fot. PAP/Sebastian Borowski

Red. G. Górny o kandydatce na ołtarze Sybil Kathigasu: Katolicy w Malezji od kilkudziesięciu lat otaczają jej postać wielkim kultem. Dla nich była osobą świętą

Pierwszą rzeczą, o którą poprosiła po odzyskaniu wolności, było zaniesienie jej na noszach do kościoła św. Józefa, gdzie podziękowała Bogu za moc do wytrwania w najtrudniejszych chwilach – powiedział red. Grzegorz Górny, publicysta, w felietonie z cyklu „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja.

W Malezji ks. kard. Sebastian Francis rozpoczął na szczeblu diecezjalnym proces beatyfikacyjny pielęgniarki Sybil Kathigasu.

Sybil Kathigasu urodziła się w 1899 r. na wyspie Sumatra w rodzinie irlandzko-francuskiej. Ojciec był Irlandczykiem, a matka Francuzką. W tamtych czasach Sumatra należała do holenderskich Indii Wschodnich. Później dziewczynka wychowywała się w Malezji Brytyjskiej. W wieku lat dwudziestu Sybil wyszła za mąż za doktora Abdona Clementa Kathigasu, który specjalnie dla niej przyjął chrzest, zamieniając religię hinduistyczną na katolicyzm. W 1926 roku małżonkowie założyli prywatną klinikę medyczną w mieście Ipoh, ponieważ on był lekarzem, a ona zakończyła szkołę pielęgniarską i położniczą – mówił red. Grzegorz Górny.

Przez kolejne lata zasłynęli z tego, że oferowali bezpłatną pomoc biednym, których nie stać było na opłacenie opieki medycznej – podkreślił publicysta.

Stworzyli swój własny, prywatny system darmowej służby zdrowia w malezyjskich slumsach, ratując życie i zdrowie wielu ubogim ludziom. Ich w miarę spokojne i ustabilizowane życie przerwała jednak wojna. 8 maja 1941 roku rozpoczęła się bitwa o Malaje. Dwadzieścia dni później do Ipoh wkroczyła armia japońska. Rozpoczęła się okupacja. W tamtym czasie Sybil miała wizję, w której Bóg powiedział jej, że w najbliższym czasie będzie musiała wiele przecierpieć i znieść wiele ofiar. Zawierzyła również swoje życie Najświętszemu Sercu Jezusa. Razem z mężem wspomagała miejscowy ruch oporu. Wspólnie zapewniali pomoc medyczną partyzantom z Malajskiej Ludowej Armii Antyjapońskiej i dostarczali im potrzebne informacje – zaznaczył.

Niestety zostali aresztowani przez Japończyków – mówił felietonista.

Sybil poddano wówczas okrutnym torturom. Bito ją, wyrwano paznokcie, połamano kilka kości. Nie ujawniła jednak niczego. Jak wspominała, siłę czerpała z nieustannej modlitwy. Najstraszniejsze doświadczenie przeżyła, kiedy oprawcy wzięli jej pięcioletnią córeczkę Dawn, powiesili ją za ręce na drzewie, rozpalili pod nią ognisko i zagrozili matce, że jeżeli nie zacznie zeznawać, to spuszczą dziecko do ognia i spalą je żywcem. W pewnym momencie, kołysząc się na sznurze nad ogniskiem, pięcioletnia dziewczynka krzyknęła: „Mamo, nie mów nic, jak umrzemy Jezus będzie na nas czekał w niebie”. Po tym okrzyku dziecka kobieta postanowiła zachować milczenie. Nie wydała w ręce okupantów nikogo. O dziwo, oprawcy nie spełnili swej groźby i nie wrzucili jej córki do ognia – zauważył.

W lutym 1945 roku Sybil została skazana przez Japończyków na dożywocie, a jej mąż na piętnaście lat więzienia – powiedział red. Grzegorz Górny.

– Pół roku później wojna się zakończyła i małżonkowie zostali wyzwoleni. Sybil była tak wycieńczona, że nie mogła nawet chodzić. Pierwszą rzeczą, o którą poprosiła po odzyskaniu wolności, było zaniesienie jej na noszach do kościoła św. Józefa, gdzie podziękowała Bogu za moc do wytrwania w najtrudniejszych chwilach. Wkrótce potem została zabrana do Wielkiej Brytanii na leczenie – podkreślił.

Tam zaczęła pisać swoje wspomnienia, które wydane zostały dopiero po jej śmierci pt. „Bez odrobiny miłosierdzia” – zaznaczył publicysta.

Król Anglii, Jerzy VI, przyznał jej w Pałacu Buckingham Medal Jerzego za postawę podczas japońskiej okupacji. Była jedyną Malezyjką, która została uhonorowana w ten sposób. Niestety skutki przeżytych w więzieniu tortur okazały się tak rujnujące dla jej organizmu, że nigdy już nie powróciła do zdrowia. Zmarła w 1948 roku w Szkocji, a rok później jej ciało sprowadzono do Ipoh. Do dziś jest uważana w Malezji za bohaterkę narodową, nawet przez muzułmanów, którzy stanowią większość ludności tego kraju. Katolików jest tam zaledwie kilka procent, jednak tworzą prężną i dynamicznie działającą wspólnotę. Od kilkudziesięciu lat otaczają oni postać Sybil Kathigasu wielkim kultem. Dla nich była osobą świętą – akcentował felietonista.

Cały felieton red. Grzegorza Górnego można odsłuchać [tutaj].

 

radiomaryja.pl

drukuj