Polacy boją się podwyżek cen za ciepłą wodę i ogrzewanie. Z końcem czerwca przestały obowiązywać rządowe dopłaty
Rachunki za ogrzewanie i ciepłą wodę dla co czwartego Polaka mogą być znacznie wyższe, w skrajnych przypadkach nawet o 80 procent. Samorządowcy apelują do rządu o utrzymanie dopłat gwarantujących niższe ceny ciepła. Resort energii pracuje nad bonem ciepłowniczym, ale nie ma na to pieniędzy.
Z końcem czerwca przestały obowiązywać rządowe dopłaty do cen ciepła i do ciepłej wody. Od lipca więc osoby, które mają ogrzewanie z lokalnych ciepłowni, będą płacić większe rachunki za podgrzaną wodę, a po rozpoczęciu sezonu grzewczego zapłacimy więcej za ciepłe kaloryfery. To znacznie uderzy w budżety domowe.
– Dalsze pogłębienie biedy, bieda, a jeszcze nie mówiąc o emerytach – mówił mieszkaniec Polski.
– Ciężko leki kupić, inne rzeczy i jedzenie też – dodała mieszkanka naszego kraju.
Podwyżki ciepła i ciepłej wody mogą sięgnąć od 20 do nawet 80 procent. Dlaczego taka podwyżka? Wiele ciepłowni w 2022 r. po rozpoczęciu wojny na Ukrainie podpisało długoterminowe kontrakty na gaz i węgiel, po ekstremalnie wysokich cenach i teraz trzeba za to płacić. W trudnej sytuacji są szczególnie mieszkańcy Śląska. Prezydent Rudy Śląskiej, Michał Pierończyk, obawia się, że znaczne podwyżki dotkną co najmniej 70 tys. mieszkańców. Dla mieszkania o powierzchni 60 m kwadratowych podwyżka może sięgnąć nawet 600 złotych.
„Apelujemy do ministra energii o osłony, dalsze mrożenie cen i włączenie ministra aktywów państwowych w arbitraż ws. ceny gazu” – napisał na platformie X Michał Pierończyk, prezydent Rudy Śląskiej.
30.06 wygasło „zamrożenie” cen energii cieplnej. 70 tys. lokatorów Rudy Śl. czekają podwyżki. Apelujemy do Ministra Energii o osłony, dalsze mrożenie cen i włączenie Ministra Aktywów Państwowych w arbitraż ws ceny gazu.Stosowne pismo zostało oficjalnie skierowane do Ministerstwa. pic.twitter.com/6AzlStZveq
— Michał Pierończyk (@PieronczykRSL) July 31, 2025
Do lipca rząd dopłacał do ciepła systemowego, ale już nie chce wydawać na ten cel pieniędzy. Od 2022 roku wsparcie do ciepła kosztowało budżet państwa prawie dziewięć i pół mld złotych. Minister energii, Miłosz Motyka, wylicza, że utrzymanie dopłat do końca tego roku kosztowałoby kolejne półtora miliarda. Polityk przypomina, iż ministerstwo klimatu przygotowało projekt w sprawie wprowadzenia bonu ciepłowniczego.
– Będą decyzje w tym zakresie w ciągu najbliższych kilku tygodni, żeby rozwiązać tę kwestię systemowo, nie tylko na okres grzewczy, przełomu 2025-2026, ale też na rok 2026 – zapewniał Miłosz Motyka, minister energii.
Wsparcie ma trafić do gospodarstw domowych dotkniętych podwyżkami i będzie uzależnione od dochodu. Szczegółów jeszcze nie ma. Co zaskakujące, projekt nie oznacza, że bon na pewno się pojawi. Resort energii nie wyliczył jeszcze kosztów bonu i nie porozumiał się z Ministerstwem Finansów w sprawie zagwarantowania odpowiednich środków. Wsparcie jest potrzebne, ale rozmowy mogą być trudne, zważywszy na rekordowy deficyt budżetu państwa – mówił ekonomista, Krystian Mieszkała.
– Trudno powiedzieć, skąd rząd te środki weźmie, ponieważ boryka się z trudnościami, zadłuża nas, Polaków – zauważył dr Krystian Mieszkała.
Ceny ciepła i energii sukcesywnie rosną głównie z powodu polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Ceny podbija system handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych ETS. Dodatkowo w 2027 r. wejdzie w życie ETS2, czyli kolejny podatek. Wyższe ceny za ciepło mogą nie być jedynym zmartwieniem Polaków. Z końcem września zakończy się mrożenie cen prądu.
– Dzisiaj płacimy ok. złotówki za kWh, a jeżeliby znikła tarcza, to będzie ok. złotych pięćdziesiąt, co spowoduje bardzo drastyczny wzrost cen energii – zwrócił uwagę dr Krystian Mieszkała, ekonomista.
Rząd chce przedłużyć mrożenie cen prądu do końca roku. Jednak posłowie PiS złożyli swój projekt ustawy przedłużający wsparcie do końca 2026 roku.
TV Trwam News



