fot. PAP/Maciej Kulczyński

Powodzianie dalej czekają na pomoc ze strony rządu „Koalicji 13 grudnia”

Wiele rodzin z terenów dotkniętych powodzią nadal czeka na odszkodowania obiecane przez liberalno-lewicowy rząd. Powodzianie przyznali w rozmowie z TV Trwam, że nie otrzymali odszkodowań na odbudowę domu do 200 tysięcy złotych. Każdy dzień zwłoki rządu powoduje, że mieszkańcy południa Polski mogą spędzić nadchodzącą zimę w nieludzkich warunkach.

Minęły dwa miesiące od opadnięcia wielkiej wody na południu Polski. Powodzianie każdego dnia walczą o odbudowę swojego dobytku.

– Musimy usunąć wszystko, co było w domu, usunąć błoto, szlam z domu, skuć tynki, żeby już ściany się suszyły – mówiła Agnieszka Sękowska, mieszkanka Lądka-Zdroju.

Każdy dzień zwłoki jest ze szkodą dla powodzian. Zima już za pasem, a wiele osób z zalanych terenów dostało od rządu tylko pomoc doraźną, czyli po osiem tysięcy zł pomocy doraźnej i do dwóch tys. zł na ogrzewanie.

Codziennie czekamy na informacje o uruchomieniu głównych środków – podkreślił Arkadiusz Rakowiecki, mieszkaniec Lądka-Zdroju.

– Czekamy w dalszym ciągu na rządowe pieniądze, na 200 tys. złotych na odbudowę – wskazał Arkadiusz Rakowiecki.

Wypłata do 200 tysięcy złotych na odbudowę domu jest uzależniona od innej rzeczy – wiele poszkodowanych rodzin z Lądka-Zdroju i okolic czeka na decyzję tamtejszych Wód Polskich. Instytucja musi zadecydować, czy mieszkańcy będą mogli odbudować się w tym samym miejscu, czy czeka ich przesiedlenie.

Ta decyzja nie nadchodzi od dwóch miesięcy, co powoduje złość u powodzian.

– Dom stoi przecież i można go odratować albo i nie, ale musimy wiedzieć, co dalej robić – oznajmił Arkadiusz Rakowiecki.

– My nie wiemy nadal, czy dostaniemy pieniądze na odbudowę domu, czy będziemy wywłaszczani z tego terenu. To jest dla nas najważniejsze, to kluczowa sprawa – dodała Agnieszka Sękowska.

Na szybkie i zdecydowane działania rządzących czekają także przedsiębiorcy z zalanych terenów. Pan Andrzej, właściciel noclegowni z Nowej Morawy, za otrzymane pieniądze zdołał jedynie zburzyć pozostałości pensjonatu i przywrócić działkę do stanu sprzed powodzi. Przedsiębiorca zwrócił uwagę na zawiłą biurokrację i szczątkową pomoc.

– Jako firma dostaliśmy tylko 12 tys. złotych, ale pod warunkiem prowadzenia działalności przez sześć miesięcy. Tyle tylko, że nasza działalność w tym momencie nie przynosi żadnego zysku, bo obiekty są zniszczone – stwierdził Andrzej Szczygieł.

Telewizja Trwam zapytała w ratuszu Stronia Śląskiego, jak idzie wypłata największych obiecanych świadczeń pomocowych od rządu, czyli do 200 tys. zł na odbudowę budynku mieszkalnego i do 100 tys. zł na odbudowę budynku gospodarczego.

– Mamy zrealizowane 130 decyzji na bodajże 450 wniosków. Co ważne, wszystkie nieruchomości mają sporządzone protokoły, więc to jest już tylko kwestia wydania decyzji – mówił Lech Kawecki, zastępca burmistrza Stronia Śląskiego.

Sfrustrowani powodzianie patrzą w stronę Marcina Kierwińskiego, czyli ministra odpowiedzialnego za odbudowę terenów popowodziowych. Z kolei minister Marcin Kierwiński i minister Tomasz Siemoniak winą za zaniedbania i opóźnione wypłaty obarczają wojewodów z województwa śląskiego i dolnośląskiego. Z informacji medialnych wynika, że ministrowie mieli wezwać samorządowców na tzw. dywanik i domagać się od nich przyspieszenia wypłat odszkodowań.

Katarzyna Piekarska, poseł KO, broniła swoich partyjnych kolegów.

– To, że i minister Kierwiński, i minister Siemoniak się spotykają z wojewodami, gdzie wydarzyła się ta tragedia, a więc na obszarze tych województw, to to nie jest nic takiego i nie widzę w tym nic dziwnego – powiedziała poseł Katarzyna Piekarska.

To aparat państwa ponosi odpowiedzialność za niewydolność systemu – spuentował były wiceminister spraw wewnętrznych, Maciej Wąsik.

– Sytuacja jest ekstraordynaryjna, jest nadzwyczajna. Idą mrozy, więc ci ludzie muszą dostać pieniądze. Oczekujemy, żeby rząd był solidarny, pomagał tym, których dotknęło nieszczęście. Państwo ma taki obowiązek, ale niestety nie wypełnia go – podkreślił Maciej Wąsik, europoseł PiS.

W momencie przyjścia wielkiej wody jako pierwsi na pomoc ruszyli ludzie dobrego serca i wolontariusze z całej Polski.

Koordynatorem rozdzielania najważniejszych produktów i sprzętów w wielu miejscach pozostaje Caritas, który kontynuuje tę misję – zaznaczył ks. Aleksander Trojan, proboszcz parafii Narodzenia NMP w Lądku-Zdroju.

– Ci, którzy już trochę wyremontowali mieszkań, to teraz Caritas przywozi im sprzęt AGD, czyli pralki, lodówki, kuchenki. To wszystko rozprowadzamy – podsumował ks. kan. Aleksander Trojan.

Kataklizm, który nawiedził Polskę na początku września, zniszczył 11 tysięcy domów jednorodzinnych. Łącza strata finansowa wskutek wielkiej fali to ok. 10 mld złotych.

TV Trwam News

drukuj