fot. PAP/EPA

Wietnam: po przejściu tajfunu Yagi, który zabił 82 osoby, północ kraju walczy z powodziami

Władze Wietnamu wydały ostrzeżenia w związku z „historycznymi” powodziami dla ponad 420 gmin w 17 prowincjach po przejściu tajfunu Yagi na północy kraju – poinformowały dziś lokalne media. Służby ratunkowe ewakuują tysiące mieszkańców z zagrożonych terenów. Dotychczas życie straciły 82 osoby, a 64 uznano za zaginione.

W wyniku podtopień, osunięć ziemi i spadających konarów drzew i dachówek rany odniosło także ok. 750 osób – poinformowało wietnamskie ministerstwo rolnictwa.

Yagi – według meteorologów najpotężniejszy tajfun, jaki uderzył w północny Wietnam od 30 lat – sieje spustoszenie od soboty, kiedy dotarł na ląd, wywołując wiatry o prędkości ponad 145 kilometrów na godzinę.

Północ kraju, gęsto zaludniona i będąca głównym ośrodkiem produkcyjnym dla międzynarodowych firm technologicznych, zmaga się obecnie z „historyczną” powodzią – poinformowali meteorolodzy.

W ciągu ostatnich trzech dni wszystkie 25 miast i prowincji w tej części kraju nawiedziły obfite opady deszczu na poziomie 200-400 mm. W północno-zachodnich prowincjach Lao Cai, Yen Bai i Thai Nguyen spadło 400-600 mm deszczu, a miejscami nawet 760 mm – informuje portal VNExpress.

Powódź jest najbardziej dotkliwa wzdłuż rzeki Tao, górnego odcinka Rzeki Czerwonej, gdzie poziom wody przekroczył 87 metrów i jest najwyższy od 53 lat.

W przypadku wylania Rzeki Czerwonej, przepływającej przez Hanoi, skutki mogą być poważne dla ok. 300 tys. osób mieszkających na obszarze 11 tys. ha wzdłuż rzeki – wyjaśnia VNExpress. Władze stolicy pierwszy raz od 16 lat wydały we wtorek ostrzeżenie przed powodzią. Z kliku dzielnic ewakuowano blisko tysiąc mieszkańców.

Służby meteorologiczne przestrzegają przed bardzo wysokim ryzykiem osuwisk we wszystkich 17 prowincjach na północy, w tym Quang Ninh, gdzie znajduje się malownicza zatoka Ha Long wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Zanim tajfun Yagi dotarł do Wietnamu, w ubiegłym tygodniu spowodował śmierć 24 osób na Filipinach i w południowych Chinach.

PAP

drukuj