fot. PAP/EPA

Tysiące osób na ulicach Paryża. Okazali wsparcie Marine Le Pen

Tysiące osób wyszły na ulice Paryża, by okazać wsparcie Marine Le Pen, wykluczonej z najbliższych wyborów prezydenckich we Francji.

31 marca Marine Le Pen i dwudziestu działaczy jej partii usłyszeli wyroki. Paryski sąd uznał ich za winnych przywłaszczenia funduszy Parlamentu Europejskiego. Wykluczył też Le Pen z wyścigu prezydenckiego w 2027 roku.

– Nie prosimy o to, by być ponad prawem, ale by nie być poniżej prawa – zaznaczyła Marine Le Pen.

Marine Le Pen odwołała się od decyzji sądu. Termin rozpatrzenia apelacji został wyznaczony na przyszły rok.

– Nigdy nie ulegniemy temu naruszeniu demokracji. Wykorzystamy wszelkie dostępne środki prawne, aby móc uczestniczyć w tych wyborach prezydenckich – podkreśliła.

Polityczne napięcie przeniosło się na ulice. Protestujący, którym na ulicach Paryża towarzyszyła Marine Le Pen, domagali się przejrzystości w życiu publicznym. Wykluczenie ich kandydatki odczytują jako zawłaszczanie demokracji.

– Istnieją pewne niejasne obszary, które należy wyjaśnić – wskazała protestująca.

– Ten wyrok usuwa kandydata z następnych wyborów. Dla mnie to naprawdę problematyczne – mówił protestujący.

Jeśli Le Pen nie wystartuje w wyborach, może zastąpić ją jej bliski współpracownik Jordan Bardella.

Wiele wskazuje na to, że we Francji realizowany jest scenariusz rumuński. Tam również wykorzystano sądy, by najpierw unieważnić pierwszą turę wyborów prezydenckich, a później – z ponownego startu – wykluczono jej zwycięzcę Călina Georgescu. Zastąpił go George Simion, który ma poparcie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

TV Trwam News

drukuj