fot. flickr.com

[NASZ DZIENNIK] Świat wraca do węgla

Węgiel przeżywa renesans. Światowe zużycie surowca w 2024 r. osiągnęło rekordowy poziom – 8,77 mld ton. Jeszcze nigdy świat tak szeroko nie używał węgla jak właśnie teraz – zwraca uwagę red. Rafał Stefaniuk na łamach „Naszego Dziennika”.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) opublikowała badanie dotyczące wykorzystania czarnego złota w 2024 r. Jego zużycie osiągnęło rekordowy poziom – 8,77 mld ton przy 8,53 mld ton rok wcześniej.

– Węgiel, mimo że w Europie został uznany za paliwo przeszłości, pozostaje fundamentem teraźniejszości i przyszłości w wielu krajach Ameryki, Afryki czy Azji. Ich głód energii jest nie do zaspokojenia, a droga ku lepszemu życiu wiedzie wprost przez kopalnie. Będzie to więc surowiec, który na lata zdominuje systemy energetyczne i gospodarcze – mówi „Naszemu Dziennikowi” prof. Władysław Mielczarski, ekspert do spraw energetyki Politechniki Łódzkiej.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosło zużycie węgla w przemyśle, ale to energetyka jest tą dziedziną życia, która stoi za sukcesem węgla. Wytwarzanie energii elektrycznej z węgla w tym roku ma osiągnąć rekordowy poziom aż 10,700 terawatogodzin (TWh).

– Ale to dopiero początek, bo w przyszłym roku ten poziom znowu wzrośnie. Problem dotyka również Polskę i tkwi w tym, że nikt – ani politycy u władzy, ani opozycja – nie wyciąga wniosków z tych danych. Węgiel jest najlepszym i może być najtańszym źródłem produkcji energii – wskazuje Kazimierz Grajcarek, były przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”.

Zużycie węgla sięgnie rekordowych poziomów w kilku krajach. Jeszcze w tym roku w Chinach ma wzrosnąć do poziomu 4,9 mld ton. Z kolei w Indiach do 1,3 mld ton. Aż 30 proc. światowego spalania węgla ma miejsce w chińskich elektrowniach.

– Europa, zapatrzona w swoje ideologiczne postulaty dekarbonizacji, znajduje się na kursie kolizyjnym z rzeczywistością. Ceny podstawowych dóbr uzależnione są od kosztów produkcji. Energetyka węglowa, mimo jej demonizacji, pozostaje jedną z najtańszych i najstabilniejszych form pozyskiwania energii – zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Zbigniew Krysiak, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej.

Unia Europejska stoi dziś na krawędzi.

– Jeśli Europa się nie przebudzi, grozi jej rola marginalnego gracza na światowej scenie gospodarczej, zdominowanej przez azjatyckie i amerykańskie potęgi. Tylko przemyślana i elastyczna polityka energetyczna może temu zapobiec – zwraca uwagę prof. Zbigniew Krysiak.

Gdy praktycznie cały świat szeroko korzysta z węgla, gospodarki krajów Unii Europejskiej systematycznie od niego odchodzą. IEA wykazuje, że w 2024 r. popyt na węgiel spadł w UE o 12 proc. Ten sam raport udowadnia, że Europejczycy działają wbrew światowym trendom. Szczyt zużycia węgla – w ocenie IEA – ma zostać osiągnięty już w 2027 r. Wówczas zużyte ma zostać 8,87 mld ton węgla. Później węgiel miałby być stopniowo zastępowany przez OZE.

– Data, na którą stawia IEA, jest mało realna. Szczyt wzrostu zapotrzebowania na węgiel jeszcze długo przed nami – wskazuje Kazimierz Grajcarek.

Zmniejszenie zapotrzebowania na węgiel pojawi się, ale – w ocenie naszego rozmówcy – nie będzie ono spowodowane rozwojem OZE.

– Oczywiście możliwe jest ograniczenie konsumpcji węgla, ale tylko dzięki poprawie sprawności energetycznej elektrowni. Obecnie węgiel jest wykorzystywany z efektywnością na poziomie 48 proc., a nowe technologie laboratoryjne pozwalają na osiągnięcie nawet 62 proc. – tłumaczy ekspert.

Jednak osiągnięcie sprawności na poziomie 70 proc. czy więcej wymaga jeszcze lat pracy.

– Jeżeli zwiększymy efektywność spalania węgla, to i jego ilość potrzebna do wyprodukowania taniej energii będzie dużo niższa. To będzie klucz do odgadnięcia zagadki, dlaczego świat potrzebuje mniejszych ilości węgla – podnosi Kazimierz Grajcarek.

Mimo wszystko pełna efektywność, sięgająca 100 proc., jest niemożliwa.

– To oznacza, że choć technologia może zmniejszyć zapotrzebowanie na węgiel, redukcja ta będzie ograniczona – podkreśla były przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”.

Nowe elektrownie węglowe

Mocno na rozwój spalania węgla stawiają rozwijające się gospodarki: Indie, Wietnam czy Indonezja. Za rozwojem technologii węglowej będą stały Chiny, które konsekwentnie wzmacniają tę część energetyki.

– W Chinach i krajach Azji Południowo-Wschodniej w trakcie budowy znajduje się obecnie około 400 elektrowni węglowych, a kolejne 500 czeka na pozwolenia. Łącznie daje to niemal tysiąc projektów w różnym stadium realizacji – podkreśla prof. Władysław Mielczarski.

Chińczycy wprowadzają te jednostki do eksploatacji w zawrotnym tempie. W Polsce budowa jednej elektrowni węglowej zajmowała kiedyś 5-6 lat. W Chinach podobne obiekty powstają w czasie o połowę krótszym.

– W efekcie w ciągu kilku najbliższych lat te nowe zakłady zaczną wytwarzać energię i zwiększą zapotrzebowanie na węgiel, co może podnieść globalne zużycie do 9, a może nawet 10 mld ton rocznie. Pogłoski o zmierzchu węgla są więc mocno przesadzone – zaznacza ekspert do spraw energetyki Politechniki Łódzkiej.

Jeśli spojrzymy na dynamikę budowy nowych elektrowni węglowych w Azji, widać, że trend jest nie do zatrzymania.

– Głównym czynnikiem hamującym zużycie i wydobycie węgla będzie nie tyle rozwój OZE, ile raczej naturalne nasycenie przemysłów wymagających dużych ilości energii. Wzrost gospodarczy w Azji charakteryzuje się etapowością – od przemysłu energochłonnego po bardziej zaawansowane sektory usługowe, które są mniej zależne od paliw kopalnych – stwierdza prof. Władysław Mielczarski.

W Polsce sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Pozbawiani taniej energii, musimy zmierzyć się z realnym zagrożeniem utraty konkurencyjności gospodarczej.

– Polska, podążając ślepo za unijnymi wytycznymi, ryzykuje sprowadzenie się do roli konsumenta produktów z importu. Już teraz obserwujemy, jak firmy europejskie, w tym niemieckie, zaczynają przenosić swoje fabryki do Azji czy obu Ameryk. Ten trend będzie się nasilał – biznes nie pozwoli sobie na bankructwo w imię ideologii – prognozuje prof. Zbigniew Krysiak.

W Azji podejście do odnawialnych źródeł energii różni się znacząco od ideologicznego modelu znanego z Europy.

– Tam nie buduje się instalacji OZE po to, by zastąpić węgiel, ale tam, gdzie jest to ekonomicznie uzasadnione – na przykład w regionach, gdzie budowa konwencjonalnych elektrowni lub sieci przesyłowych jest nieopłacalna – wyjaśnia prof. Władysław Mielczarski.

Warto pamiętać, że geografia Azji różni się od Europy – Chiny to obszar kilkukrotnie większy, z rozległymi, słabo zaludnionymi terenami na zachodzie. W takich miejscach OZE stają się uzupełnieniem systemu, a nie jego fundamentem.

Brama do przyszłości

Rozwój gospodarczy w Azji Południowej to jedno z największych wyzwań i paradoksów współczesnego świata. Z jednej strony obserwujemy tam dynamiczne postępy w dziedzinie technologii i infrastruktury, z drugiej – miliony ludzi wciąż pozostają w biedzie, a ich aspiracje nie pozwalają na zastój.

– Węgiel jest dla tych społeczeństw bramą do przyszłości, kluczem do poprawy warunków życia. Jest to najprostszy, najtańszy i najszybszy sposób, by zasilić ich gospodarki – zauważa prof. Władysław Mielczarski.

W 2024 r. pobity zostanie także inny ważny rekord. Świat przekroczy nieosiągalny dotychczas poziom produkcji węgla – 9 mld ton!

– Społeczeństwa wielu państw, liczące setki milionów ludzi – w Indiach ponad 1,4 mld, a w Indonezji ok. 275 mln – pragną lepszego życia. A poprawa warunków bytowych jest bezpośrednio związana ze wzrostem zapotrzebowania na energię. I tę energię trzeba wytworzyć, niezależnie od kosztów – akcentuje rozmówca.

 

Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik

drukuj