Kenijki kochają życie

Z prof. Bogdanem Chazanem, przewodniczącym rady MaterCare International, rozmawia Małgorzata Jędrzejczyk

Organizacje światowe w Kenii wprowadzają programy kontroli urodzeń, co w efekcie sprowadza się do promocji antykoncepcji i aborcji. Czy rzeczywiście takiej pomocy oczekiwałyby Kenijki?
– Akurat znam Kenię bardzo dobrze. Przez fundację MaterCare mamy kontakt z biednym regionem środkowej i północnej części kraju – Isiolo. Budujemy tam szpital i organizujemy opiekę nad kobietami będącymi w ciąży. Szkolimy także kobiety, które tradycyjnie odbierają porody w wioskach. Sytuacja kobiet, matek, dzieci jest tam bardzo zła. Dzieci nagminnie cierpią na zapalenie górnych dróg oddechowych, malarię. Bardzo silne są ich przesądy, przez które znacznie częściej dochodzi do powikłań w czasie ciąży i przy porodach. Statystycznie na 15 kobiet oczekujących dziecka w czasie porodu czy w czasie ciąży umiera jedna z nich. To, czego potrzebują kobiety w Kenii, to zapewnienie im podstawowej opieki położniczej, która pozwoli uniknąć wielu nieszczęść, zapewni im szczęśliwe życie i rozwój. Rozdawanie antykoncepcji, promocja programu to „pomoc” na zasadzie: włóż pan termometr – nie będziesz miał gorączki, inaczej: podajmy antykoncepcję, to kobiety nie będą zachodziły w ciążę. Taka pomoc to postawienie na głowie problemu, szkodzenie tym ludziom.

Jaka pomoc jest więc im potrzebna najbardziej?
– Ich potrzeby są najprostsze. Gdy rozmawialiśmy z kobietami z różnych plemion, położne, które odbierają porody w wioskach i w szpitalu, mówiły, że potrzebują rękawiczek i chusteczek. Nie mają aparatów do pomiaru ciśnienia. Jest też ogromna potrzeba edukacji zarówno zwykłych kobiet, jak i położnych, przekazywania im podstawowych informacji, że np. w czasie ciąży trzeba się dobrze odżywiać – jeść mięso, pić mleko, i aby sprowokować poród, nie muszą jeść gliny, by dziecko się urodziło. Potrzebują wiedzy, że aby urodzić dziecko, nie muszą oddalać się na pustynię. Niestety, takie przesądy, zwyczaje u nich funkcjonują. Ważna jest też edukacja mężczyzn, pokazanie im ich roli, tego, że zamiast mieszkać w oddalonym mieście, są potrzebni w domu, w szałasie. Zwykle w takim domu jest babcia, matka i dzieci, a mąż, ojciec zwykle nie zajmuje się niczym. Konieczne są więc działania, by uzdrowić te sytuacje, zmieniać mentalność ludzi, mówić o rzeczach podstawowych, a jednocześnie zadbać o dostarczenie tej ludności rzeczy najprostszych.

Profesor Robert Walley, dyrektor wykonawczy MaterCare, niejednokrotnie podkreślał, że kobiety afrykańskie cenią sobie życie…
– To prawda. Kenijki mają w sobie dużą radość życia. Kiedy się jedzie przez pustynię, przez najbiedniejsze wioski, gdzie widać płonące ogniska na środku skromnych chałup, szałasów, jednocześnie spotyka się radosnych ludzi – pięknie ubrane dziewczęta, chłopców, starców, którzy rozmawiają ze sobą, spacerują. Widać wyraźnie ich radość życia. Bynajmniej nie są zamknięci w sobie. A dziecko w rodzinie traktowane jest jak największy dar Niebios. Jest szczęściem, błogosławieństwem od Boga. Niepłodność jest tam postrzegana jako coś strasznego, niemalże kara, coś wstydliwego. A więc fundowanie im antykoncepcji, ubezpłodnienia to godzenie w ich najczulszy punkt, w ich kulturę, przyzwyczajenia, to unieszczęśliwianie tych ludzi.

Czy mimo przywiązania do życia kobiety nieuświadomione medycznie przyjmują antykoncepcję?
– Moje obawy, zastrzeżenia budzi fakt, że znamy przypadki, kiedy firmy farmaceutyczne produkujące środki antykoncepcyjne „używały” kobiet w krajach rozwijających się, wykorzystując ich brak świadomości, naiwność, i podawały im środki antykoncepcyjne w celu badań klinicznych. Testowano na nich spirale antykoncepcyjne bez zgody kobiet, traktowano je jak łatwy i tani materiał biologiczny do przeprowadzania badań medycznych.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj