Porażka Lewicy ws. płacy minimalnej
Nic nie wskazuje na to, by rząd próbował zmienić swoją propozycję w sprawie minimalnego wynagrodzenia. W ocenie „Solidarności” jest ona za niska, bo nie nadąża za inflacją. Lewica, która kieruje resortem pracy, poniosła porażkę. Nie przekonała do swoich racji Ministerstwa Finansów, a co za tym idzie – w oczach własnych wyborów może zostać uznana za nieskuteczną.
Rząd proponuje, by od 1 stycznia płaca minimalna w Polsce wyniosła 4806 zł brutto. Oferta trafiła na Radę Dialogu Społecznego. Nie doszło jednak do porozumienia pracodawców i związków zawodowych, dlatego to do rządu będzie należała ostateczna decyzja. Ma na nią czas do 15 września.
– Rząd gwarantuje, że te płace nie będą niższe niż wzrost cen, bo taka jest funkcja waloryzacji, czy też podnoszenia płacy minimalnej – mówiła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, minister rodziny, pracy i polityki społecznej.
Propozycja rządowa przewiduje 3-procentową podwyżkę. Bartłomiej Mickiewicz z „Solidarności” podkreśla, że rządowa propozycja nie nadąża za inflacją.
– Nie jest to żaden wzrost, nie jest to nawet rekompensata wzrostu kosztów życia, który obserwujemy teraz – oznajmił.
Od stycznia inflacja utrzymuje się powyżej 4 proc.
– Po podwyżce, tutaj tej proponowanej przez rząd, nasze minimalne wynagrodzenie będzie realnie wynagrodzeniem niższym niż wynagrodzenie rok temu – zwrócił uwagę prof. Wojciech Piontek, ekonomista.
Prof. Wojciech Piontek tłumaczy, że płaca minimalna ma wpływ na budżet. Jej niski wzrost będzie hamował konsumpcję, a stąd biorą się wpływy do państwowej kasy. Związkowcy proponowali 5 tys. 15 zł minimalnej pensji od stycznia. Tyle też początkowo chciało ministerstwo rodziny, ale natrafiło na opór resortu finansów. Lewica, która rządzi w resorcie, chciała też powiązania płacy minimalnej z przeciętnym wynagrodzeniem. Tego do tej pory nie zrobiła. I jest daleko od 60-procentowego progu, o którym mówiła minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Dlatego właśnie Lewica, by mieć się czym pochwalić, forsuje inną ustawę, nad którą pracuje Sejm.
– Dotyczącej wliczania do stażu pracy lat przepracowanych przy prowadzeniu własnej działalności gospodarczej lub na umowie zlecenie – mówiła Magdalena Biejat, wicemarszałek Senatu.
Nowa regulacja wpłynie na długość urlopu czy okres wypowiedzenia. W sierpniu kierująca resortem rodziny Lewica planuje rozpocząć pilotaż skróconego czasu pracy. Firmy, które zgłoszą się do udziału w programie, mają same ustalić, czy dla wydajności pracy pracownik ma pracować jeden dzień mniej w tygodniu, czy na przykład krócej o dwie godziny dziennie. Dr Jakub Koper podkreśla, że to wszystko niewiele w porównaniu z przedwyborczymi deklaracjami Lewicy. Socjolog zauważa, że na drodze koalicjantom stanął premier Tusk.
– Donald Tusk mówi Lewicy: nic wam nie mogę dać. Jedyne co mogę wam zaoferować, to wyśmianie was po prostu i powiedzenie, że jesteście nieskuteczni – ocenił dr Jakub Koper.
„Solidarność” ma pretensje do rządu o to, jak wygląda dialog społeczny. Według Bartłomieja Mickiewicza to wyłącznie dialog pozorowany, a na Radzie Dialogu Społecznego nie ma miejsca na negocjacje.
– Oczywiście rozmawiamy, oczywiście argumenty jakieś mamy, ale realizowane jest to w sposób, który jest założony wcześniej – podkreślił.
Związkowców niepokoi zwłaszcza fala zwolnień grupowych i jej wzrost, co – jak alarmują – pozostaje bez reakcji obozu władzy.
TV Trwam News



