Nadzwyczajny szczyt państw arabskich i muzułmańskich w Katarze
Państwa arabskie i muzułmańskie spotkały się na nadzwyczajnym szczycie kryzysowym w Katarze. Głównym tematem były relacje z Izraelem po ataku na Katar.
W ubiegłym tygodniu Izrael zaatakował Katar. Celem mieli być przebywający w Dosze przywódcy Hamasu. Atak natychmiast uruchomił falę krytyki. Atak postawił też pod znakiem zapytania proces normalizacji stosunków Izraela z krajami Zatoki Perskiej.
– Izraelska agresja nie doprowadzi do niczego innego, jak tylko porzucenia wysiłków deeskalacyjnych i potwierdzi zamiar rządu Izraela, który odrzuca pokojowe rozwiązania kwestii palestyńskiej – powiedział premier Kataru, szejk Mohammed bin Abdulrahman Al Thani.
Katar od lat odgrywa rolę pośrednika w negocjacjach pokojowych w regionie, m.in. pomiędzy afgańskimi talibami a społecznością międzynarodową w Libii czy Sudanie. Jest też bliskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i gospodarzem jednej z największych baz amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Premier Kataru podkreślił, że nie dopuści do podważania pozycji jego kraju w regionie.
– Państwo Katar nie będzie tolerować żadnego naruszenia swojej suwerenności ani zagrożenia dla swojego bezpieczeństwa narodowego – oznajmił szejk Mohammed bin Abdulrahman Al Thani.
Stany Zjednoczone, choć pozostają najbliższym sojusznikiem Izraela, musiały zareagować.
– Izrael w stosunku do Kataru musi być bardzo, bardzo ostrożny; musi coś zrobić z Hamasem, ale Katar jest wielkim sojusznikiem USA – stwierdził Donald Trump.
Do Jerozolimy przyjechał sekretarz stanu USA, Marco Rubio, który ma omówić z Benjaminem Netanjahu dalsze kroki. Według medialnych doniesień we wtorek poleci do stolicy Kataru.
– Chcę zrozumieć ich plany na przyszłość. Stało się, nie byliśmy z tego zadowoleni, prezydent też nie, ale musimy iść naprzód i zastanowić się, co dalej – powiedział amerykański sekretarz stanu.
Benjamin Netanjahu zapewniał, że obecność amerykańskiego dyplomaty jest dowodem na silne więzi między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi.
– Myślę, że jego wizyta tutaj jest świadectwem trwałości, siły sojuszu izraelsko-amerykańskiego – oznajmił premier Izraela.
Eksperci zwracają uwagę, że Waszyngton stoi przed trudnym zadaniem, gdyż musi jednocześnie utrzymać sojusz z Izraelem i naciskać na ograniczenie eskalacji w regionie. W przeciwnym razie zagrożone będą negocjacje pokojowe.
– Amerykanie rzeczywiście na Izrael będą wywierać taki wpływ, aby jednak jego polityka nie była aż tak agresywna czy też brutalna jak względem mieszkańców Gazy – mówił dr Marcin Adamczyk, politolog.
Wśród tematów poniedziałkowego spotkania przedstawicieli krajów arabskich znalazło się omówienie dokumentu podsumowującego reakcję uczestników na izraelski nalot.
– Jeśli Izrael chce zabić polityczne kierownictwo Hamasu, dlaczego prowadzi z nimi negocjacje? A jeśli chce negocjować uwolnienie zakładników, dlaczego zabija każdego, z kim mógłby negocjować? I jak mamy przyjmować w naszym kraju delegacje izraelskie na negocjacje, skoro ci, którzy je wysłali, planują zbombardować ten kraj? – pytał emir Kataru, Tamim bin Hamad Al Thani.
W szkicu rezolucji Iran wezwał wręcz do zerwania stosunków z Izraelem. Eksperci podkreślają jednak, że takie deklaracje mają przede wszystkim wymiar symboliczny.
– Dla Palestyny na pewno ma to jakieś znaczenie, ale też głównie symboliczne, tzn. pokazuje arabską solidarność w obliczu zbrodni izraelskich, z którymi mamy do czynienia – zaznaczył dr Bogdan Pliszka z Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego.
Benjamin Netanjahu nie uznaje nalotu na Katar za porażkę. Nie wykluczył on także kolejnych ataków na liderów Hamasu – bez względu na to, gdzie się znajdują.
TV Trwam News



