[Nasz Dziennik] B. Nowak: Nieprzemyślane zlikwidowanie prac domowych na poziomie szkoły podstawowej stało się dla nauczycieli poważnym problemem
Nieprzemyślane zlikwidowanie prac domowych na poziomie szkoły podstawowej stało się dla nauczycieli poważnym problemem. W tej chwili ocenianie uczniów bez ocen z prac domowych jest mocno utrudnione. Chodzi przede wszystkim o brak możliwości wymagania od uczniów samodzielnej pracy w domu. Jedną decyzją Barbary Nowackiej został mocno zaburzony cały rytm nauczania – mówiła Barbara Nowak, radna PiS, b. małopolska kurator oświaty, w rozmowie z dziennikarzem „Naszego Dziennika”. Dodała, że lewica nieustanne wywraca porządek cywilizacyjny po to, żeby wprowadzić chaos, by zrujnować wszystko, co do tej pory osiągnęliśmy, co zostało sprawdzone i jest dobre”.
Urszula Wróbel: Ministerstwo Edukacji Narodowej ma przygotować zmiany w obowiązujących przepisach w sprawie zadawania prac domowych. Wydaje się, że zmiana została wymuszona przez nauczycieli i rodziców, którzy jasno stwierdzili, że brak prac domowych został wprowadzony ze szkodą dla uczniów.
Barbara Nowak: Nieprzemyślane zlikwidowanie prac domowych na poziomie szkoły podstawowej stało się dla nauczycieli poważnym problemem. W tej chwili ocenianie uczniów bez ocen z prac domowych jest mocno utrudnione. Chodzi przede wszystkim o brak możliwości wymagania od uczniów samodzielnej pracy w domu. Jedną decyzją Barbary Nowackiej został mocno zaburzony cały rytm nauczania. Rodzice skarżą się, że trudno im przymusić dzieci do samodzielnej pracy w domu. Z kolei dzieci mówią, że przecież nikt od nich tego nie wymaga, dlatego nie widzą sensu poświęcania swojego czasu na coś, co potem nie jest sprawdzane przez nauczycieli. A zaznaczmy, że kiedy tak rozleniwione dzieci pójdą do szkoły średniej, zderzą się tam z inną rzeczywistością. Trudno w takiej sytuacji oczekiwać poradzenia sobie z przyswojeniem dużej ilości materiału. Zakaz prac domowych to nic innego jak recepta na niepowodzenia na dalszym etapie nauki.
Przypomnijmy, że Barbara Nowacka tłumaczyła niezadawanie prac domowych umożliwieniem dzieciom rozwijania swoich talentów, poświęcania się swojemu hobby, a nie przesiadywania nad lekcjami.
Okazało się jednak, że większość uczniów, którzy zostali zwolnieni z obowiązku odrabiania prac domowych, najczęściej poświęca czas na to, żeby siedzieć w internecie, przeglądać strony, które niekoniecznie powinni oglądać. To w dużej mierze nie ma nic wspólnego z rozwijaniem ich zainteresowań. A właśnie dla nauczycieli okazuje się to bardzo poważnym problemem, zwłaszcza kiedy trzeba egzekwować od uczniów wiedzę i wystawiać oceny. Przypomnę, że takie są zasady pracy w szkole. Kiedy ocen z prac domowych zwyczajnie zabrakło, nauczyciele musieli radzić sobie w inny sposób. Zaczęli zwiększać liczbę kartkówek, sprawdzianów, wszelkich prac pisemnych po to, aby na ich podstawie ocenić uczniów. A zatem okazało się, że mimo braku prac domowych uczniowie musieli uczyć się więcej, jeśli chcieli dobrze napisać kartkówki. Zarówno rodzice, nauczyciele, jak i uczniowie nie potrafią odpowiednio zafunkcjonować w tej zmienionej rzeczywistości. Wszyscy widzieli, że proces nauczania został bardzo poważnie zaburzony. I dopiero presja z każdej strony wymusza na ministerstwie odwrócenie tej decyzji, czyli powrót do prac domowych.
Istotne w tym wszystkim jest to, że jeśli nie zmieniła się formuła egzaminu końcowego, w którym jest wymóg pisemnego wypracowania, to przy braku pracy domowej, którą było np. napisanie wypracowania, uczniowie nie byli w stanie dobrze przygotować się do tego egzaminu. Jak można się nauczyć pisania wypracowań bez ćwiczeń, wprawek? Dlatego likwidacja prac domowych de facto pozbawiła ich możliwości zdania dobrze egzaminu. Ostatecznie decyzja o likwidacji prac domowych była wymierzona przeciwko uczniom.
MEN tego nie przewidziało? Przecież od samego początku eksperci przestrzegali, że aby przyswoić dany materiał, trzeba go powtarzać.
Tej ekipy w ogóle nie interesuje to, jak powinien wyglądać proces wychowania dziecka, tak aby był on najlepszy dla niego, by wspierał jego rozwój. Ta ekipa, która jest u władzy, myśli tylko o tym, żeby zgodnie z agendą lewacką zapewnić dzieciom komfortowy pobyt w szkole. Tak aby nie odczuwały stresu, nie miały żadnych trudności ani wyzwań. Najlepiej, żeby przez cały rok było przyjemnie niczym podczas wakacji. Wiemy jednak, że wykonanie zadania domowego zawsze wiąże się z pewnym trudem. Tymczasem w lewackiej agendzie jest wyraźnie powiedziane, że ma go nie być. To jest clou nowoczesnej szkoły Barbary Nowackiej, a nie kształtowanie człowieka ku dobru, prawdzie i pięknu. Oczywiście dziecko powinno mieć zapewnioną spokojną egzystencję, ale nie może to być ze szkodą dla jego rozwoju, a tym właśnie skutkuje brak zadań domowych.
Katarzyna Lubnauer zapowiada, że prace domowe wrócą, ale bez ocen. Czy to dobre rozwiązanie? Pamiętamy, jak Barbara Nowacka tłumaczyła, że nie ma zakazu prac domowych. Ona zlikwidowała jedynie ich ocenianie. Polacy źle zrozumieli jej słowa?
Polacy nie dorośli do zrozumienia mądrości pani minister – zarówno nauczyciele, rodzice, jak i uczniowie? Czyli nie jest to przyznanie się do błędnej decyzji? Trudno nadążyć za tymi tłumaczeniami. Jeśli MEN po raz kolejny chce podejmować temat obowiązkowości prac domowych w polskiej szkole, to pomysł ich przywrócenia, ale bez oceniania, jest zupełnie chybiony. Znów pojawi się wątpliwość: po co wykonywać pracę domową, jeśli nikt jej nie oceni?
Czyli wracamy do punktu wyjścia?
Tak. Dlatego trzeba przypomnieć, że te działania podejmuje się po to, aby zniszczyć polską szkołę, zepsuć polską młodzież, rozleniwić ją. Dzisiaj mamy do czynienia z pomyleniem pojęć. O tym najlepiej świadczy fakt, że Monika Horna-Cieślak, rzecznik praw dziecka, postulowała, aby w dyskusję o obowiązkowości prac domowych włączyć dzieci – to właśnie one są zainteresowane tematem, ponieważ mają te prace domowe wykonywać. Przepraszam, ale to jest wywrócenie całego porządku cywilizacyjnego. Przecież jest rzeczą oczywistą, że to dorośli są odpowiedzialni za wychowanie i rozwój młodych ludzi, są kompetentni do decydowania w tych sprawach, a nie dzieci, które jeszcze niewiele wiedzą o świecie, nie mają żadnego doświadczenia.
Czy to pomysł wprowadzenia pajdokracji?
Niestety tak. Jest to nieustanne wywracanie porządku cywilizacyjnego po to, żeby wprowadzić chaos, by zrujnować wszystko, co do tej pory osiągnęliśmy, co zostało sprawdzone i jest dobre. Tak działa lewica. Pomysł resortu edukacji o zakazie prac domowych – czy teraz „przywrócenia” prac domowych bez ocen – jest również działaniem wymierzonym przeciwko uczniom, nauczycielom, całemu społeczeństwu polskiemu i przyszłości funkcjonowania państwa polskiego. W tych antypolskich pomysłach lewica jest bardzo konsekwentna. Widać, że jest to jej najważniejszy cel, dlatego nigdy z niego nie zrezygnuje.
Dziękuję za rozmowę.
Urszula Wróbel/„Nasz Dziennik”



