[NASZ WYWIAD] Emocjonalny teatr
Twórczy, zabawny, emocjonalny, nie zatrzymała go nawet pandemia – to teatr tworzony przez Malwinę Tkaczyk – aktorkę, żonę i mamę. W wywiadzie udzielonym portalowi Radia Maryja zdradziła ona jego początki, a nawet sięgnęła do wspomnienia dzieciństwa, by pokazać swoją wrażliwość oraz to, co w byciu aktorem, ale przede wszystkim człowiekiem jest ważne.
Może zacznę trochę przekornie, ale jakim dzieckiem byłaś?
Och. Byłam bardzo wycofanym, zamkniętym w sobie dzieckiem, które miało ogromne pokłady wyobraźni. Pamiętam, że uwielbiałam swoje towarzystwo i często mówiłam „sama do siebie”. Wiem, że może brzmi to trochę śmiesznie, ale w ten sposób tworzyłam swój wewnętrzny świat. To był bardzo twórczy, emocjonalny monolog, bo często wzruszały mnie moje własne opowieści. Wybierałam też odosobnione miejsca, gdzie w pełni mogłam sobie sama ze sobą pogadać. Teraz przypomina mi się lato, gdzie siedzę na krawężniku, gdzieś daleko od domu i tak sobie „rozmawiam”. Cudowny czas, ale teraz wiem, że była to ucieczka od tego, co za bardzo bolało i przytłaczało mnie w świecie dorosłych.
Czy chęć bycia aktorką pojawiła się w twoim życiu, jak to często bywa, jako pragnienie małej dziewczynki, która chce grać na wielkiej scenie, czy raczej ukształtowało się to później?
Od zawsze chciałam być lekarką. Chyba ze względu na to, że dużo chorowałam i będąc co chwila w szpitalu czytałam wielkie encyklopedie zdrowia. Potrafiłam już wtedy analizować podstawowe badania krwi, a wówczas nie były podawane parametry. Nawet moja babcia zanim poszła do lekarza, to mi jako pierwszej pokazywała swoje wyniki. Pragnienie bycia aktorką zrodziło się dopiero w liceum, wtedy dużo występowałam. Sama reżyserowałam i kreowałam swoje krótkie formy sceniczne – etiudy teatralne czy skecze. Dawało mi to dużo radości. Po prostu odkryłam, że uwielbiam występować na scenie. Ale wiadomo, że gdzieś w okresie dojrzewania szuka się poklasku, by udowodnić sobie „bycie wystarczająco dobrym”, co oczywiście z perspektywy czasu oceniam jako niewłaściwie postępowanie. Jednak wtedy bardzo mocno poszukiwałam swojej tożsamości, tego, co mnie wyróżnia na tle innych.
Jak rozwijała się twoja edukacja aktorska?
Moja edukacja aktorska cały czas trwa. Nie skończyła się, tylko dalej jestem w procesie uczenia się. Zaczęła się trochę z innej strony, bo nie ukończyłam typowej szkoły aktorskiej. Nie wykluczam jednak podejścia do tzn. egzaminu eksternistycznego, by otrzymać dyplom aktorski. Kiedy moje koleżanki poszły na studia aktorskie, ja postanowiłam uczyć się warsztatu aktorskiego na drodze „bycia rzemieślnikiem”. Jeździłam po Polsce, by uczyć się od tych, których na tamten czas uważałam za najlepszych w dziedzinie aktorstwa. Wszystko czego się nauczyłam konfrontowałam na scenie w konkretnej roli. Gdy widziałam, że „czegoś mi brakuje”, znowu szukałam swoich nauczycieli. W międzyczasie zostałam żoną, matką i dalej uczę się aktorstwa.
Wolisz teatr czy film?
Dobre pytanie. Teatr mnie ukształtował. Był obecny w moim życiu od najmłodszych lat, wpłynął na to, kim teraz jestem. Kształtuje mnie dalej, bo mam poczucie, że cały czas idę do przodu w swoim własnym tempie. Dalej, ciągle na nowo mnie ekscytuje, fascynuje, wzbudza moje emocje.
A film jest moim marzeniem, wielkim marzeniem. By zagrać w filmie, z klimatem retro, z niebanalną historią, która porusza widza. Film, który pozostawia „coś”, o czym tak szybko się nie zapomina. Na razie to marzenie czeka w „poczekalni”. Gdy tylko pojawią się okoliczności, to przystąpię do jego realizacji.
Wrócę do tego, dlaczego zapytałam cię o to, jakim dzieckiem byłaś. Kiedy myślę o aktorach, to widzę ich przez pryzmat dzieciństwa i wtedy wyobrażam sobie dziecko, które objawiało swoje talenty już od najwcześniejszych lat. Było odważne, przebojowe, chętnie recytujące wierszyki itd. Czy tak jest?
Niekoniecznie. Prowadzę również zajęcia teatralne dla dzieci i zdecydowana większość, to właśnie osoby nieśmiałe, zamknięte w sobie. Talent aktorski muszę z nich, przy pomocy odpowiednich ćwiczeń, wydobyć, by mógł się dalej rozwijać. Wtedy dzieją się naprawdę cudowne rzeczy. Wówczas te dzieci stają się przebojowe, odważne, pewne siebie, ale to jest proces. Zazwyczaj to dzieci wysoko wrażliwe, których emocjonalność, odbieranie świata jest ponadprzeciętne.
Wielu znanych aktorów w dzieciństwie było zamkniętych w sobie. A teatr był dla nich sposobem na wyrażanie siebie. Niektórzy z nich to dzisiaj wielkie osobowości sceniczne.
Masz doświadczenie prowadzenia zajęć teatralnych dla dzieci, zarówno stacjonarnie jak i online. Czy takie warsztaty są tylko dla tych, którzy odkrywają w sobie talent aktorski, czy dla wszystkich: tych śmiały i nieśmiałych, energicznych i bardziej nostalgicznych ze spokojną naturą?
Dla wszystkich, którzy chcą się ze mną bawić. Nie stawiam żadnych ograniczeń. Każde dziecko może przyjść do teatru w Gdańsku, gdzie prowadzę zajęcia i zobaczyć, co tam się dzieje lub usiąść przy komputerze i popatrzeć, co takiego robię. Potem ono samo decyduje, czy chce dalej uczestniczyć w zajęciach. Z miesiąca na miesiąc jest coraz więcej chętnych, nawet niektóre dzieci muszę wpisać na listę dodatkową. Bo cenię sobie komfort pracy i nie przekraczam liczby 10 osób na zajęciach stacjonarnych.
Moim zdaniem trudno jest prowadzić zajęcia w przestrzeni wirtualnej, a już na pewno te teatralne. Jednak tobie świetnie się to udaje. W jednym z wywiadów, którego udzieliłaś, nazwałaś takie zajęcia „teatrem domowy”.
Prowadzę zajęcia już od ponad roku. Długo myślałam o tym, jak w dobie pandemii, mogę dzieciom pokazać teatr. Prowadzę zajęcia, gdzie tworzę razem z dziećmi „teatr domowy”. Każdy element ich pokoju staje się konkretnym przedmiotem scenicznym, jak np. szafa, stół, łóżko czy drzwi. W ten sposób dzieci uczą się poszerzania swojej wyobraźni. Jeśli ktoś myśli, że są to zajęcia, gdzie siedzę i mówię, to niestety, ale często po takich warsztatach jestem bardzo zmęczona. Razem z dziećmi chowam się do szafy, szukam wymyślonych rekwizytów czy buduję postać.
W czerwcu odbędzie się premiera spektaklu online, który przygotowuje z grupą dzieci w wieku 7-10 lat.
W swojej pracy skupiasz się głównie na emocjach. Dlaczego jest to takie ważne?
Emocje to część ludzkiej tożsamości. Bez odczuwania, przeżywania, wyrażania uczuć człowiek nie wie, kim jest. Gdy małe dziecko bardzo mocno płacze i słyszy od matki słowa: „Zamknij się”. Co to oznacza? Jego uczucia, czyli cały „on” został zlekceważony, zignorowany. Niestety to zostaje w małym człowieku do końca, to zranienie emocjonalne dosyć często uaktywnia się w jego dorosłym życiu.
Jeśli człowiek chce żyć „w pełni” nie może lekceważyć, ignorować swoich uczuć. O swój świat wewnętrzny należy dbać tak samo, a nawet bardziej niż o zasoby poznawcze.
Dlatego staram się poprzez teatr pomagać dzieciom odkrywać emocje, nazywać je, wyrażać w twórczy sposób, poprzez słowo, ruch. Dosyć często dopiero na moich zajęciach mają one kontakt ze swoimi uczuciami, uczą się je rozpoznawać. Co mnie bardzo cieszy.
Oprócz bycia aktorką, mamą, żoną prowadzisz jeszcze blog „Emocjonalna mama w teatrze”. Do kogo chcesz trafić ze swoimi treściami?
Mój blog w lutym skończył dwa lata, więc to świeża sprawa, ale dzięki tej inicjatywie staram się docierać do rodziców i nauczycieli, dla których „uczucia dziecka są ważne”. Pokazuję im, jak poprzez zabawę mogą pomóc dziecku radzić sobie np. ze złością.
Od lipca chcę rozpocząć pracę z dorosłymi i ich emocjami. To będzie zupełnie nowy projekt i mam nadzieję, że przyniesie dobre owoce.
Zatem życzę wiele sukcesów i wymarzonej roli w filmie.
Dziękuję za rozmowę
Anita Suraj-Bagińska/radiomaryja.pl






