fot. PAP/Rafał Guz

Forsowany przez Lewicę projekt dotyczący tzw. związków partnerskich sprzeczny z art. 18 Konstytucji RP. Ministerstwo Sprawiedliwości i RPO alarmują, że przepisy będą stanowiły pole do nadużyć  

Mnożą się zastrzeżenia do projektu ustawy o tzw. związkach partnerskich, który zgłosiła związana z Lewicą minister ds. równości. Resort sprawiedliwości i Rzecznik Praw Obywatelskich ostrzegają, że łatwość w zawieraniu i rozwiązywaniu takich związków będzie wiązała się z nadużyciami.

Regulacje, jakie zgłosiła minister Katarzyna Kotula z Lewicy, przewidują zawieranie tzw. związków partnerskich przez osoby przeciwnej i tej samej płci, co – jak tłumaczył Aleksander Jankowski, prawnik – stoi w sprzeczności z Konstytucją RP.

– Nie bez powodu art. 18 czy artykuł definiujący w naszym systemie prawnym, czym jest instytucja małżeństwa, jest zawarty w pierwszej części, wśród zapisów najważniejszych dla ustroju RP – podkreślił Aleksander Jankowski.

Artykuł osiemnasty Konstytucji RP wskazuje, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny jest pod ochroną i opieką państwa. Projekt przygotowany przez resort ds. równości przywileje przysługujące rodzinie przerzuca m.in. na związki osób tej samej płci. Czyni z nich instytucję, w której dwie osoby mogą korzystać z praw do tej pory zarezerwowanych dla małżeństw. Tzw. związek partnerski nie ma być jednak związkiem trwałym, dlatego mnożą się zastrzeżenia, jakie do projektu minister Katarzyny Kotuli zgłosił m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich.

Jak wyliczył „Dziennik Gazeta Prawna”, według prof. Marcina Wiącka związek będzie równie łatwo zawrzeć, co rozwiązać, a to z kolei stawia znak zapytania, czy ma on służyć budowaniu trwałych więzi, czy innym celom, np. finansowym. Na takie wykorzystanie przepisów wskazał prof. Marcin Szewczak.

– Jako furtkę do różnego rodzaju obchodzenia kwestii ekonomicznych, finansowych czy też podatkowych – wyjaśnił prof. Marcin Szewczak.

Zastrzeżenia w tej sprawie podziela resort sprawiedliwości. W uwagach ministerstwa czytamy wprost, że przepisanie na tzw. związek partnerski przywilejów, z których korzystały dotąd wyłącznie małżeństwa, może prowadzić do nadużyć. Lewica tych uwag nie odczytuje jednak jako kompromitację własnej inicjatywy.

Jeżeli coś trzeba będzie uszczegółowić, to będzie uszczegółowione, jeżeli coś trzeba odeprzeć, jakieś zarzuty, to pani minister będzie to robiła – zapewnił  poseł Lewicy, Tomasz Trela. 

Poseł Mariusz Witczak z Koalicji Obywatelskiej przekonywał, iż jego ugrupowanie dalej jest zdeterminowane, by przyjąć ustawę.

– Jeżeli istnieją jakieś wątpliwości formalno-prawne, to od tego jest parlament, żeby je wyjaśniać czy naprawiać – zaznaczył Mariusz Witczak.

Poseł Żaneta Cwalina-Śliwowska z Polski 2050 zaakcentowała, iż oczekuje, że ostateczny kształt przepisów rozwieje obawy o nadużywanie prawa.

– Ale również będzie też właśnie stawiał na takie bezpieczniki – wskazała.

Poseł PiS, dr Zbigniew Kuźmiuk, liczy, że determinację Platformy i Lewicy ostudzą koalicjanci.

– Domaganie się praw dla tego rodzaju związków takich praw, jakie w konstytucji ma rodzina, choćby z tego powodu jest po prostu złamaniem konstytucji – zauważył Zbigniew Kuźmiuk.

Zwolennicy formalizacji związków osób tej samej płci mieli pełne usta haseł o potrzebie bezpieczeństwa: prawnego, ekonomicznego, zdrowotnego. Te hasła w pył rozbijają jednak zapisy projektu, które wskazują na dużą łatwość w rozwiązaniu takiego związku.

Prof. Marcin Szewczak, prawnik, tłumaczył, że współczesna lewica sięga po ludzkie emocje, by realizować własną agendę.

– Znacznie łatwiej będzie tak naprawdę ten związek rozwiązać, więc nie będzie on żadnym gwarantem stabilności dla tych osób – podkreślił prof. Marcin Szewczak.

Na razie w rządzie nie wypracowano projektu, który miałby poparcie wszystkich koalicjantów. Najwięcej wątpliwości zgłaszało PSL.

TV Trwam News

drukuj