fot. PAP/EPA

Kiedy wspólnota zamienia się w sektę?

Aby dołączyć do grupy stanowiącej sektę, nie trzeba odchodzić od Kościoła. Czasem dążenie do pogłębiania wiary może prowadzić na manowce, gdy wspólnota, do której trafi katolik, zaczyna izolować się od innych wiernych czy kontestować władzę kościelną i duchownych. Jak rozpoznać, czy wspólnota, do której należymy my lub ktoś nam bliski, ma cechy sekty?

W ostatnich latach w Kościele katolickim możemy zaobserwować niepokojącą tendencję. Mowa o niebezpiecznych zachowaniach i postawach rodzących się wewnątrz wspólnot wiernych. Tego rodzaju skrajności dotyczą m.in. pojmowania ważnych spraw w Kościele, takich jak dogmaty. Są to problemy, które znamy już z pierwszych wieków Kościoła, a które dziś wracają w nowej odsłonie. Warto podkreślić, że nawet praktykujący regularnie katolik jest narażony na różnego rodzaju pokusy negowania nauki Kościoła – czy to w zakresie praktyki, czy doktryny wiary.

Jeśli chodzi o sekty powstające wewnątrz Kościoła, obecnie możemy zauważyć dwa istotne prądy: nurt pentekostalny, ekstatyczny i bardzo emocjonalny oraz nurt skrajnie konserwatywny, podważający postanowienia Soboru Watykańskiego II i niemal go odrzucający w całości. Czasem dochodzi do dziwnego połączenia obu tych kierunków.

Pentekostalizm to ruch zielonoświątkowy zakorzeniony w ewangelikalnym kościele protestanckim (baptyzmie) i skupiający się w sposób nadzwyczajny na znaczeniu darów Ducha Świętego. Chodzi o dary prorokowania, uzdrawiania chorych, nakładania rąk, ale także mówienia językami, uleganiu różnego rodzaju stanom ekstatycznym, które ogarniają uczestników kultu. Ruch ten, cechujący się także spontanicznymi tańcami i śpiewem oraz żarliwymi modlitwami, narodził się na początku ubiegłego stulecia w Stanach Zjednoczonych w środowiskach emigrantów i szybko rozprzestrzenił się w całym świecie. Obecnie liczy on kilkanaście milionów wyznawców, których spotkamy także w Polsce.

Do uczestnictwa w praktykach tego rodzaju wspólnot może zachęcać fakt, iż współczesny człowiek otoczony jest przez technologie, które redukują kontakty interpersonalne. Ponadto wielu z nas – także katolików – nie znajdując zaspokojenia pewnych swoich potrzeb wspólnotowych i emocjonalnych na gruncie parafii, pragnie je odnaleźć w innych miejscach.

Warto przy tym zaznaczyć, że tego rodzaju sposób przeżywania wiary oferują też wspólnoty pozostające w pełnej jedności z Kościołem i jego dogmatami, takie jak Odnowa w Duchu Świętym. Warto jednak zwrócić uwagę, że długotrwałe uczestnictwo w takim ruchu – zwłaszcza gdy zaznaczają się w nim jakieś nieprawidłowości – może kierować duchowość jego członków w niewłaściwą stronę.

Uczestnicy takiego ruchu z czasem mogą zacząć bagatelizować znaczenie dogmatów, a także szukać różnego rodzaju doznań i wrażeń, chociażby w ruchach ezoterycznych czy new age, które nierzadko charakteryzuje pewien rys chrześcijański i nie muszą one otwarcie kontestować nauki Kościoła czy być wprost antykatolickie. Zaczynają oni wówczas funkcjonować w obszarach tzw. duchowości pogranicza, formalnie nie porzucając Kościoła, choć na różne sposoby kontestują niektóre zachowania czy katolickie myślenie, zwłaszcza na gruncie etyki i moralności czy nauk eschatologicznych, przyjmując np. doktrynę o wędrówce dusz.

Genezę współczesnych sekt w Kościele można odnaleźć w kontestacji Soboru Watykańskiego II i w jego błędnych interpretacjach. Chodzi tu zarówno o skrajny modernizm (w tym przedstawione wcześniej tendencje pentekostalne), jak i skrajny tradycjonalizm. Ten drugi ruch skupiony jest przede wszystkim wokół uznawania Mszy św. w rycie rzymskim (tzw. Mszy trydenckiej) za jedyną godną (a niekiedy nawet jedyną ważną) formę sprawowania liturgii.

Uczestnicy tego rodzaju grup szukają jeszcze bardziej skrajnych postaw i mogą kierować swoją uwagę oraz zainteresowanie w stronę przekazów i środowisk skupionych wokół duchownych wykluczonych z Kościoła, reprezentujących skrajne nauczanie. Możemy tutaj wspomnieć np. o księdzu Piotrze Natanku, który jest doktorem habilitowanym, wykształconym w teologii, a jednak obecnie znajduje się poza Kościołem.

Warto podkreślić, że sekty o których mowa, z reguły nie przejawiają tendencji odstępczych od samego początku. Przekształcanie się wspólnoty w sektę następuje stopniowo. Warto zwracać uwagę na  „czerwone flagi”, jakie mogą uświadomić, iż wspólnota, do której należymy my lub nasi bliscy, ma cechy grupy destrukcyjnej.

Przede wszystkim należy zwracać uwagę na to czy grupy – nawet w Kościele – nie prowadzi zbyt ekscentryczny lider, który wpływa na członków wspólnoty i to w sposób przekraczający przypisane mu kompetencje.

W sektach takich charyzmatycznych liderów określa się zaczerpniętym z religii orientalnych terminem guru. Cechy guru może przejawiać również kapłan. Jednak duchowni katoliccy funkcjonują w silnie określonej hierarchii i porządku, dlatego jeśli z czasem wykazują oznaki nieposłuszeństwa wobec przełożonych, powinno stanowić to dla nas wyraźny znak alarmowy.

Innym symptomem tego, że mamy do czynienia z czymś, co przypomina sektę, jest zamykanie się grupy nie tylko na resztę społeczeństwa, ale nawet na pozostałych członków własnej parafii.

Warto również zwracać uwagę na zachowanie osób przynależących do takiej wspólnoty, np. na to, czy nie zmienia się ich mentalność, osobowość, sposób myślenia, recepcja świata; jaki sposób myślenia i zachowania reprezentowały one wcześniej, nim trafiły do swojej grupy oraz kim stały się te osoby, kiedy już całkowicie do niej się ograniczyły? Inną „czerwoną flagą” jest przekonanie, że tylko ich wspólnota jest „jedyną słuszną”.

Oznacza to nadmiarowe podkreślanie faktu posiadania zdobycia własnej prawdy i wyjątkowych tajemnic na temat życia. Przypomina to rodzaj manichejskiego oglądu rzeczywistości, czyli dualizmu świata, podziału na strefę światła i strefę ciemności. Co prawda dogmat kościelny brzmi: „Extra Ecclesiam nulla salus” – „Poza Kościołem nie ma zbawienia” i jako takiego nie wolno go podważać, jednak w opisywanym przypadku chodzi o nadmiarowe, wręcz łączące się z pewnym rodzajem agresji, podkreślanie, iż „prawda jest tu, gdzie ja jestem”. Nie ma to już wiele wspólnego ani z Kościołem powszechnym, ani z nauką Chrystusa, gdyż wiemy, że ewangeliczne nauczanie nie pokrywa się z taką postawą.

Takie zachowania powodują, że członkowie opisywanej wspólnoty zaczynają odcinać się (co ważne: słowo „sekta” pochodzi od łacińskiego „sequor”, oznaczającego właśnie „odcinać się”) nawet od współmałżonków czy dzieci, co w efekcie powoduje rozłamy w całych rodzinach.

Podejmując tematykę sekt rodzących się w Kościele, należy także zwrócić uwagę na towarzyszące im niekiedy tzw. objawienia (w dobie internetu popularyzowane na szeroką skalę), często niepotwierdzone lub odrzucone przez Kościół. Dla zwolenników tego typu treści informacja o tym, że Kościół nie akceptuje pewnych przekazów nawołujących do określonych zachowań, właściwie nie ma znaczenia. Ulegający im wybierają własną drogę.  Dotyczy to także różnego rodzaju objawień prywatnych, które z definicji stanowią szczególne orędzie Boga manifestujące się w świecie, odczytywane w kontekście indywidualnym, ograniczone do rozważań prywatnych dla tych, do których zostało skierowane. Oznacza to, że objawienia prywatne mogą wciąż trwać. Natomiast objawienie publiczne Kościół traktuje jako wiążące dla wszystkich wierzących katolików, Kościół naucza, iż objawienie publiczne zostało zakończone wraz ze śmiercią ostatniego apostoła (Sobór Watykański II, Dei Verbum 4). Jest ono zakończone, ponieważ zrealizowało się poprzez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Wszelkie sensacyjne treści przedstawiane jako rzekome objawienia (nierzadko niezgodne z nauką Kościoła) służą skupieniu uwagi nie na Bogu, ale na osobie, która je przedstawia, w szczególności za pośrednictwem podcastów, tekstów lub materiałów wideo zamieszczanych w internecie.

Pojawia się zatem pytanie, jak rozmawiać z osobą, która może jeszcze nie jest we wspólnocie, jaka ma cechy sekty, ale wykazuje zainteresowanie skrajnymi prądami duchowości na gruncie chrześcijaństwa. Zasady są podobne jak w przypadku [dyskusji z wyznawcami teorii spiskowych].

Należy pamiętać, że każdy rozmówca wymaga indywidualnego podejścia. Nie należy być zatem natarczywym i forsować swoich racji za wszelką cenę. Raczej należy takiej osobie towarzyszyć, starać się być z nią blisko, prowadzić dialog.  Przede wszystkim jednak powinniśmy zadawać pytania: „Dlaczego tego słuchasz? W czym znajdujesz konkretne przekazy, szczególnie ciekawe dla ciebie? Dlaczego uważasz, że to jest ważne?”. Podejście autorytatywne, pouczające, traktujące rozmówcę z góry, nie przyniesie efektu. Jednocześnie należy cały czas pogłębiać własną wiedzę teologiczną i formację wewnętrzną, bo tylko wtedy rozmówca przyjmie naszą argumentację i będzie nas odbierał jako osobę wiarygodną.

Należy natomiast zdecydowanie reagować, kiedy ktoś nagle zaczyna odcinać się od dotychczasowego otoczenia, od rodziny i przyjaciół, a szuka kręgu nowopoznanych osób, które mają na niego duży wpływ i to wpływ niepokojący.

Pamiętajmy, by w pogłębianiu naszej relacji z Bogiem nie zapominać o zdrowym rozsądku oraz o depozycie wiary Kościoła katolickiego.

Szymon Górko/radiomaryja.pl

drukuj