Pos. Z. Kuźmiuk: Stan finansów publicznych jest w złym stanie. Od momentu objęcia władzy przez „Koalicję 13 grudnia” jesteśmy najszybciej zadłużającym się państwem pośród 27 krajów Unii Europejskiej
Stan finansów publicznych jest w złym stanie, żeby nie powiedzieć mocniej, dramatycznym. Od momentu objęcia władzy przez „Koalicję 13 grudnia” jesteśmy najszybciej zadłużającym się państwem pośród 27 krajów Unii Europejskiej. W 2024 roku deficyt budżetu państwa zamknął się astronomiczną kwotą 211 miliardów złotych. Poza budżetem były także zaciągane zobowiązania. W związku z tym dług publiczny liczony metodą unijną wzrósł aż o 320 miliardów złotych, czyli rósł w tempie 900 milionów złotych dziennie. W pierwszej połowie tego roku rósł już w tempie miliard złotych dziennie, a więc kula śniegowa długu publicznego przyśpiesza – mówił dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł Prawa i Sprawiedliwości, ekonomista, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.
Stan finansów publicznych w Polsce budzi coraz większy niepokój. Dane za 2024 rok pokazują gwałtowny wzrost zadłużenia i rekordowy deficyt budżetowy, co plasuje Polskę na pierwszym miejscu wśród państw Unii Europejskiej pod względem tempa zadłużania. Rząd, mimo wcześniejszych zapewnień o odpowiedzialnej polityce fiskalnej, już po półroczu zmaga się z poważnym brakiem środków w budżecie. W najbliższych tygodniach możliwa jest jego nowelizacja, która może oznaczać albo dalsze zwiększenie deficytu, albo konieczność drastycznych cięć w wydatkach.
– Stan finansów publicznych jest w złym stanie, żeby nie powiedzieć mocniej, dramatycznym. Od momentu objęcia władzy przez „Koalicję 13 grudnia” jesteśmy najszybciej zadłużającym się państwem pośród 27 krajów Unii Europejskiej. W 2024 roku deficyt budżetu państwa zamknął się astronomiczną kwotą 211 miliardów złotych. Poza budżetem były także zaciągane zobowiązania. W związku z tym dług publiczny liczony metodą unijną wzrósł aż o 320 miliardów złotych, czyli rósł w tempie 900 milionów złotych dziennie. W pierwszej połowie tego roku rósł już w tempie miliard złotych dziennie, a więc kula śniegowa długu publicznego przyśpiesza. Koalicja rządząca uchwaliła na ten rok budżet z deficytem w wysokości prawie 290 miliardów złotych. Co więcej, po półroczu wszystko wskazuje na to, że w budżecie brakuje już jednomiesięcznych dochodów. Wszystko wskazuje na to, iż minister będzie musiał nowelizować budżet i przyznać się do braku kilkudziesięciu miliardów i albo zaproponuje zwiększenie deficytu budżetowego, jeśli będzie chciał realizować wszystkie wydatki, albo będzie musiał drastycznie obciąć jakieś kategorie wydatków – powiedział dr Zbigniew Kuźmiuk.
Dane dotyczące wpływów budżetowych za ubiegły rok, zwłaszcza z tytułu VAT, pokazują poważne braki, które przywodzą na myśl sytuację sprzed lat, gdy tolerowano zjawisko unikania opodatkowania. W Krajowej Administracji Skarbowej narasta chaos kadrowy i brak profesjonalizmu, co przekłada się na obniżoną skuteczność działania. Wszystko to budzi uzasadnione obawy o powrót do politycznego przyzwolenia na niepłacenie podatków, co bezpośrednio przekłada się na wzrost deficytu i zadłużenia państwa.
– Zaczęła się polityczna zgoda na niepłacenie podatków. Skoro po 11 miesiącach poprzedniego roku okazało się, że brakuje 56 miliardów złotych dochodów budżetowych, w tym 30 miliardów złotych z VAT, to oznacza, iż wróciły pewne złe tendencje z lat 2008-2015, kiedy panowało polityczne przyzwolenie na niepłacenie podatków. Szef największego związku zawodowego, Krajowej Administracji Skarbowej, co rusz publikuje na jednym z portali społecznościowych opinie mówiące wprost, że jeżeli chodzi o stanowiska kierownicze w KAS, to obejmują je ludzie niekompetentni. To powoduje, że pracownicy szeregowi niespecjalnie są zainteresowani wyjątkowo wydajną pracą, co więcej, popełniane są poważne błędy, jeżeli chodzi o tych, którzy nie płacą podatków. Tak wygląda polityczne przyzwolenie. Ono oczywiście nie jest powszechne, bo jak rozumiem, chodzi o bliskich i znajomych, którzy wiedzą, iż za tej kadencji podatków płacić nie muszą. To w oczywisty sposób zamienia się na coraz większe deficyty budżetowe, a w konsekwencji rosnący dług publiczny – zauważył poseł PiS.
Sytuacja budżetowa Polski zaczyna budzić coraz większe zaniepokojenie na rynkach światowych. Inwestorzy uważnie śledzą działania rządu i przygotowania do projektu budżetu na 2026 rok. Jeśli, zgodnie z przewidywaniami, dokument ten przewidywać będzie jeszcze większy deficyt, to Polska może wciąż pozyskiwać finansowanie, ale na znacznie gorszych warunkach. Wyższe koszty obsługi długu staną się realnym obciążeniem dla finansów publicznych.
– Rynki obserwują to, co się dzieje w Polsce. Jeżeli do końca września rząd położy na stole projekt budżetu na 2026 roku z jeszcze większym deficytem, a na to wszystko wskazuje, to oznacza, że inwestorzy będą w prawdzie dalej Polsce pożyczać, ale już nie na tych warunkach, jak do tej pory. Za zaciąganie długu będziemy musieli zapłacić znacznie więcej niż dotychczas – wyjaśnił polityk.
Business Insider opublikował artykuł z chwytliwym tytułem „Tak tanio jeszcze nie było”, odnosząc się do spadku cen niektórych warzyw i owoców. Przekaz ten został szybko podchwycony przez rządzących jako dowód na skuteczną walkę z inflacją. W rzeczywistości jednak ogólny poziom cen nadal rośnie, jedynie tempo tego wzrostu nieco wyhamowało. Dla większości Polaków, którzy codziennie robią zakupy, takie komunikaty brzmią jak oderwana od realiów propaganda, bo ceny wielu podstawowych produktów wciąż rosną z miesiąca na miesiąc.
– Inflacja w lipcu była niższa, niż to było w czerwcu i wyniosła 3,1 proc. To jednak nie oznacza, że ceny spadają. Ceny rosną, tylko wolniej niż do tej pory. Jedyne ceny, które z rokiem poprzednim są trochę niższe, to są ceny owoców i warzyw. Tak się składa, iż latem mamy zbiory, jest też tani import z zagranicy i ceny na niektóre rodzaje owoców i warzyw są trochę niższe niż w poprzednim roku. Stąd wziął się tytuł w Business Insider napisany wielką czcionką. Politycy Platformy Obywatelskiej stwierdzili, że należy go promować, sugerując, iż za ich rządów ceny spadają. Tego rodzaju promocja o charakterze propagandowym niesłychanie irytuje Polaków. Wystarczy porozmawiać z ludźmi. Oni chodzą do sklepu i widzą, że ceny z miesiąca na miesiąc są wyższe, a nie niższe. Promocja takich tekstów jest tępą propagandą, która przynosi odmienny skutek od zamierzonego – akcentował ekonomista.
Całą rozmowę z dr. Zbigniewem Kuźmiukiem można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl



