Rosnące bezrobocie znakiem rządów Donalda Tuska?
Pod koniec ubiegłego roku bezrobocie w naszym kraju przekroczyło poziom 5 procent. Rządzący mówią o normalnym wzroście wywołanym mniejszym sezonowym zatrudnieniem. Pojawiają się jednak obawy, że może to być początek złego trendu, z którym mieliśmy do czynienia za poprzednich rządów Donalda Tuska.
W ostatnich latach bezrobocie w Polsce malało lub utrzymywało się na stałym, niskim poziomie. W grudniu stopa bezrobocia wzrosła o 0,1 punktu procentowego w porównaniu do listopada. Liczba osób bezrobotnych wzrosła o blisko 12 tys. osób. Według rządzących nie zapowiada to problemów i wynika z sezonowych wahań.
– Nie przypuszczam, żeby to był jakiś trend wzrostowy, dlatego że na polskim rynku pracy brakuje około mln rąk do pracy – powiedziała poseł Anita Kucharska-Dziedzic z Lewicy.
Ogólnopolski poziom bezrobocia nie odzwierciedla jednak sytuacji w poszczególnych regionach kraju. Są miejsca, gdzie bezrobocie przekracza już 20 procent, na przykład w powiecie brzozowskim na Podkarpaciu czy szydłowieckim na Mazowszu. Sytuację pogarszają masowe zwolnienia.
– To dotyczy niedużych przedsiębiorstw, ale także dużych spółek Skarbu Państwa, żeby wymienić tutaj chociażby PKP Cargo czy Pocztę Polską. To są naprawdę drastyczne zwolnienia – wskazał poseł Zbigniew Kuźmiuk z Prawa i Sprawiedliwości.
W Poczcie Polskiej pracę straci nawet 8,5 tys. osób. Około 350 osób zwolni firma meblowa Black Red White w zakładach w Przeworsku, Biłgoraju i Mielcu. Firmy przegrywają walkę z kosztami działalności – zauważył poseł Krzysztof Mulawa z Konfederacji.
– Polskie przedsiębiorstwa funkcjonują w trudnych warunkach. ETS działa, działa nieodpowiedzialna polityka polskich polityków. (…) Energia co raz więcej kosztuje Polaków, ale również firmy – wyliczał poseł Krzysztof Mulawa.
Główny Urząd Statystyczny wskazał na spadającą liczbę miejsc pracy. W urzędach pracy w grudniu było ich 13 tysięcy mniej niż w listopadzie. Rynek pracy odzwierciedla sytuację polskiej gospodarki – analizował ekonomista dr Jarosław Wąsowicz z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.
– To już może być niepokojący indykator dość negatywnych zmian sytuacji na rynku pracy. Jednocześnie patrząc na to, że liczba osób bezrobotnych wzrosła i liczba osób zatrudnionych spadła – wskazał dr Jarosław Wąsowicz.
Liczba bezrobotnych rośnie, mimo że z rynku pracy odchodzi coraz więcej osób przechodzących na emeryturę. Wiek emerytalny osiągają ludzie z wyżów demograficznych. Równocześnie na polski rynek pracy weszli migranci, m.in. z Ukrainy, którzy są chętnie zatrudniani.
– Tym bardziej można podejrzewać, że zwyżka bezrobocia dokładnie ich dotyczy. (…) Uchodźcy są zatrudniani bardzo chętnie ze względu na to, że nie oczekują zbyt dużych pensji – powiedział socjolog, dr Jerzy Żurko.
Rosnące bezrobocie będzie najmocniej uderzać w młodych ludzi. Jeśli nie będą mieli możliwości zatrudnia w ojczyźnie, będą szukali pracy zagranicą.
TV Trwam News



