fot. PAP/Paweł Supernak

Upolityczniona prokuratura nie potrafi uzasadnić zarzutów wobec Mariusza Błaszczaka

Prokuratura nie potrafi uzasadnić zarzutów wobec byłego ministra obrony narodowej, Mariusza Błaszczaka. Akt oskarżenia za odtajnienie dokumentów trafił już do sądu.

O skierowaniu do sądu aktu oskarżenia wobec byłego ministra obrony narodowej, Mariusza Błaszczaka, poinformowała prokurator Alicja Szelągowska.

– Przekroczył swoje uprawnienia w celu osiągnięcia korzyści osobistych dla partii Prawo i Sprawiedliwość polegające na zniesieniu klauzuli ściśle tajne oraz tajne z fragmentów planu użycia sił zbrojnych „Warta” – mówiła prokurator Alicja Szelągowska.

Zarzutu są zaskakujące, bo prokuratura stawiając je, jednocześnie potwierdza, że Mariusz Błaszczak miał do prawo odtajnić te dokumenty.

– W całości te dokumenty miał prawo, bo korzystał, bo miał kompetencje do takiego uczynienia, ale można to ocenić, że zrobił to bezrefleksyjnie w tym momencie – przekazała prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

 Każde kolejne pytanie dziennikarzy pogrążało prokuraturę. Alicja Szelągowska przyznała, że odtajnione materiały miały charakter archiwalny.

– Z tego co mi zauważa, że to było archiwalne plan, ale nie była zdjęta klauzula absolutnie tajności (…). Pan minister mógł zdjąć. Mógł bo posiadał kompetencje – oznajmiła prok. Alicja Szelągowska.

Sprzeczność goniła sprzeczność. Prokurator raz mówiła, iż były to plany archiwalne, a później że bieżące, nie potrafiła też wskazać, na czym polegało niebezpieczeństwo wynikające z ujawnienia tych dokumentów.

– Ośmieszenie na arenie międzynarodowej Polski i ujawnienie przeciwnikom, ewentualnym przeciwnikom planów strategicznych – przekonywała prokurator Alicja Szelągowska.

Po czym prokurator przyznała, że tajna strategia była zupełnie inna niż to, co ujawnił Mariusz Błaszczak.

– Przedstawione, wyrwane z kontekstu zostały te plany. Oczywiście, bo cała dokumentacja, która jest też tajna, zupełnie inne strategie przedstawia – mówiła.

Na ławie oskarżonych zasiądzie też m.in. obecny szef BBN, prof. Sławomir Cenckiewicz.

– Próbują atakować pana profesora Cenckiewicza tylko za to, że pokazywał prawne o patologiach rządów Tuska przed 2015 rokiem, o tym resecie rosyjskim, o tym jak Tusk akceptował współpracę służb Polski ze służbami rosyjskimi. To jest z jednej strony atak za to, co robił, z drugiej strony myślę, że jednak obawa przed tym, co pan profesor Cenckiewicz może zrobić jako szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, mając dostęp do informacji tajnych – zauważył minister Zbigniew Bogucki, szef KPRP.

 Szef kancelarii prezydenta odniósł się też do zarzutów stawianych wobec Mariusza Błaszczaka.

– Jest ścigany za co? Za to, że pokazał prawdę, że tamten rząd miał taką alternatywę, żeby bronić Polski nie od pierwszego centymetra polskiej granicy wschodniej czy zachodniej, każdy inny, tylko od linii Wisły. To znaczy, że ci ruscy barbarzyńcy, których widzieliśmy w Irpieniu, Buczy, a my mamy to swoje doświadczenie na przykład Katynia, mogliby właściwie połowę Polski zająć, dopiero wtedy oni zdecydowaliby się na obronę. Coś absolutnie skandalicznego. To pokazuje, że mamy do czynienia z ludźmi absolutnie bezwzględnymi, którzy chcą ukryć prawdę o swoich winach – podsumował min. Zbigniew Bogucki.

Mariusz Błaszczak i Sławomir Cenckiewicz mówią wprost, że zarzuty to polityczna zemsta. Co więcej, prokuratura nie potrafi ich w żaden sposób uzasadnić.

TV Trwam News

drukuj