. Przykładem jest przedmiot o nazwie „science”. Jak wykazały badania amerykańskie, taka próba połączenia kilku dziedzin nauki w jeden przedmiot spowodowała spadek kompetencji i wiedzy uczniów z zakresu tych przedmiotów przyrodniczych o 30 procent. Te wyniki sprawiły, że natychmiast wycofano się z tego pomysłu. A jego inicjatorzy byli przestrzegani przed rozszerzaniem takiego konceptu na klasy wyższe, właśnie ze względu na szkodliwość, na spłycenie treści, na radykalne uszczuplenie podstaw programowych z zakresu dziedzin nauk akademickich, które dysponują różnym materiałem metodycznym, różnym systemem badań i które prezentują różne punkty widzenia świata – relacjonuje.
Zwraca jednocześnie uwagę, że funkcjonowanie przyrody na pierwszym etapie nauki, czyli w klasach I.-III, a następnie rozszerzenie na klasę IV, ma na celu wprowadzenie uczniów w odmienne punkty widzenia, które potem są prezentowane na poszczególnych przedmiotach, czyli biologii, chemii, fizyce czy geografii.
Nierealne założenia
Tymczasem w planach ministerstwa jest z jednej strony wydłużenie czasu na ogólne zapoznawanie się z wiedzą przyrodniczą, a z drugiej – skrócenie czasu nauczania np. fizyki w klasach wyższych szkoły podstawowej.
– Mamy więc do czynienia z uszczuplaniem wiedzy uczniów, a nie z jej poszerzaniem. To absurd i coś, na co nie powinniśmy się godzić – stwierdza Hanna Dobrowolska.
Ekspert podnosi także inne argumenty przemawiające za dyskwalifikacją pomysłu wprowadzenia przyrody do klasy IV włącznie.
– Przyroda ma być nauczana raz w tygodniu w blokach trzygodzinnych, czyli dziecko będzie się stykało raz w tygodniu z wszystkimi tymi dziedzinami wiedzy, czyli z chemią, biologią, geografią i fizyką, a następnie przez cały tydzień nie będzie miało kontaktu z tymi dziedzinami. Poza tym zwracam uwagę na ten trzygodzinny blok, który ma sprzyjać działaniom projektowym poza terenem szkoły. Samo wyjście i dojście do szkoły zabiera dużo czasu. Z tych trzech godzin zostanie jedynie godzina na doświadczenia. Mamy więc ewidentnie do czynienia z okrojeniem materiału do przyswojenia. Mówią to sami przedmiotowcy, że godzina przyrody zamiast trzech dotychczasowych godzin pracy „rozsianych” w ciągu całego tygodnia wskazuje na absolutną zapaść w dziedzinie edukacji przyrodniczej – tłumaczy.
Wskazuje też, że założeniem realizacji przedmiotu jest prowadzenie go w pracowniach czy laboratoriach szkolnych.
– Takich pracowni w większości szkół nie ma. Dlatego to kolejny dowód na to, że proponowane podejście jest całkowicie nierealistyczne – uważa.
Nasi rozmówcy zaznaczają, że ośrodki akademickie nie kształcą specjalistów, którzy by łączyli wszystkie dziedziny współtworzące przyrodę.
– Mamy biologów, geografów, fizyków i chemików. Jeśli będziemy zmuszali biologa do uczenia geografii, to będziemy mieć do czynienia z absolutną powierzchownością nauczania – przestrzega Hanna Dobrowolska.
– I o to chodzi w tym całym projekcie zmian. Jeśli się z przedmiotu o czymś zrobi przedmiot o niczym, to mamy tu otwartą drogę do wprowadzenia ideologii. To nie są puste słowa – alarmuje dr Andrzej Mazan.
Pedagog ocenia, że połączenie czterech przedmiotów, które są przedmiotami ścisłymi, w jeden przedmiot „ogólny” wiąże się z rozmyciem zarówno treści nauczania, jak i metodologii nauczania.
– To wszystko staje się takie nieokreślone, płynne, dowolne. Bardzo łatwo wykorzystać tym samym ów przedmiot do tego, aby był nośnikiem ideologii. Nie mam wątpliwości, że przyroda będzie przedmiotem wnoszącym treści nienaukowe – przewiduje.
Zaznaczmy jeszcze, że przedmiot podzielono na 6 działów: spotkania z przyrodą – w terenie i w najbliższym otoczeniu, materia i jej przemiany w przyrodzie, organizmy i ekosystemy, planeta Ziemia i człowiek w środowisku.
– Wszystkie te działy są w istocie edukacją klimatyczną w różnych odsłonach – potwierdza Hanna Dobrowolska.
Obawy wcześniejszych rozmówców podziela Waldemar Jakubowski. Stwierdza, że zaproponowana przez Instytut Badań Edukacyjnych podstawa programowa jest sformułowana na bardzo dużym poziomie ogólności.
– I to jest celowe. Chodzi o to, aby nie można było odnosić się do konkretnych zapisów, aby nie można było wskazać konkretnych zarzutów. Wszystko więc będzie się opierało na podręcznikach, których jeszcze nie ma, i na sposobie podejścia nauczyciela. Może się też okazać, że nauczyciele nie sprostają temu interdyscyplinarnemu wyzwaniu i to może być pretekstem do zwolnień. W ich miejsce być może zostaną wprowadzeni już wprost ideolodzy, którzy będą realizować te szkodliwe pomysły – martwi się rozmówca „Naszego Dziennika”.
Przypomina tym samym, że MEN bardzo prze do możliwości zatrudniania w przedszkolach osób bez wykształcenia pedagogicznego.
– To budowanie ideologicznego zaplecza. Nie zamierzamy milczeć. Jednak wiemy doskonale, że głosy punktujące złe rozwiązania MEN-u są przez resort ignorowane. Ufamy, że prezydent zablokuje ustawę o Prawie oświatowym, w której zawarte są wszystkie forsowane zmiany – podkreśla.
Hanna Dobrowolska mówi, że cała proponowana przez rząd reforma oświaty jest wielką inżynierią społeczną.
– To jest transformacja całej oświaty, docelowo transformująca całe społeczeństwo. Świadczy o tym wszystko: układ przedmiotów, ideologiczne treści tam zawarte, podporządkowanie pewnej koncepcji, sprofilowanie ucznia. Dlatego należy się temu całkowicie i radykalnie sprzeciwić – konkluduje.
Urszula Wróbel/„Nasz Dziennik”



