„Nasz Dziennik”: „Koalicja 13 grudnia” blokuje procedowanie projektu nowelizacji ustawy o IPN oraz Kodeksu karnego penalizującego tzw. kłamstwo wołyńskie i gloryfikowanie banderyzmu
„Koalicja 13 grudnia” blokuje procedowanie projektu nowelizacji ustawy o IPN oraz Kodeksu karnego penalizującego tzw. kłamstwo wołyńskie i gloryfikowanie banderyzmu. W sejmowej zamrażarce projekt leży już pół roku – napisał red. Rafał Stefaniuk z „Naszego Dziennika”.
Pół roku. Tyle właśnie leży w sejmowej zamrażarce projekt nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej oraz Kodeksu karnego złożony przez posłów PiS.
„To jedno z najważniejszych i najbardziej potrzebnych działań legislacyjnych ostatnich lat, które ma przywrócić elementarną sprawiedliwość historyczną i postawić tamę fałszowaniu prawdy o zbrodniach ludobójstwa dokonanych na Polakach przez Ukraińców” – informuje „Nasz Dziennik” dr Marcin Romanowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Pierwsze czytanie projektu ustawy odbyło się 6 lutego 2025 r. Mimo prób natychmiastowego skierowania projektu do drugiego czytania ostatecznie trafił on do prac w Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, gdzie pozostaje zamrożony – wbrew wcześniejszym zapewnieniom marszałka Sejmu, że żadne projekty nie będą blokowane.
„Projekt znajduje się na etapie prac komisyjnych po pierwszym czytaniu. Zgodnie z regulaminem Sejmu pracami komisji kieruje jej prezydium, m.in. opracowując projekty planów pracy komisji oraz ustalając terminy i porządek dzienny posiedzeń” – odpowiada na pytania „Naszego Dziennika” Biuro Obsługi Medialnej Kancelarii Sejmu.
„Ubolewam nad tym, że Szymon Hołownia nie jest w stanie spełnić swojej podstawowej obietnicy: usunięcia z Sejmu zamrażarki projektów. Polska tych rozwiązań potrzebuje, bo problem promocji banderyzmu i kłamstwa wołyńskiego jest coraz bardziej widoczny” – wskazuje prof. Mieczysław Ryba, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.
Projekt nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej oraz Kodeksu karnego – złożony przez posłów Prawa i Sprawiedliwości w grudniu zeszłego roku – od pół roku tkwi w sejmowej zamrażarce. Nie z powodu zawiłości prawnych, nie z braku ekspertyz, lecz z czystej politycznej kalkulacji.
Projekt jest krótki, klarowny i jednoznaczny – zawiera zaledwie dwa przepisy. Propozycja nowelizacji mówi wprost o penalizacji tzw. kłamstwa wołyńskiego, czyli publicznego zaprzeczania, umniejszania lub relatywizowania zbrodni popełnionych przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) oraz inne formacje kolaborujące z III Rzeszą.
„Zmiana w Kodeksie karnym zakłada z kolei wprowadzenie karalności propagowania ideologii banderowskiej jako jednej z form totalitaryzmu, porównywalnej z nazizmem, faszyzmem czy komunizmem” – podkreśla dr Marcin Romanowski.
Szczególnie istotne są przepisy penalizujące zaprzeczanie ludobójstwu na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej – zbrodni, której ofiarą padło co najmniej 100 tys. Polaków, a także m.in. Żydów, Czechów czy Ormian. Intencją projektu jest, by „kłamstwo wołyńskie” było ścigane z taką samą determinacją jak „kłamstwo oświęcimskie”.
„Jeśli naprawdę wierzymy, że prawda ma znaczenie, to nie możemy stosować podwójnych standardów. Albo traktujemy wszystkie ludobójstwa z jednakową powagą, albo tylko udajemy, że historia nas czegoś nauczyła” – wskazuje prof. Mieczysław Ryba.
Gloryfikowanie zbrodniarzy
Nie ma wątpliwości, że brak zdecydowanej reakcji państwa polskiego na publiczne fałszowanie historii i na systematyczne gloryfikowanie zbrodniarzy przez część elit ukraińskich to akt lekceważenia pamięci o pomordowanych Polakach.
„Nic dziwnego, że projekt został zaatakowany przez posłów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy, którzy – zasłaniając się wątpliwym >>interesem międzynarodowym<< – próbowali przedstawiać go jako rzekomą prowokację lub przeszkodę w relacjach z Ukrainą” – stwierdza dr Marcin Romanowski.
I nie ma w tym żadnej przesady – mówimy o rozwiązaniu absolutnie koniecznym, regulującym sferę, którą polskie prawo omija z niezrozumiałą ostrożnością.
„Chodzi przecież o nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – o coś, co już raz przeszło przez Sejm, zostało podpisane przez prezydenta Andrzeja Dudę, a mimo to trafiło do Trybunału Konstytucyjnego. Ten zaś, nie wiedzieć czemu, uznał przepisy za niezgodne z Ustawą Zasadniczą” – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Tomasz Rzymkowski, były członek Krajowej Rady Sądownictwa, były poseł Ruchu Kukiz15.
W styczniu 2018 r. przyjęto nowelizację ustawy o IPN, która wywołała spór z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi, bo karała za przypisywanie Polsce lub narodowi polskiemu współudziału w zbrodniach, których dopuściła się III Rzesza podczas II wojny światowej. W nowelizacji ujęto także przepisy – przygotowane przez dr. Tomasza Rzymkowskiego i Ruch Kukiz15. – odnoszące się do karania – do 3 lat – za zaprzeczanie zbrodniom „ukraińskich nacjonalistów” z lat 1925-1950, popełnionych m.in. w kolaboracji z III Rzeszą. Jak zawarto w przepisach: chodzi o eksterminację ludności żydowskiej oraz ludobójstwo na obywatelach II Rzeczypospolitej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Prezydent Andrzej Duda co prawda podpisał ustawę, ale natychmiast wniósł do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie jej zgodności z ustawą zasadniczą. Następnie, 17 stycznia 2019 r., Trybunał Konstytucyjny orzekł, że użyte w ustawie o IPN słowa: „ukraińscy nacjonaliści” oraz „Małopolska Wschodnia”, nie zostały zdefiniowane przez ustawodawcę. To – w ocenie TK – może doprowadzić do tego, że organa ścigania i sądy mogłyby mierzyć się z poważnymi problemami dotyczącymi ustalenia zakresu odpowiedzialności karnej. Co więcej, TK stwierdził, że nie da się jednoznacznie zrekonstruować znaczenia obu tych pojęć.
„Nie można zaprzeczyć, że orzeczenie TK z 2019 r. sparaliżowało działania organów ścigania. Dzisiaj prokuratorzy nie chcą ryzykować, nie chcą zajmować się katami tzw. kłamstwa wołyńskiego lub propagowania banderyzmu – bo przecież Trybunał powiedział, że nie wolno, a kolejne większości sejmowe nie były zainteresowane zajmowaniem się tą sprawą. To absurd, który blokuje skuteczną walkę z jawną gloryfikacją zbrodniczej ideologii” – akcentuje dr Tomasz Rzymkowski.
Złożony w grudniu 2024 r. i zamrożony w lutym 2025 r. projekt nie zawiera pojęć, które TK uznał za wątpliwe. Nawiązuje on m.in. do zbrodni członków i współpracowników Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Bandery (OUN-B) i Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA) oraz innych ukraińskich formacji kolaborujących z III Rzeszą Niemiecką. Wskazuje ona też, że OUN-UPA doprowadziła do ludobójstwa na Wołyniu i w sąsiednich regionach w latach 1943-1945.
Propozycja zmian spotkała się z ostrą krytyką przedstawicieli koalicji rządowej. Poseł KO, Iwona Karolewska, grzmiała, że jeżeli dojdzie do przyjęcia przedłożonych zmian, to te mogą negatywnie wpłynąć na negocjacje z Ukrainą dotyczące ekshumacji ofiar ludobójstwa wołyńskiego.
„Od kilkudziesięciu lat próbujemy z Ukraińcami rozmawiać delikatnie, z empatią, nieustannie ustępując, bo >>oni teraz cierpią z rąk Rosjan<<. Ale prawda jest taka, że bez stanowczości nie ruszymy z miejsca” – wskazuje prof. Mieczysław Ryba.
Blokowanie czy atakowanie takich rozwiązań jest nie tylko przejawem skrajnej ignorancji, ale też stanowi próbę rozbrojenia Polski z jedynego narzędzia obrony prawdy i godności narodowej.
„Jeśli dla obecnej większości rządzącej relacje z Ukrainą mają być budowane na kłamstwie i politycznym relatywizmie, jest to nie tylko zdrada wobec rodzin ofiar, lecz także kapitulancka polityka historyczna” – zwraca uwagę dr Marcin Romanowski.
Promocja ideologii Bandery to dzisiaj w Polsce realny problem.
„I to poważny. Gdy składaliśmy nasz projekt, czyli w 2017 r., zjawisko wydawało się marginalne. Ale już wtedy w akademikach – szczególnie tam, gdzie mieszkali młodzi Ukraińcy studiujący czy pracujący w Polsce – pojawiały się czerwono-czarne flagi, portrety Stefana Bandery, symbole OUN-UPA. Były w oknach, na ścianach, w internecie. Były też krzyki na ulicach i napisy na murach” – alarmuje dr Tomasz Rzymkowski.
Teraz, gdy do Polski przybyły miliony Ukraińców – uciekających przed wojną, ale też zdrowych, młodych mężczyzn, którzy chcą uniknąć poboru – hasła gloryfikujące zbrodniarzy są coraz bardziej powszechne. Tak jak np. w Gdańsku – o czym informował „Nasz Dziennik – gdzie grupa młodych Ukraińców na ulicach wznosiła hasła banderowskie. Sprawą zajęła się policja.
„Co z tym zrobi marszałek Szymon Hołownia? Zapowiadał przecież, że pod jego przewodnictwem w Sejmie nie będzie żadnych >>zamrażarek<<. Tymczasem ten projekt już pół roku tkwi w szufladzie. Przeszedł pierwsze czytanie, trafił do Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka i… cisza – zaznacza rozmówca „Naszego Dziennika”.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik/radiomaryja.pl




