fot. pixabay.com

KRD: Zadłużenie branży beauty wzrosło w ostatnich 4 latach o 20 proc., do 45,6 mln złotych

W ostatnich czterech latach zadłużenie branży beauty wzrosło o 20 proc., do 45,6 mln zł – wynika z raportu Krajowego Rejestru Długów. Dodano, że najwyższe średnie zadłużenie jednego gabinetu wynosi 25,3 tys. zł i należy do firm z Lubelszczyzny.

Zaznaczono, że choć Polacy dbają o swój wygląd i chętnie odwiedzają usługodawców z branży beauty, to sytuacja finansowa salonów kosmetycznych i fryzjerskich „wcale nie wygląda różowo”.

W ostatnich czterech latach zadłużenie branży beauty – notowane w Krajowym Rejestrze Długów – wzrosło o 20 proc. i aktualnie wynosi 45,6 mln zł. Jak podkreślono, mimo podwyżek cen usług, jakie finalnie muszą ponosić klienci, kosmetyczkom i fryzjerom wciąż brakuje środków na spłatę zaległych zobowiązań.

Obecnie w bazie danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej widnieje 3,2 tys. dłużników z branży beauty, każdy z nich do spłaty ma średnio 14 tys. złotych.

Z raportu wynika, że od 2020 r. zadłużenie sukcesywnie rosło wraz z liczbą przedsiębiorców wpisanych do rejestru; największy wzrost widoczny był na przełomie 2022 i 2023 r., gdzie wartość zadłużenia skoczyła z 39,9 mln zł do 45,8 mln zł, a obecnie wynosi nieco mniej, bo 45,6 mln złotych.

Według raportu Głównego Inspektoratu Sanitarnego z 2022 r., w Polsce zarejestrowanych było 55 tys. salonów kosmetycznych i fryzjerskich. Mniej liczne były salony odnowy biologicznej oraz tatuażu. W porównaniu z 2021 r. liczba podmiotów oferujących usługi beauty wzrosła o 1774.

W ocenie autorów raportu dużym problemem branży są wysokie podatki, podwyżki opłat za lokal, wodę, prąd i gaz, a także rosnące ceny kosmetyków i niezbędnego do wykonywania usług sprzętu, szkoleń i utrzymania pracowników.

W raporcie wskazano dane serwisu KB.pl, z których wynika, że najwyższe ceny w kraju mają mazowieckie salony piękności; na drugim miejscu znajduje się województwo łódzkie, równie drogo jest na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce.

Jak poinformowano, w gronie najbardziej zadłużonych regionów pierwsze miejsce zajmuje województwo mazowieckie: 612 przedsiębiorców zalega tam łącznie z 11,5 mln złotych.

Drugie na niechlubnej liście jest woj. śląskie, gdzie 398 firm ma do spłaty 5,1 mln zł, zaś pierwszą trójkę zamykają gabinety kosmetyczne i zakłady fryzjerskie z woj. pomorskiego, które mają do zwrotu niewiele mniej, bo 5,04 mln złotych” – podano.

Podkreślono, że najwyższe średnie zadłużenie jednego gabinetu wynosi 25,3 tys. zł i należy do firm z Lubelszczyzny; to ponad 10 tys. zł więcej niż średnia dla kraju.

„Wśród przedsiębiorców mających do zwrotu pokaźną kwotę nie mogło zabraknąć tych z woj. mazowieckiego. Statystycznie każdy z nich ma do zapłaty 18,8 tys. złotych. Trzecie w rankingu średniego zadłużenia są firmy podkarpackie, z których każda jest winna wierzycielom 17,8 tys. złotych” – przekazano w raporcie.

Dodano, że 80 proc. dłużników to jednoosobowe działalności gospodarcze, które mają do zapłaty w sumie 36,52 mln zł, a średnie zadłużenie w tej grupie wynosi 13 tys. złotych. Jak poinformowano, wśród nich znajduje się również dłużnik-rekordzista, którego przeterminowane zobowiązania finansowe opiewają na 1,1 mln złotych.

Branża jest winna 35,2 mln zł instytucjom finansowym (firmom windykacyjnym, bankom, leasingodawcom i ubezpieczycielom) – to ponad 3/4 całego zadłużenia. Ponadto, operatorzy komórkowi czekają na zwrot 3,4 mln zł, a 1,2 mln zł stanowią zaległe opłaty za czynsz.

Jak tłumaczy Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy, większość zadłużenia branży beauty to dawne zobowiązania, jeszcze z czasów pandemii, gdy liczne obostrzenia i lockdowny ograniczyły całkowicie działalność zakładów fryzjerskich i salonów kosmetycznych.

„Przedsiębiorcy nie byli w stanie udźwignąć zaciągniętych pożyczek i kredytów, więc długi bankowe zostały przejęte przez wtórnych wierzycieli” – wskazała Katarzyna Starostka.

Z badania Kaczmarski Group „2024 r. z perspektywy mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw” wynika, że 57 proc. ankietowanych obawia się w najbliższych miesiącach wzrostu cen energii, surowców i materiałów.

„Ponad połowa boi się wzrostu kosztów pracy, a 38 proc. stresuje się wprowadzeniem niekorzystnych dla przedsiębiorstw zmian w prawie” – dodała Katarzyna Starostka.

PAP

drukuj