Klaudia Zwolińska z trzecim medalem podczas MŚ w Australii! Tym razem wywalczyła brąz w kayak crossie
Dwa medale mistrzostw świata w slalomie kajakowym nie wystarczyły Klaudii Zwolińskiej, by w pełni spełnionej wyjechać z Penrith, gdzie odbywała się najważniejsza impreza globu. Nasza zawodniczka wywalczyła jeszcze brąz w kayak crossie i została pierwszą zawodniczką w historii, która zdobyła trzy indywidualne medale na imprezie tej rangi.
Tradycyjnie na ostatni dzień mistrzostw świata w slalomie kajakowym zaplanowano rywalizację w kayak crossie. Organizatorzy rozdzielili time trial od wyścigów w czwórkach. Próba czasowa odbyła się pierwszego dnia i choć reprezentanci Polski medali nie zdobyli, to w komplecie zakwalifikowali się do dalszej fazy. Oznaczało to, że w grze o ostatnie „krążki” w Australii pozostali Dominika Brzeska, Klaudia Zwolińska, Aleksandra Góra, Mateusz Polaczyk, Tadeusz Kuchno i Jakub Brzeziński.
Jako pierwsze w zawodach kibice mogli dopingować panie. Doskonale w preeliminacjach poradziły sobie Zwolińska i Góra, które ukończyły bieg na dwóch pierwszych miejscach. Trzecia w swoim wyścigu była natomiast Brzeska, ale w mistrzostwach świata taki rezultat jej jeszcze nie eliminował, bowiem zakwalifikowała się do repasaży.
Dłuższą drogę do biegów eliminacyjnych mieli także panowie. Polaczyk i Kuchno mieli problemy przy drugich bojach, gdzie walczyli z rywalami i ostatecznie zajęli odpowiednio trzecie i czwarte miejsce. Trzeci był też Brzeziński i mimo że otrzymał karę od sędziów, również zakwalifikował się do repasaży.
W biegu o być albo nie być dalej w zawodach Brzeska zajęła trzecie miejsce i choć polski sztab złożył protest, ponieważ biało-czerwona zawodniczka miała zostać uderzona kajakiem rywalki w głowę, za co jest wykluczenie dla atakującej, to jednak nie został on uznany. Oznaczało to, że Polka odpadła z rywalizacji. Dalej awansowało za to dwóch Polaków. Polaczyk tym razem bez problemów poradził sobie z rywalami wygrywając wyścig, a podobny scenariusz (mimo słabszego początku) zaprezentował Kuchno. Odpadł jedynie Brzeziński, który połamał wiosło i już bez możliwości walki dokończył wyścig.
W eliminacjach w doskonałym stylu do ćwierćfinału awansowała Zwolińska, która dobrze pojechała w końcówce biegu i była druga. Długo jako wiceliderka jechała też Góra, jednak ominęła jedną z bramek i musiała wrócić, by nie otrzymać kary. Nie dała rady już dogonić rywalek, więc zakończyła swój udział w MŚ.
Do ćwierćfinału awansował też Polaczyk, który jechał w biegu z mistrzem olimpijskim w kayak crossie z Paryża, Nowozelandczykiem Finnem Butcherem. Zajął drugie miejsce. Odpadł natomiast Kuchno, który zyskał jednak bezcenne doświadczenie podczas kolejnej wielkiej imprezy.
Zwolińska nie miała zamiaru zadowolić się miejscem w ćwierćfinale. To właśnie w tym biegu po raz kolejny pokazała klasę i charakter, dzięki czemu awansowała do czołowej ósemki zawodniczek na świecie. Polaczyk tym razem nie dał rady rywalom i przyjechał na trzecim miejscu, więc zakończył swój występ na ćwierćfinale.
Ale Zwolińskiej wciąż było mało! W półfinale wykorzystała swój spryt i siłę, szybko objęła drugą pozycję w wyścigu i nie oddała jej do końca. Oznaczało to, że awansowała do biegu finałowego. Medal był już o krok.
Polka napisała historię, bowiem jako pierwsza zawodniczka w historii wywalczyła trzy indywidualne medale podczas jednych mistrzostw świata. Tym razem sięgnęła po brąz, co jest kolejnym spełnieniem marzeń naszej wielkiej zawodniczki.
„Chyba przyzwyczaiłam mój team do złotych medali, bo z brązowego nikt się już tak nie cieszy. (…) Ale jestem zmęczona. Zostawiłam wszystko na tym torze. W finale wyszarpałam medal w ostatniej chwili, bo co prawda jechałam trzecia, ale Hiszpanka powoli mi go zabierała. Wykorzystałam to, że byłam dobrze przygotowana, ale gasłam im było bliżej finału. To był ciężki dzień, spałam wczoraj zaledwie kilka godzin po emocjach związanych z medalami w slalomie. Wstałam spięta z tych emocji i nie wiem, jak to wyciągnęłam, jeszcze w kayak crossie! Jestem przeszczęśliwa, a jeśli faktycznie jako pierwsza zdobyłam trzy indywidualne medale MŚ na jednej imprezie, to tym bardziej czuję dumę, że piszę historię. Teraz czas na urlop, ale krótki, bo po tygodniu wolnego się nudzę. W listopadzie wracam do roboty” – powiedziała szczęśliwa Klaudia Zwolińska.
Trener główny reprezentacji Polski, Jakub Chojnowski, mimo trudów tego sezonu, już kilka miesięcy temu podkreślał, że to właśnie w Australii nasi zawodnicy zaprezentują najwyższą formę i nie mylił się, szczególnie w przypadku Zwolińskiej.
„Klaudia zapisuje się złotymi zgłoskami nie tylko w historii polskiego, ale również światowego slalomu. (…) Mistrzostwa świata były naszą imprezą docelową, szykowaliśmy się do niej cały sezon. To właśnie w Penrith chcieliśmy uzyskać peak formy i cieszę się, że udało nam się to, a na dodatek w historyczny sposób. Możemy być zadowoleni. (…) Ale coś się kończy, a coś się zaczyna, więc niedługo zaczniemy maszerować w stronę kolejnego sezonu. (…) Na razie pocieszmy się z tego sukcesu, bo było to coś wielkiego i pięknego!” – podsumował Jakub Chonowski.
Polski Związek Kajakowy








